Architektura ekologiczna – to moda dla bogatych czy konieczność? W dobie kurczących się zasobów i zmian klimatu potrzebujemy rozsądku, także w architekturze. Czy architektura do spółki z inżynierią może zbliżyć człowieka do przyrody? – o tym rozmawiamy z Tomaszem Osięgłowskim z pracowni Ultra Architects, który poprowadzi jedną z pracowni projektowych na kierunku architektura w School of Form Uniwersytetu SWPS.

Joanna Szumowska: Porozmawiajmy o zdrowym rozsądku w architekturze.

Tomasz Osięgłowski: Jego obecność w architekturze można zobrazować sinusoidą. Zdarza się, że go brakuje. W postmodernizmie kreowano spektakularne formy, które nie miały nic wspólnego z rozsądkiem i ekonomią. Nie dość, że były nieracjonalne, to jeszcze skrajnie nieekologiczne. Stan środowiska naturalnego jest katastroficzny. Nie mówimy o tym, że pali się jeden pokój w budynku. Tu szaleje pożar. Jako architekci, i też jako zwykli obywatele, po pierwsze musimy go ugasić. A po drugie zastanowić się, jak ten symboliczny budynek odbudować

Joanna Szumowska: Architekt strażakiem?

Tomasz Osięgłowski: Jeżeli chce on wykonywać zawód w sposób etyczny – powinien być też strażakiem. Na szczęście świadomość znaczenia ekologii w architekturze jest duża w naszym środowisku.

Joanna Szumowska: Czy dotychczasowe kształcenie polskich architektów sprzyjało budowie tej świadomości? Może kształtowała się ona dopiero w dalszej praktyce zawodowej?

Tomasz Osięgłowski: Kiedy w 1998 roku pracowałem nad dyplomem, ekologię rozumiano najczęściej jako projektowanie krajobrazu. Dbano więc, by projekty nie szpeciły krajobrazu, troszczono się o kompozycję i harmonię przestrzeni. Dziś ekologię w architekturze rozumie się inaczej.

Joanna Szumowska: Czyli jak?

Tomasz Osięgłowski: Po pierwsze budowanie jest z gruntu nieekologiczne, bo wprost polega na przekształceniu ładu naturalnego w nienaturalny. W dodatku trzeba materiały budowlane pozyskać i wytworzyć, chociażby wydobyć skały wapienne, by zrobić z nich cement. Ludzkość musi się rozwijać – powie ktoś. Czy na pewno? Może powinniśmy starać się maksymalnie poprzestać na tym, co mamy, i starać się to utrzymać? Po drugie upowszechnia się w Polsce wiedza na temat systemów certyfikacji ekologicznej. Certyfikowane budowle są zbudowane z dobrej jakości, naturalnych materiałów, pochłaniają mało energii, w minimalnym stopniu ingerują w środowisko naturalne. Takie obiekty są tańsze w utrzymaniu, a więc atrakcyjne dla rynku nieruchomości. Dobrze się sprzedają.

Ekologia w architekturze to też pewien sposób myślenia. Podam przykład. Polska firma zaczęła 10 lat temu prowadzić biznes w garażu. Wkrótce potrzebny był jeszcze jeden garaż, a po nim kolejny, i jeszcze pawilon. Nagle pojawiła się zagraniczna konkurencja. Rodzima firma postanawia podnieść swój prestiż i buduje nową siedzibę.

Z tej sytuacji są dwa wyjścia. Garaże można wyremontować, by poprawić jakość życia pracowników, a odświeżając budynki, podnieść wizerunkowy prestiż firmy. Drugie rozwiązanie to kupno działki i budowa nowej siedziby. Obydwa wyjścia z sytuacji mają swoje plusy i minusy, choć to pierwsze wydaje mi się bardziej ekologiczne. Zanim powiem dlaczego, podam drugi przykład. Rodzina myśli o przeprowadzce do nowego domu. Zastanawia się, gdzie go zbudować. I znów ma, upraszczając, dwa modele postępowania. Może kupić już gotowy dom w jakiejś dogodnej dla siebie okolicy i go wyremontować, dostosować do swoich potrzeb. W drugim wariancie może zbudować nowy dom, na działce pod miastem gdzie jeszcze niedawno prowadzono działalność rolniczą lub leśną.

W pierwszym przypadku obiekty już są, odcisnęły swój ślad w krajobrazie i urbanistyce. Niezbędna infrastruktura działa. Nie trzeba nic nowego budować, a jedynie dostosować do potrzeb mieszkańców. W drugim przypadku poza budynkiem trzeba zbudować drogę, kanalizację, wodociągi zawłaszczyć przy tym kolejny skrawek ziemi. Nie twierdzę, że pierwsze przykłady są lepsze od drugich. Wybór między tymi opcjami jest kwestią zdrowego rozsądku. Trzeba rozważyć, czy warto planować inwestycję budowlaną w szczerym polu i od podstaw.

Joanna Szumowska: Lepiej przekształcać istniejącą architekturę, niż budować ją od nowa?

Tomasz Osięgłowski: Architekt, który tworzy nowe obiekty albo przekształca czy uzupełnia stare, pracuje w kontekście. W tym sensie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, które rozwiązanie jest lepsze. W obu przypadkach można to dobrze zrobić. Z ekologicznego punktu widzenia odpowiedź nie jest już taka prosta.

Joanna Szumowska: Czy buduje się dziś nowe miasta: od podstaw, bez troski o kontekst, dosłownie „wrzucając je w przestrzeń”?

Tomasz Osięgłowski: Na przykład w najbardziej rozwiniętych krajach Bliskiego Wschodu. Z kolei w Chinach czy Korei Południowej powstają pewne koncepcje, wdrażane nawet w życie, które zakładają, że można zbudować ultraekologiczne miasto, z bliskim zeru bilansem energetycznym.

Z uwagą śledzę takie procesy. Z historii architektury wiemy bowiem, że miasta budowane kompleksowo i oparte na mocnej idei (np. obronność, doskonałość kształtu i formy itp.) ostatecznie okazują się mieć jakieś ukryte wady. Pomysł w praktyce nie działa, a zamierzenia twórcy są chybione. Mieszkańcy nie czują się dobrze w takiej przestrzeni. Przykładem może być miasto Brazylia.

Architekt nie jest demiurgiem, który wszystko przewidzi. Wiemy też, że w zespole projektowym muszą pracować eksperci z bardzo różnych dziedzin, a nie tylko architekci. A jeszcze lepiej jeśli taki projekt może być też konsultowany z użytkownikami.

Joanna Szumowska: Czy klienci domagają się w ogóle architektury ekologicznej, zrównoważonej?

Tomasz Osięgłowski: Ekologia dobrze się sprzedaje w folderze reklamowym, gorzej z praktyką. Nie wystarczy posadzić wokół domu jakąkolwiek zieleń i powiedzieć: o, to jest ekologiczne. Oczywiście postulat ekologiczności może być realizowany poprzez zieleń. W tym ujęciu sadzimy rośliny lokalne, miododajne, dbając o pszczoły, motyle czy ptaki. W tym ujęciu liczą się też kwestie, z których możemy sobie nie zdawać sprawy, jak usytuowanie domu względem stron świata, co wpływa na koszty ogrzewania. Albo odpowiednia wentylacja budynku, tak by zminimalizować straty ciepła. To rozwiązania, które jednak kosztują.

Joanna Szumowska: Ekologiczne rozwiązania są dla wybrańców z grubym portfelem?

Tomasz Osięgłowski: Zwykle to, co najtańsze, nie jest ekologiczne. Tak zwane drewniane drzwi z hipermarketu są oklejone plastikową imitacją drewna, stąd ich przystępna cena. Te wykonane z prawdziwego drewna, nieprzetworzonego i minimalnie obrobionego, kosztują trzy razy więcej. Niezamożnemu człowiekowi, który chce zbudować ekologiczny dom, będzie więc trudno.

Joanna Szumowska: Ekologia tylko dla zamożnych? A może istnieje ona w dwóch odsłonach: tej ekskluzywnej dla wybranych i tej dostępnej dla wszystkich. Budowa domu z gliny nie jest kosztowna.

Tomasz Osięgłowski: My, ludzie, należymy do królestwa zwierząt. Tak jak one musimy zaspokajać podstawowe potrzeby, do czego potrzebujemy zasobów, takich jak czyste powietrze i czysta woda. Albo widzieć zieleń na co dzień, a nie tylko od święta. To nie są potrzeby wyłącznie bogatych ludzi, lecz nas wszystkich. Dbając o ekologię, dbamy tak naprawdę o siebie.

Joanna Szumowska: Ten temat był przez lata nagłaśniany w mediach. Czy w końcu przebił się do świadomości ludzi?

Tomasz Osięgłowski: Do wykształcenia w ludziach świadomości, że to oni odpowiadają za środowisko, potrzebna jest m.in. konsekwentna edukacja, a tej brakuje. Ona gwarantuje, że zmiany mogą zajść w dużej skali. Ważne, żeby już przedszkolak czy uczeń podejmował racjonalne i wymuszające w swoim skutku decyzje, np. „Nie zjem tego cukierka, bo jest zapakowany w plastik”.

Joanna Szumowska: Ekologia zaczyna się od mikrodecyzji?

Tomasz Osięgłowski: Suma mikrodecyzji prowadzi do zmiany na poziomie całego kraju, regionu, kontynentu, świata. Niewykluczone, że ci przedszkolacy za dwadzieścia pięć lat będą pracować w korporacjach, które mają duże pieniądze i sporo inwestują. To oni zadecydują wtedy o realizacji projektu może o 10 proc. droższego niż standardowy, ale utrzymanego w duchu ekologicznym. Ten tok myślenia zaszczepiono im w szkole. To będzie dla nich odruchowa decyzja, a nie tylko kalkulacja ekonomiczna – bo ekologia się teraz dobrze sprzedaje. Zrobią ten projekt drożej z powodów etycznych.

Do wykształcenia w ludziach świadomości, że to oni odpowiadają za środowisko, potrzebna jest m.in. konsekwentna edukacja, a tej brakuje. Ona gwarantuje, że zmiany mogą zajść w dużej skali. Ważne, żeby już przedszkolak czy uczeń podejmował racjonalne decyzje, np. „Nie zjem tego cukierka, bo jest zapakowany w plastik”.

Joanna Szumowska: Jakie są proporcje między nowoczesnymi technologiami a naturalnymi materiałami w architekturze ekologicznej?

Tomasz Osięgłowski: To przyprawia architektów o ból głowy. Co roku moda się zmienia. Raz plastik jest zły, a raz super. To, co w uproszczeniu nazywamy plastikiem, jest oczywiście ogromną masą różnorodnych chemicznie materiałów o niespotykanych i wielorakich własnościach. Plastiki, z punktu widzenia techniki i inżynierii, to doskonałe materiały. Ale stosowane w gigantycznej skali, nierecyklingowane, niepoddane kontroli stały się w skali globalnej jednym z największych ekologicznych problemów do rozwiązania.

Obecnie panuje złudne przekonanie, że wystarczy zamontować dodatkową baterię słoneczną czy otoczyć się innymi ekogadżetami, by móc powiedzieć: mieszkam w ekologicznym domu. Pewnie często tak jest. Często też nie bierzemy pod uwagę, ile energii poniesiono, aby wyprodukować nasze baterie i ile przy okazji powstało zanieczyszczeń. W tym kontekście warto docenić zdobycze rodzimej architektury, nierzadko dobrze przemyślanej i dostosowanej do naszego klimatu. Zwróćmy uwagę na wentylację w starych domach, konstrukcję ich ścian albo sposób ustawienia względem stron świata. Czerpmy z tego, a nie zakładajmy, że to, co nowe, z automatu jest lepsze. Niekoniecznie będzie się nam dobrze mieszkać w domu naszpikowanym nowymi technologiami, w którym aplikacja zadecyduje o zużyciu energii i ustali parametry komfortu, bo ogólny bilans energetyczny musi spełniać kryteria certyfikatu ekologicznego.

Mamy wybór, są alternatywne metody budownictwa, jak wspomniane domy z gliny. Przy czym trzeba pamiętać, że rachunek nie zawsze jest prosty. Czy cegła rzeczywiście jest bardziej ekologiczna niż beton? Może jej produkcja pochłonęła więcej zasobów i przebyła ona dłuższą drogę na miejsce budowy? Prześledzenie całego cyklu produkcyjnego materiału pochłonęłoby pewnie dwa razy więcej czasu, niż mamy zarezerwowane na projekt.

Joanna Szumowska: To wymaga szerokiej wiedzy pozaarchitektonicznej.

Tomasz Osięgłowski: Nie potrafimy czasem objąć tego całościowo, a jednocześnie myśleć i działać w skali lokalnej. Rozwiązania, które są stosowane w Azji przy określonej wilgotności, porach roku, temperaturach i sposobie życia ludzi, mogą się kompletnie nie sprawdzić w Europie, i odwrotnie. Każdy powinien myśleć, jak urządzić swoje poletko.

Konieczne jest myślenie w kontekście. I świadomość pewnych stałych zasad. Nie możemy stłoczyć pracowników w open space, zapewnić im klimatyzację, wstawić symboliczne roślinki i założyć, że będą się czuli świetnie.

Skrajne przykłady ignorowania kontekstu w architekturze można znaleźć chociażby w krajach Zatoki Perskiej, gdzie panują ekstremalne warunki do życia. Miasta zaczęły się tam rozwijać, gdy odkryto ropę naftową. Budowano bloki mieszkaniowe i biurowce. Ze szkła i stali, bo tak jest bardziej prestiżowo. Zużywa się kilowaty energii, by je schłodzić, bo nie sposób funkcjonować w ponad 40-stopniowym upale. Tymczasem tamtejsze tradycyjne budownictwo naturalne doskonale sobie radzi z upałami. Ale nie jest prestiżowe. W przypadku Dubaju przeszczep kawałka Zachodu na rodzimy grunt zakończył się tym, że przeciętny mieszkaniec emiratu mieszka w klimatyzowanym domu, porusza się klimatyzowanym samochodem, parkuje na klimatyzowanym parkingu i oczywiście pracuje w klimatyzowanym biurze.

Joanna Szumowska: I żyje w szklanej bańce.

Tomasz Osięgłowski: Właśnie. Może nawet nie doświadczać temperatury na zewnątrz. To jak kolonia na Marsie. Nie ma wiele wspólnego z realnym otoczeniem.

Joanna Szumowska: Czy architekt powinien brać odpowiedzialność za przyszłość domów, które projektuje?

Tomasz Osięgłowski: W projektach istnieje parametr technicznej trwałości budynku. Już Jan Kaplický, wybitny czeski architekt, mówił, że w przyszłości będzie liczyć się nie tylko technologia wykonania, lecz także technologia rozebrania budynku. Tematu afterlife’u, czyli życia po życiu, dotyczyła ekspozycja „Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings”, nagrodzona Złotym Lwem na 11. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji 2008. Kuratorzy wystawy, Grzegorz Piątek i Jarosław Trybuś, wybrali 6 ikonicznych budynków w Polsce i zadali pytanie, co się z nimi stanie, gdy zaniknie ich funkcja, gdy zmieni się otoczenie społeczne. Na przykład, jak zmieni się funkcja sanktuarium w Licheniu, kiedy ludzie przestaną chodzić do kościoła? Ta wystawa pokazuje, że wartością architektury jest wpisana w nią zmienność funkcjonalna.

Kiedyś zastanawiałem się nad skonstruowaniem na działce budynku całkowicie z drewna. Dookoła posadziłbym las. Po 80 latach, gdy budynek umrze technicznie i trzeba będzie go rozebrać, las będzie można wyciąć i z tego drewna wznieść nową budowlę. Nie wcieliłem tego planu w życie, ale ważne, że odkryłem, że można w ten sposób myśleć.

Joanna Szumowska: Jak będzie wyglądać architektura ekologiczna w przyszłości? Czeka nas powrót do lokalnych stylów architektonicznych?

Tomasz Osięgłowski: Wracamy do lokalności. Styl międzynarodowy, taki jak w Dubaju, przestaje mieć rację bytu. Dobrym przykładem lokalności w architekturze są działania Francisa Kéré, architekta pochodzącego z Burkina Faso. Często wraca do swojego kraju, by realizować w nim projekty pomocowe dla małych społeczności – jak szkoła we wsi Gando.

Budynek jest zbudowany z cegły, zamiast szyb w oknach są rolety, co zapewnia dobrą wentylację. Dach jest umocowany na stalowym stelażu i nie styka się bezpośrednio z sufitem. Ocienia budynek, choć sam się nagrzewa, nie przekazuje więc ciepła do wnętrza. Projekt Kéré jest idealnym rozwiązaniem w tamtych warunkach klimatycznych – Gando to wieś na sawannie, gdzie praktycznie nie ma drzew, a słupek rtęci szaleje od gorąca. W naszym klimacie ten nieco rachityczny budynek by się nie sprawdził, powaliłaby go pierwsza wichura lub zgniótł napór śniegu. Ale tam bardzo dobrze się sprawuje. Poza tym w Polsce wyglądałby dziwacznie, bo my posługujemy się innym językiem architektonicznym, mamy inne kanony piękna.

Joanna Szumowska: A więc kontekst, i jeszcze raz kontekst.

Tomasz Osięgłowski: Mądre projektowanie polega na tym, żeby wyznaczyć tzw. zielone linie, poza które nie wychodzimy. Na przykład: jest wieś, zadrzewiona, otoczona polami. Maksymalnie ją zagęszczamy i dopiero gdy rzeczywiście brakuje w niej miejsca, budujemy poza nią według ścisłych wytycznych i rygorów. W architekturze ekologicznej chodzi między innymi o to, by jak najmniej zawłaszczać przestrzeni, która nadal jest naturalna i niezabudowana. Jeśli kupuję działkę w lesie i wycinam drzewa, by postawić swój wymarzony dom, to z ekologią nie ma to nic wspólnego.

Joanna Szumowska: I załatwiam jeszcze dojście do prywatnego jeziora.

Tomasz Osięgłowski: To jest działanie na pograniczu prawa. Dzisiaj się uda to jednej osobie, za dziesięć lat kolejnej. Człowiek za bardzo się rozpycha na ziemi. O krajobrazie myślę w kategoriach przestrzeni publicznej. Jest ona wspólna. Tak, jak dbam o swoją ulicę, tak dbam o krajobraz.

O krajobrazie myślę w kategoriach przestrzeni publicznej. Jest ona wspólna. Tak, jak dbam o swoją ulicę, tak dbam o krajobraz.

Joanna Szumowska: Buduje pan swoje wymarzone, ekologiczne osiedle. Jak pan zadba w nim o krajobraz?

Tomasz Osięgłowski: Nie istnieje moim zdaniem idealne, ekologiczne osiedle bez kontekstu. Po prostu lokalne społeczności powinny zająć się swoimi problemami z ekologią, bo w każdym miejscu są one inne, bo w inny sposób dane miejsce, osiedle, miasto jest wpięte w ekosystem. A dodatkowo każdy człowiek winien zadać sobie kilka pytań: skąd wziąłem wodę? Czy trafiła z powrotem do obiegu? Czy może powinienem znaleźć sposób na magazynowanie deszczówki na tarasie? Czym ogrzewam dom? Czyli rozpatrujmy problemy lokalnie i jednostkowo. Ekologia to po prostu racjonalne gospodarowanie zasobami, przestrzenią i energią, którą mamy. I to tyle. I aż tyle.

Joanna Szumowska: Znowu wracamy do zdrowego rozsądku?

Tomasz Osięgłowski: Do zdrowego rozsądku i pracy u podstaw. Wtedy będzie ekologicznie.

 

Gość

258 tomasz osieglowskiTomasz
Osięgłowski

architekt. Współwłaściciel pracowni Ultra Architects, w której dorobku są projekty i realizacje o różnorodnym charakterze i skali: domy jednorodzinne, budynki wielorodzinne, obiekty użyteczności publicznej. Laureat nagrody EUROPE 40 UNDER 40 przyznawanej najlepszym europejskim architektom przed czterdziestką, a także Nagrody Architektonicznej Polityki za rok 2013. Wykładowca na kierunku architektura School of Form Uniwersytetu SWPS.

Rozmawiała

Joanna
Szumowska

Fot. Istock.com

Artykuły

images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/osmieceni.jpg

Projektowanie a przetwarzanie – czy design może uratować świat – M. Szczelina

Azja nie chce śmieci od dawna, Afryka zaczyna się przed nimi buntować. A gdyby tak…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/design_develop.jpg

Kim jest UX Designer i jak nim zostać?

Czy wiesz, że przeciętny Polak spędza w pracy 1832 godziny rocznie? Całkiem sporo. Jak sprawić,…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/zielone_miasto2.jpg

Edukacja przez działanie – Ł. Pawlik

Miejsca spotkań, ogólnodostępne, przyjazne ludziom i miłe oku – oto lakoniczny opis parków kieszonkowych, będących…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/uau_project.jpg

Projektowanie zero waste. Czy jest możliwe?

Zapal lampę z fusów po kawie. Usiądź na kanapie z plastikowych śmieci. Postaw na stole…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/paradoks_miasta.jpg

Paradoks miasta – miejskie pszczoły – K. Baj

Pszczoły giną. W zastraszającym tempie zmniejsza się ich liczebność. Jeśli rośliny nie będą zapylane, to…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/design_rosliny.jpg

Projektowanie dla roślin i zwierząt

Co by było, gdybyśmy odeszli od perspektywy antropocentrycznej? Czy możemy sobie wyobrazić projektowanie, którego podmiotami…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/smieci_ubrania.jpg

Przyszłość to śmieci – A. Pięta

Czy słyszeliście o firmie Ecoalf? Widzieliście ich produkty w wielkich modowych sieciówkach? Ecoalf to firma,…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/opakowania.jpg

Projektanci dla ekosystemu – D. Kabała

Czym jest ekonomia cyrkularna? Co mieści się pod pojęciem „human centered design”, a co „ecosystem centered…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/SD-intro-drzewo.jpg

Design w cieniu katastrofy – K. Andrzejczyk-Briks

Czy uda się nam, jako społeczeństwu, zmienić swoje nawyki konsumenckie i porzucić przyzwyczajenia do wygodnego,…
images/StrefaDesignu19/artykuly/intro/SD-intro-roza-janusz.jpg

Zrównoważony design: jak chronić naturę i projektować na lata? – R. Janusz i M. Bachowski

Współpraca z naturą nie jest czymś odkrywczym dla człowieka. Już bardzo dawno temu postanowiliśmy uprawiać,…

Zobacz także

Group 426 strefa zarzadznia logo 05 logo strefapsyche logo white kopia

Zapraszamy na webinar „UX a psychologia”