logo uswps nazwa 3

Centrum Prasowe

Na czym dokładnie miałoby polegać wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie wiadomo. Wydaje się, że, dla wciąż posługujących się własną walutą Brytyjczyków, poza hasłami o niepodległości i samostanowieniu, najważniejsze jest ograniczenie imigracji. Będzie to miało konsekwencje zarówno dla przyszłych imigrantów z krajów UE, jak i dla tych już mieszkających na Wyspach.

Imigranci na Wyspach w liczbach
W 1993 w Wielkiej Brytanii mieszkało niecałe 2 mln obcokrajowców, a w 2014 już ponad 5 mln. Liczba urodzonych za granicą mieszkańców Wysp w tym samym czasie wzrosła z 3,8 mln do 8,3 mln (z 7 do 13,1% populacji). Obecnie dwie największe grupy cudzoziemców na Wyspach to Polacy i Hindusi. W grudniu 2003 roku (przed wejściem Polski do Unii Europejskiej) w Wielkiej Brytanii mieszkało 75 tysięcy Polaków, a z końcem roku 2014 zgodnie z szacunkami ONS już 853 tysiące (w tym obywatele polscy urodzeni na Wyspach). Wielka Brytania jest wciąż (obok Niemiec) najważniejszym krajem docelowym dla polskich migrantów i według GUS w 2013 roku gościła 29% wszystkich osób wyjeżdżających z Polski tymczasowo.

Co się stanie z cudzoziemcami?
Część z mieszkających na Wyspach rodaków zadbała o swoją sytuację prawną, występując o brytyjski paszport, jednak jest to część zaskakująco niewielka. Pomiędzy rokiem 2009 gdy pierwsi polscy unijni migranci mogli wystąpić o brytyjskie obywatelstwo, a 2013 brytyjski paszport przyznano niecałym 13 tysiącom Polaków. Mogą oni teraz spokojnie czytać wiadomości i czekać na wyniki głosowania. Reszta jest w dużo mniej komfortowej sytuacji.

Czarny scenariusz
Zgodnie z jednym z czarniejszych scenariuszy, po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, unijni imigranci stracą swoją uprzywilejowaną sytuację i będą musieli spełnić wymagania stawiane przez Brytyjczyków imigrantom spoza Unii. Tymczasem, według badań przeprowadzonych dla Finnancial Times przez Migration Observatory Uniwersytetu Oksfordzkiego, aż ¾ obywateli Unii, pracujących obecnie w Zjednoczonym Królestwie, nie spełnia wymagań wizowych stawianych imigrantom z zewnątrz, a w przypadku takich sektorów, jak hotelarstwo i gastronomia czy rolnictwo, jest to ponad 90 procent. Pojawia się pytanie, co by się stało, gdyby 75% Polaków pracujących na Wyspach musiało nagle wrócić do Polski. Jest to mało prawdopodobny scenariusz, bo eksperci przekonują, że prawa osób, które już pracują na Wyspach, nie ulegną zmianie. Jednak można spodziewać się, że dalsza rekrutacja pracowników z krajów unijnych będzie mocno utrudniona. Poza tym Polacy mogą stracić szereg praw. Już teraz wiadomo, że niezależnie od wyników referendum, ograniczone zostanie imigrantom prawo do zasiłku na dzieci mieszkające poza Wielką Brytanią. W dodatku Wielka Brytania na skutek wyjścia z Unii może się zmierzyć z kryzysem gospodarczym, który niewątpliwie uderzy mocniej w obcokrajowców niż w ludność rodzimą i skłoni część z nich do powrotu, a potencjalnych migrantów do ponownego rozważenia wyjazdu z Polski.

Co by było gdyby
Trudno stwierdzić, ile osób rocznie wyjeżdża do Wielkiej Brytanii. W 2015 roku Polacy otrzymali 111 tysięcy NINo (odpowiednik PESEL, numer wymagany do rozpoczęcia legalnej pracy). Oczywiście saldo migracji jest dużo niższe, bo część migrantów powraca. W ostatnich latach można je szacować na niecałe 30 tysięcy osób rocznie. Jak polski rynek pracy poradziłby sobie z pojawieniem się na nim dodatkowych 30 tysięcy osób rocznie?

Masowe migracje po wejściu Polski do Unii Europejskiej były jednym z czynników, które doprowadziły do spadku stopy bezrobocia w kraju z 19,5% w maju 2004 do 9,1% w sierpniu 2008. Spowodowały też, że rynek pracy w Polsce musiał zmierzyć się z brakiem pracowników. Jednak wbrew przewidywaniom nie doprowadziło to do wzrostu płac. Powstał typowy dla krajów rozwiniętych dualny rynek pracy, a braki pracowników zaczęli wypełniać imigranci ze wschodu – głównie z Ukrainy - często pracujący nielegalnie lub zatrudniani przez agencję. Odpływ nadmiaru pracowników może być szansą na modernizację gospodarki, przy założeniach, że będą towarzyszyły mu zmiany demograficzne (przyrost naturalny powinien być bliski zera, ale nie niższy) oraz reformy sprzyjające wzrostowi gospodarczemu. Jednak migracje mogą też stać się pułapką. Wyjechać mogą najbardziej dynamiczni i najlepiej wykształceni, peryferyjna pozycja gospodarcza kraju przy braku skutecznych reform może się utrwalić, a przyrost naturalny (z czym właśnie mamy do czynienia w Polsce) może spaść poniżej zera.

Powroty
Masowe powroty Polaków, którzy już mieszkają i pracują na Wyspach, są mało prawdopodobne. Jeśli jednak nastąpią, możemy oczekiwać, że Polacy, którzy przyjadą, nie będą należeli do najbardziej pożądanej kategorii pracowników. Co prawda, wyjeżdżający do Wielkiej Brytanii są młodzi i dobrze wykształceni (udział osób z dyplomem wyższej uczelni jest wśród nich 2 razy wyższy niż w całej populacji), ale przeważnie pracują poniżej swoich kwalifikacji.

Osoby zatrudnione w brytyjskich hotelach, fabrykach czy w restauracjach (a takich wróci najwięcej), nawet jeśli posiadają wyższe wykształcenie, nie mają czym wypełnić CV. Jeśli będą chciały wrócić do pracy zgodnej z wykształceniem, trudno im będzie konkurować z Polakami, którzy od lat pracują w zawodzie w Polsce. Na rynku pracy pożądani są tylko ci migranci, którzy wracają z nową wiedzą, środkami finansowymi i kontaktami, oraz potrafią to wszystko wykorzystać w Polsce. Angielski już na tyle spowszedniał pracodawcom, że jego biegła znajomość (a wyjazd wcale o niej nie przesądza), nie będzie decydującym argumentem za zatrudnieniem. Poza tym pracodawcy są nieufni wobec powracających migrantów, obawiając się ich wysokich oczekiwań finansowych i ponownych wyjazdów, a także nawyków nie przystających do polskich realiów.

Natomiast praca w sektorach, w których byli zatrudnieni na Wyspach, raczej nie spełni ich oczekiwań finansowych. W dodatku będą musieli konkurować z migrantami ze wschodu, którzy są gotowi pracować za znacznie niższe stawki. Czy polscy migranci będą na tyle przedsiębiorczy, żeby samodzielnie zadbać o własne zatrudnienie i po powrocie założyć własne firmy? Jeśli nie, trafią w Urzędach Pracy na listy bezrobotnych lub będą szukać możliwości kolejnego wyjazdu.

Demografia
W perspektywie krótkoterminowej powroty doprowadzą zatem do wzrostu bezrobocia i obciążenia budżetu. Migranci zarejestrują się w urzędach pracy, przychodniach, a dzieci wyślą do polskich szkół i przedszkoli. Będą oczekiwać pomocy socjalnej, a w przyszłości zabezpieczenia emerytalnego. Jest jednak i dobra wiadomość. Powrót migrantów, jeśli udałoby się ich później zatrzymać w Polsce, załagodziłby zbliżającą się do nas szybkimi krokami katastrofę demograficzną. Polska niedługo stanie się jednym z najstarszych demograficznie krajów w Europie i wynika to głównie z niskiej dzietności pokolenia wyżu demograficznego lat 80 ubiegłego wieku, a także z niskiej liczebności kolejnych kohort wiekowych oraz emigracji ludzi młodych.

Powrót mieszkających na Wyspach 436 tysięcy Polaków w wieku 19 – 35 lat (dane ONS za rok 2014) byłby dla nas zatem dobrą wiadomością. Tym lepszą, że wiązałby się z napływ dzieci. Polki mieszkające w Wielkiej Brytanii decydują się na dzieci chętniej niż Polki w kraju. W latach 2005 -2013 polskie matki urodziły na Wyspach 120 764 dzieci. W ostatnich latach było to ponad 21 tysięcy dzieci rocznie, z czego ok. 16 tysięcy dzieci miało oboje polskich rodziców. Powrót rodzin z dziećmi, choć mało prawdopodobny, byłby demograficznie bardzo pożądany.

*Większość danych cytowanych w tekście podawana jest za Office for National Statistics, ale również The Migration Observatory, Home Office i GUS. Autorka korzystała także z opracowań „Zeszyty demograficzne” pod redakcją M. Kiełkowskiej, „Modernizacyjna rola migracji” M. Okólskiego i „Migracje powrotne Polaków” M. Lesi.

Strona rekomendowana przez: nauka w polsce  Patronat: mnisw  Należymy do: promeuprio