logo

logo uswps nazwa 3

Sztuka rozmaicie obchodzi się i obchodziła z tematem kobiecości. Kobiety przedstawiane są adekwatnie do epoki – czasem występują w roli subtelnych, efemerycznych nimf po to, by zaraz objawić się nam jako silne i przebiegłe hetery, żądne władzy i zemsty. Pewne jest, że mówienie o dwóch twarzach kobiecości w sztuce to niedocenienie istoty kobiecości. Tych twarzy są miliony. O różnych obliczach kobiet w sztuce opowie historyk sztuki prof. Jerzy Miziołek, wykładowca z Uniwersytetu SWPS.

Siła kobiet w sztuce

Łagodna, subtelna istota. Wrażliwa i dobroduszna. Czy rzeczywiście kobiety są tak delikatne, jak pozornie się wydaje? Ze sztuki wielu epok wyłania się obraz kobiety, która z kruchością ma niewiele wspólnego, a wewnętrznej siły mógłby jej pozazdrościć niejeden heros.

Wiele z nich potrafiło się okrutnie zemścić na niezbyt wiernym kochanku lub spłatać okrutnego figla. Według legendy Febila obiecała ugościć Wergiliusza, kazała mu dostać się do jej pokoju w koszu zawieszonym na linie, a potem odprawiła go z kwitkiem, nie szczędząc mu szyderstw. Z kolei Kampaspe miała dosiąść samego Arystotelesa niczym rumaka, obiecując mu słodkie pocałunki, których w rzeczywistości nie posmakował. Ale były też kobiety tak cnotliwe jak Lukrecja, rzymska heroina, która po gwałcie przez syna Tarkwiniusza Pysznego, chcąc ratować honor swój i męża, popełniła samobójstwo.

Wszystkie te postacie i kilka innych, o których będzie mowa w wykładzie, miały silne charaktery, była w nich moc i wewnętrzna siła pozwalająca na radzenie sobie z przeciwnościami losu. Co jeszcze powinniśmy wiedzieć o kobietach, które tworzą nasz kanon kulturowy?

 

someone

O autorze

prof. Jerzy Miziołek – wykładowca Uniwersytetu SWPS i Uniwersytetu Warszawskiego. Studiował historię sztuki i archeologię śródziemnomorską na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz w Pontificio Istituto di Archeologia Cristiana w Rzymie. Stypendysta m.in. The Getty Research Institute, Center for Advanced Study in the Visual Arts w Waszyngtonie, Instytutu Warburga w Londynie oraz Harvard University Center for Italian Renaissance Studies i Kunsthistorishes Institut we Florencji. Prowadzi interdyscyplinarne badania nad sztuką europejską. Współtwórca kilku filmów dokumentalnych, w których zostały zastosowane nowe technologie, m.in. 3D Studio Max 2009″; jeden z nich „Chopin wśród artystów i uczonych” doczekał się angielskiej i francuskiej wersji językowej. Autor przeszło stu pięćdziesięciu artykułów i dziewięciu książek.

Protesty społeczne mają długą tradycję i zawsze łączą się z jakimś rodzajem sprzeciwu, społecznej niezgody na działania władzy. Występują w różnym natężeniu i przybierają rozmaite formy. Trudno jest przewidzieć ich rezultat, pewne jest, że wprowadzają element chaosu, z którego najczęściej wyłania się nowy ład. Co protesty mówią o społeczeństwie? O tym opowie socjolog dr hab. Michał Wenzel, prof. Uniwersytetu SWPS.

Protesty społeczne mają w Polsce bogatą tradycję. PRL znacząco odróżniała się od pozostałych państw bloku wschodniego: społeczeństwo miało realny wpływ na władzę, protesty doprowadzały do zmiany ekip rządzących i polityki władz. Umiejętność mobilizacji, samoorganizacji została w społeczeństwie. W czasie transformacji ustrojowej były to często działania chaotyczne – mimo to protestujący wiele zmienili w przebiegu reform. Później punkt ciężkości przeniósł się na sprawy pozaekonomiczne – wolność, rządy prawa, prawa różnych grup społecznych (Czarny Protest, marsze KOD, protesty pod sądami). Wtedy i teraz – społeczeństwo nie jest bierne. Protesty zawsze są kontrowersyjne – ale nie pozwalają przejść obojętnie wobec zła.

 

Podobny obraz

O autorze

dr hab. Michał Wenzel, prof. Uniwersytetu SWPS – socjolog specjalizujący się w sondażach opinii publicznej i metodologii badań społecznych. Poprzednio był zatrudniony w CBOS, na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz w administracji europejskiej. Odbył staże badawcze w Instytucie Maksa Plancka w Kolonii i w University of Michigan. Członek zespołu badawczego Demokratycznego Audytu Polski, działającego przy Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Interesuje się protestami społecznymi i ich rolą w kształtowaniu polityki państwa. Wykładowca Uniwersytetu SWPS.

Kto chociaż raz nie chciał zostać superbohaterem lub superbohaterką ręka do góry? Pragnienie bycia kimś lepszym wpisane jest w rozdziały wielkiej księgi ludzkości i z historii właśnie wiemy najlepiej, jakie to pragnienie wydało i wydaje plony. Czasem ikarowy lot, czasem piękne zwycięstwo dla dobra ogółu, a czasem zguba dla świata. Stan Lee, który w latach 1942-45 służył w US Army Signal Corps, doskonale diagnozował marzenia swoich kolegów z frontu, którzy w snach o potędze fantazjowali na temat nadprzyrodzonych mocy w walce ze złem. Po wojnie wydarzenia na arenie światowej zasadniczo te fantazmaty podtrzymywały, a i dziś nie braknie do ich podtrzymywania argumentów. Czy jednak wraz ze śmiercią twórcy Marvela nastąpi koniec epoki komiksowych bohaterów, czy przeciwnie – dzieło Lee będzie żyło w oderwaniu od twórcy? Komentarza na ten temat udzieli dr Emma Oki, filolożka i kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS.

Supertalent w dobrych rękach

Bohaterów Stana Lee cechowały supermoce, jego samego – supertalent. Szybko odkryty i jeszcze szybciej doceniony – zaczął swoje pierwsze sukcesy osiągać przed wojną. Podczas II wojny światowej wykorzystał swoje pisarskie umiejętności i tworzył instrukcje filmów szkoleniowych oraz propagandowych. Po jej zakończeniu wrócił do wydawnictwa, w którym stawiał pierwsze kroki. Na początku lat 60., kiedy był niemal zdecydowany, że chce zakończyć swoją karierę w świecie komiksu, otrzymał polecenie od szefa, by stworzyć drużynę superbohaterów, która będzie konkurencją dla „Justice League off America” (DC Comics). I stało się. Powstała „Fantastyczna czwórka”, których problemy nie były całkowicie odrealnione, a ich tożsamość w stworzonym uniwersum skrzętnie pochowana. Stan Lee przekroczył pewne schematy obowiązujące w gatunku i eksperyment się udał.

Marvel rzeczywistością podszyty

Sukcesy Stana Lee szły już nierozerwalnie w parze z sukcesami wydawnictwa, które pod zmienioną nazwą – Marvel Comics – budowało coraz silniejszą pozycję na rynku. Uczłowieczenie bohaterów opłaciło się jego demiurgowi, a sukcesy kolejnych kreacji: Hulk, Iron Man, Thor, X-Men, Daredevil, Doctor Strange i najpopularniejszy super heros z uniwersum Marvela – Spider-Man wysunęły go na czołówkę twórców komiksów. Stan Lee uznał w pewnym momencie, że komiks, za który chwytają młodzi ludzie, może okazać się tubą dla propagowania zdrowych nawyków albo inaczej – unikania złych. Nie bał się więc zaangażować np. w walkę z narkotykami. Dlatego też w jednym z odcinków o Spider-Manie zamieścił historię kolegi Petera Parkera uzależnionego od tabletek.

komiks comics4

Ikona popkultury, czyli the incredible Stan Lee

Działania podejmowane przez Stana Lee i jemu i wydawnictwu przyniosły wielką popularność. Na tyle dużą, że twórca Hulka i Spider-Mana mógł przede wszystkim stać się twarzą firmy i reklamować markę. Robił to jak zwykle – po mistrzowsku. Pojawiał się w epizodycznych rolach komiksowych filmów, zapewniając sobie tym samym wieczne życie. Dla miłośników gatunku i fanów filmowych ekranizacji wystąpienia Stana Lee w filmach były jedyną pewną rzeczą, jaka ich czekała podczas seansu. Z pewnością jego śmierć oznacza koniec pewnej ery. Czy wieszczy ona początek nowej?

komiks comics3

Komentarz dr Emmy Oki z Uniwersytetu SWPS

Fani komiksu superbohaterskiego często dzielą się na zwolenników DC lub Marvela, spierając się o atrakcyjność czy oryginalność danych postaci i serii. Bez względu na osobiste preferencje czytelników wiadomość o śmierci Stana Lee niewątpliwie poruszyła niejednego z nich, albowiem odszedł jeden z najbardziej wpływowych twórców gatunku. Nieprzesadne jest twierdzenie, że Lee był geniuszem swoich czasów. Potrafił przemówić do masowego odbiorcy poprzez swoich superbohaterów, którym nadawał bardziej ludzki charakter. Postacie, które (współ)tworzył (m.in. z Jackiem Kirbym i Stevem Ditko) były bliższe zwykłym ludziom z uwagi na ich bogate życie wewnętrzne. Trzymając w ręku Marvelowski komiks, czytelnicy byli świadkami zmagań superbohaterów, nie tylko z niebezpiecznymi złoczyńcami, lecz także z własnymi życiowymi problemami, co czyniło lekturę bardziej wciągającym doświadczeniem. Miejsce akcji również miało znaczenie. Zamiast toczyć się w zupełnie innym świecie, wiele komiksów Marvelowskich osadzono w realiach Nowego Jorku. Co więcej, miasto to nie jest jedynie tłem poczynań zamieszkujących ich bohaterów. Jest również żywym organizmem, który zmienia się wraz z upływem czasu. Rok 2018 przejdzie do pamięci jako szczególny rok, albowiem w rocznicę 80. urodzin Supermana odeszli nie tylko Stan Lee, lecz również Steve Ditko. Niewątpliwie zakończył się pewien etap w historii komiksu i tym samym otworzył się nowy. Nowe przygody superbohaterskie nadal będą się pojawiać i odzwierciedlać czasy, w których ich stworzono.

 

emma oki

O komentatorce

dr Emma Oki – filolożka i kulturoznawczyni, wykładowczyni w Katedrze Anglistyki Uniwersytetu SWPS. Prowadzi zajęcia praktyczne oraz konwersatoria. Zajmuje się kulturą popularną i literaturą graficzną. Interesuje się przede wszystkim komiksem kobiecym oraz komiksem wielokulturowym.

Film jest elementem aktywnym i działającym, który może pobudzić do zmiany sposobu myślenia oraz do działania zarówno w procesie jego tworzenia, jak i odbioru. Sam proces kreacji dzieła filmowego może stać się istotnym wyznacznikiem jego wartości. Poprzez praktyczno-terapeutyczną celowość działań, może zyskać swój unikalny wymiar, wpisując się w kontekst sztuki działającej na korzyść jej uczestnika. Film, stając się pretekstem do podjęcia rozmowy, umożliwia samopoznanie, uczy jak interpretować i nadawać sensy, jak komunikować się zachowując bezpieczny dystans. O terapeutycznej roli filmu opowie dr Iwona Morozow. 

Terapeutyczna rola filmu

Terapia sztuką, czy tzw. arterapia, w swych rozmaitych odmianach jest dość powszechnie stosowaną formą terapii uzupełniającej, ukierunkowanej na samorozwój jednostki. W jej obrębie można odnaleźć jedną z jej odmian, określanych jako filmoterapię lub kinoterapię. Filmoterapia, jak wskazywała Małgorzata Kozubek w książce o tym samym tytule, umożliwia badanie swoich problemów, zwiększenie umiejętności samozrozumienia i rozwijanie refleksyjności, otwierając tym samym szersze pole wyborów zarówno w kwestii zachowań jak i reakcji emocjonalnych. Rola filmu w tym procesie to forma aktywatora tych wszystkich procesów, asumpt do podjęcia rozmowy z pacjentem, wspólnej interpretacji, poszukiwania i nadawania sensów Tak określona filmoterapia przybiera rozmaite formy, w zależności od potrzeb pacjenta. Może stać się rodzajem resocjalizacji, terapii ogólnorozwojowej, pełniąc rolę profilaktyczną lub wychowawczą.

Jak wskazywała Małgorzata Kozubek, dla niektórych twórców kino przybiera formę osobistej terapii, pozwalając stawić czoło temu, czego się boimy dzięki filmowemu, zwierciadlanemu odbiciu. Niejako na potwierdzenie tej tezy przytoczony zostaje „Tarnation” Johnattana Caouette’a, w którym pokazane jest 19 lat z życia filmowca wyznającego, iż kino to nie tylko pasja, ale sposób na radzenie sobie z rzeczywistością. Caouette stwierdził: kamera była dla mnie rodzajem broni, która pomagała mi kontrolować otoczenie, ale także bronić się przed nim i odciąć się od otaczających mnie okropieństw. Odkąd pamiętam, zawsze chciałem kręcić filmy, a robienie tego z pewnością uratowało mi życie.

I „bezdomnych” uczestników produkcji

W podobnym kontekście o filmie wypowiada się Dariusz Dobrowolski – pomysłodawca i założyciel wrocławskiego zespołu filmowego Cinema Albert Production – podkreślając to, w jaki sposób kino zmieniło życie osób, biorących udział w projekcie, pozwalając zyskać o wiele więcej, niż satysfakcję z tworzenia samej sztuki dla sztuki: […] w tych naszych filmach, produkcjach, spotkaniach […] głównie chodzi o to, żeby przynajmniej spróbować, żeby poszukać jakiejś drogi, żeby odnaleźć jakby na nowo, poukładać te sprawy, które kiedyś się przekreśliło, poodnawiać kontakty, przynajmniej z dziećmi […]. No i to się udaje. Praktycznie przy każdym filmie, ktoś odnajduje tą swoją cząstkę.

Gdyby nie swoiście performatywny wymiar twórczości wrocławskiej grupy filmowej Cinema Albert Production (powstałej w schronisku dla bezdomnych mężczyzn, która na swoim koncie ma już osiem realizacji), ich filmy można by było wrzucić na półkę razem z innymi, nieprofesjonalnymi obrazami, przypinając im łatkę produkcji offowych, tworzonych przez amatorów z pasją i nieraz marzeniem otarcia się o panteon polskiej fabryki snów. Przeprowadzając analizę natomiast, uczciwie należałoby przyznać, iż te filmy są czasem aż nazbyt naiwne, niedoskonałe technicznie, z których bije zbyt duży sentymentalizm i dosłowność. O zespole filmowym Cinema Albert „nie można [na szczęście] mówić w sposób nudny”. Grupa jest bowiem zjawiskiem wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Osobliwością, która zwraca na siebie uwagę nie perfekcyjnością swoich realizacji, a pomysłowością i nowatorstwem w sposobie podchodzenia do bezdomności, wynikającym ze stworzonej im za pomocą medium szansy na samoreprezentację poprzez opowiadanie o problemach dla siebie istotnych (alkoholizm i inne nałogi, strata, marginalizacja, samotność, bezrobocie, choroba, wykluczenie, depresja); samoreprezentacji umożliwiającej wyjątkową formę socjalizacji.

Oddanie głosu dotychczasowym podmiotom stało się u nich możliwe dzięki współpracującemu modelowi tworzenia filmów. Mieszkańcy schroniska, wspierani przez profesjonalistów i opiekunów, uczestniczą w tworzeniu filmów na każdym etapie, które stają się w ten sposób efektem interpersonalnej, międzyśrodowiskowej dynamiki. Bezdomni są aktorami, scenografami, kostiumografami, charakteryzatorami, operatorami kamery, pomocnikami na planie ale przede wszystkim współautorami scenariuszy i zawartych w nich dialogów. Oglądane obrazy natomiast, w efekcie, wywołują poczucie wglądu w rzeczywistość bliską i zaskakująco odległą, proponując podróż po codzienności bezdomnych. Tematem jest sam człowiek – podmiot i komunikat, który poprzez swą narrację przybliża nam świat odbity w zwierciadle, o którym tak niewiele wiemy. Wraz z bohaterami wędrujemy wrocławskimi ulicami, oglądając znajome przestrzenie z perspektywy wykluczonego. Docieramy również do niezauważanych na co dzień zakamarków, które w ich punktu widzenia zmieniają swój wymiar, stając się miejscem wytchnienia i czasem jedynym świadkiem codziennych dramatów. Z dala od ludzkich oczu, wykluczony egzystuje na granicy człowieczeństwa, skazany na ciągłą obserwację świata, w którym nie tak dawno uczestniczył.

Spowiedź do kamery

To co jednak istotne w przywołanym na początku kontekście terapeutycznym, to korzyść płynąca z pracy nad obrazem. Proces, w którym – dzięki inscenizacji – wykluczony zachowuje dystans, mogąc jednocześnie wypowiedzieć się o sobie, dla siebie, przemawiając własnym „głosem” i snując własne opowieści. Spowiedzi dokonywane na ekranie, hipnotyczne powracanie do przeszłości, do nałogów i egzystowania w dzikiej bezdomności, niosą ze sobą wartość katarktyczną, a także stanowią zapis ogólnej refleksji, co doskonale podkreśla terapeutyczny wymiar pracy na planie. Improwizowane rozmowy zaskakują otwartością i odwagą, wyznaniami wypowiadanymi wprost do kamery, która w ten sposób staje się świadkiem publicznych deklaracji zmiany i próśb o przebaczenie. Atutem jest również poczucie sprawowania kontroli nad własną tożsamością, umożliwiającą im stworzenie innego, od dominującego wizerunku osoby bezdomnej, a dzięki ciągłemu dostępowi do medium również możliwość na renegocjację własnej tożsamości, której zmianę można zaobserwować u członków grupy w ramach kolejnych obrazów.

Oczywiście sam film jest tutaj zaledwie jednym z elementów. Ma wspomóc, utwierdzić, lecz czasami i zainicjować proces zmian. Bezdomni są i muszą być jednak w razie potrzeby wspierani przez terapeutę, który rozmawia z nimi na temat odczuć związanych z odgrywania np. pijanego na planie, dlatego działalność Cinema Albert Production obejmuje cały szereg aktywności mających służyć osobom zaangażowanym w projekt, oferujących im wsparcie psychologiczne i emocjonalne. Nie bez znaczenia jest również kształt relacji panujących wśród osób zaangażowanych w projekt – horyzontalny, przyjacielski, współpracujący, rzeczywiście pozwalający na porzucenie myślenia o sobie, jako o kimś gorszym, kimś „spoza”. Istotne jest aby w tym miejscu również podkreślić, iż nie na każdego tak skonstruowana forma terapii rzeczywiście oddziałuje. Zespół niechętnie mówi o porażkach, które jedynie potwierdzają brak uniwersalności metody.

Szansa na refleksję i zmianę

Dariusz Dobrowolski mówi, że typowe oblicze bezdomnego jest: brudne, zapijaczone, zdegradowane do granic wytrzymałości, opuchnięte, oplute i wyśmiane, cel to zamienić je na te, bardziej ludzkie. Nieżyjącemu już przyjacielowi Darka, byłemu podopiecznemu schroniska – Michałowi – którego los stał się impulsem do chwycenia za kamerę, udało się trafnie dokończyć myśl: trzeba to zmieniać, tak jak my się zmieniamy, naprawiamy nasze życie i wychodzimy na prostą. Zaskakująco to film stał się najważniejszym ćwiczeniem na drodze zmiany szablonów, przełamania bariery (samo)wykluczenia, umożliwiającego dla wielu rozpoczęcie dialogu i procesów służących określaniu własnych priorytetów.

Kiedy w 1997 roku w schronisku powstał „Klub interesującego filmu” (wyświetlający specjalnie dobrane dla podopiecznych filmy) nikt nie przypuszczał, że przygoda z „najważniejszą ze sztuk” będzie trwała tak długo, a nawet doczeka się praktycznego wymiaru jej kontynuacji. Dyskusje przestały wystarczać, nieruchome fotografie nie posiadały dostatecznej mocy, a teatr nie byłby w stanie spełnić projektowanych wymagań. Taśma początkowo rejestrująca jedynie wygłupy, dająca świadectwo istnienia, okazała się być doskonałym sprzymierzeńcem. Sytuację wspomógł przede wszystkim dzisiejszy, wielowymiarowy status filmu i jego opiniotwórczy potencjał. Współczesny, egalitarny format dostępu do medium, jego swoista amatoryzacja, a także istniejące drogi na dotarcie do odbiorcy właściwie bez posiadania budżetu, upowszechniły w nim zaś głos „oddolny”, odbijający wielogłosowość istniejących narracji, a tym samym jego społeczne znaczenie.

Efekt choć niedoskonały, wzbudza zainteresowanie; dla jednych jest dowodem na konieczność upowszechnienia antropologicznej perspektywy, promującej udzielanie głosu tym, którzy dotychczas byli przede wszystkim reprezentowani. Dla drugich to okazja do spotkania z innością; dla uwikłanych natomiast film jest kozetką, która oferuje bezpieczną możliwość zmierzenia się z własną przeszłością.

258 iwona morozow

O autorce

dr Iwona Morozow – wykładowca na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna we wrocławskiej filii Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się szeroko pojętą antropologią i ekonomią kina, antropologią wizualną oraz mediów. Interesuje ją szczególnie kontekst produkcyjny, dystrybucyjny oraz promocyjny dzieła filmowego, teoria i praktyka wykorzystywania metod etnograficznych w badaniach filmu, także współczesne kino i kultura filmowa.

Filmy bywają skomplikowane, trudne, artystyczne, mogą prezentować różne gatunki. Jedne bardziej łączą, drugie potrafią dzielić. Do tego pierwszego worka można wrzucić filmy świąteczne. Dlaczego tak się dzieje, że częściej łączą? Na czym polega fenomen kina świątecznego? Wreszcie – co wybrać, w zalewie propozycji oferowanej przez X muzę? O tym, że kino świąteczne to swoisty paradygmat relacji międzyludzkich opowie Patrycja Paczyńska-Jasińska, socjolożka i kulturoznawczyni. Zaproponuje subiektywny rankig pięciu filmów, z kategorii „must see” w nadchodzące święta. 

Król jest tylko jeden

Niekwestionowanym królem, „przed którym zasiadają” miliony Polaków rocznie jest „Kevin sam w domu”. Komedia w reżyserii Chrisa Columbusa, mimo że swoją pełnoletność osiągnęła 10 lat temu, nieprzerwanie cieszy się zainteresowaniem widzów. W przedświątecznej gonitwie, filmy christmasowe powstają jak grzyby po deszczu. Co jest ich fenomenem? Pozwalają na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości i wywołują często skrajne emocje. Kontinuum zmysłowo-intelektualno-uczuciowe podczas oglądania filmów ma w sobie nieodkryte tajemnice i warto o nich dyskutować. Warto też zaznaczyć, że wachlarz gatunkowy filmów świątecznych/ ze świętami w tle jest w zasadzie pełny. Mamy bożonarodzeniowe animacje z „Expresem polarnym” na czele, filmy kryminalne jak „Szklana pułapka” czy filmy obyczajowe w rodzaju „The Family Man”.

„Przesłanie, jakie płynie ze wszystkich bez wyjątku filmów bożonarodzeniowych, jest takie samo: żyjemy na najlepszym ze światów, który tylko czasem wypada z kolein. Ale wszystko da się naprawić, bo nawet w najgorszym draniu drzemie dobro, a każde złamane serce da się wyleczyć, choćby jego właściciela spotkała najgorsza tragedia. Cóż, wiemy doskonale, że życie wygląda zupełnie inaczej, ale ten świąteczny kicz mimo wszystko na nas działa. Prawdopodobnie dlatego, że dostarcza nam tego, co naszym przodkom oferowała religia. Przekonuje, że istnieje wyższy porządek czy, jak kto woli, transcendencja, dzięki czemu nasze życie ma sens. Tak właśnie wygląda „Odwet sacrum w kulturze świeckiej”, jak określił ów proces w tytule eseju Leszek Kołakowski. Filozof dowodził, że to sacrum pozwala nam „zaakceptować życie i zaakceptować je zarazem jako porażkę”. Zaś kiedy z kultury znika sens sakralny, znika sens w ogóle. A że sacrum może przyjmować formę kiczu à la Hollywood (choćby nawet produkowanego w Polsce jak „Listy do M.” czy w Anglii jak „To właśnie miłość”)? Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, nie jest to bardzo zaskakujące."1

Obcowanie z filmem wzbogaca obszar naszych doświadczeń, pozwala przeżyć sytuacje, które wykraczają poza znany nam obszar rzeczywistości. To poszerza granice naszego wewnętrznego świata. Mam cichą nadzieję, że poniższe pięć tytułów, pozwoli na chwilę zrozumieć i zastanowić się czym tak naprawdę kierujemy się w życiu.

Obywatel Kane

Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas. Czas, który powinniśmy spędzać z najbliższymi przy wspólnym stole i cieszyć się chwilą. A co jeżeli jesteśmy samotni na własne życzenie? Film „Obywatel Kane” z całą pewnością można określić jako najbardziej legendarny film w historii kina. Magnum opus Orsona Welessa z 1941 roku. Publiczność nie od razu go zrozumiała, a w USA wręcz ten film zwalczano. W Europie doceniono dopiero po II wojnie światowej.

Film opowiada o postaci Charlesa Fostera Kane`a, którego zagrał sam reżyser, ostentacyjnie inspirowanej legendą mediów, jaką był magnat prasowy i radiowy William Randolph Hearst, właściciel rozległego imperium. Życie bohatera poznajemy w retrospekcjach: jego dorastanie w biedzie, błyskotliwą karierę w imię ideałów służby publicznej, a w końcu rosnącą megalomanię i zamknięcie się w przepychu pałacu Xanadu.

Po pierwszej sekwencji, która wprowadza nas do rezydencji, wzniesionej po to, aby ukoronować swoje marzenia o wielkości, widzimy Kane'a na łożu śmierci. Konając, upuszcza szklaną kulę, w której znajduje się mały wiejski domek, i wypowiada tajemnicze słowo „Różyczka”. Widzowie, którzy znają film od razu skojarzą słowa z okresem świątecznym, tym którzy nie widzieli monumentalnego dzieła nie będę zdradzać fabuły. Słowo „Różyczka” jest istotnym tropem i skłania dziennikarzy do głębszego zbadania życia Kane`a.

Życie naszego bohatera było pełne ogromnych ambicji, śmiałych projektów, nieustannej i stanowczej afirmacji własnej osoby oraz ciągłego podejmowania nowych wyzwań w biznesie i polityce. Jednak jego prywatne życie przez samolubstwo, kończy się mało chwalebnie. Nasz bohater zostaje sam nie tylko w święta. Pod względem stylu jest to dzieło równie rewolucyjne jak wcześniejsze rosyjskie klasyki i niemieckie filmy ekspresjonistyczne oraz późniejsze dzieła włoskiego neorealizmu. Chyba najwyraźniej wartość tego filmu podkreśla fakt, że każdy może wysnuwać inne wnioski po jego obejrzeniu. I choćbyśmy oglądali go kilkanaście razy, to za każdym razem odnajdziemy w nim coś nowego.

To wspaniałe życie

Film jest samą doskonałością. To jeden z tych skrajnie rzadkich przypadków, gdy arcydzieło staje się równie niezwykle popularnym hitem, dostępnym da każdego widza. Jednocześnie zaś jest to najwspanialsze i najbardziej wierne przedstawienie amerykańskiej ideologii.

wonderful zaslpeka.35061.4

„To wspaniałe życie”, reż. Frank Capra, kadr z filmu, źródło: https://www.filmweb.pl/film/To+wspania%C5%82e+%C5%BCycie-1946-31793/photos/503296

W Wigilię Bożego Narodzenia George Bailey (James Stewart) czuje się niepotrzebny i zamierza popełnić samobójstwo. Jedyne, co może go uratować, to pomoc „z góry”. Bóg wyznacza do tego dostępnego anioła, który jeszcze nie zapracował na skrzydła. Film w doskonały sposób pokazuje, że każdy z nas boryka się z trudnymi momentami w życiu, jednakże większość stara się nie poddawać i żyć dalej, stawiając czoła przeznaczeniu i niejednokrotnie idąc pod wiatr. Reżyser operuje całą gamą emocji, niosąc ze sobą potężną dawkę emocji. W dzisiejszym zabieganym świecie, film oddziałuje chyba z jeszcze większą siłą niż 70 lat temu.

Morał tej historii jest taki: wiara liczy się bardziej, niż inteligencja, przebiegłość i podstępność. Zwłaszcza, jeśli jest to czysta, niezepsuta wiara dziecka.

W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju

W Kabarecie Starszych Panów, Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski śpiewali: „Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej ni ma samotnyś jak pies”. Poznajcie Griswoldów. Charyzmatyczna czwórka, która postanawia urządzić tradycyjne święta. Ci, którzy ich znają z poprzednich produkcji (1983 r: W krzywym zwierciadle: Wakacje, 1985 r.: W krzywym zwierciadle: Europejskie wakacje) zdają sobie sprawę, że to będą niezapomniane święta…

Nic nie idzie dobrze: ekscentryczna rodzina na karku, farsa, nieudane potrawy, zderzenie kultur, pościg, brak relacji i nadciągająca katastrofa. Jak żyć i co najważniejsze przeżyć tę świąteczną gonitwę, nie zatracając siebie?

To ciepła i serdeczna opowieść gwiazdkowa. Komedia, która wzrusza tak bardzo, że przepona pracuje przez 90 minut. Warto zwrócić uwagę, że to również prześmiewcza i bardzo inteligentna satyra na naiwne wyobrażenie świąt idealnych, których nie sposób zrealizować z dalszą rodziną na karku. „Do cna wyświechtany zwrot „wesołych świąt” zamienia się w bezlitosną, lecz na swój sposób pogodną kpinę ze wszystkich Griswoldów na świecie, którzy nie bacząc na ułomny czynnik ludzki, pragną przeżyć święta jak z kolorowego, prorodzinnego i często mamiącego fałszywą sielanką folderu. Albo jak z amerykańskiego filmu. Przecież mimo wszystko, Clark na końcu mówi „udało mi się”. Wesołych świąt!”.2

To właśnie miłość

Miłość wisi w powietrzu! Szczególnie w okresie bożonarodzeniowym. A w „Love actually” aż kipi z ekranu. Chyba żaden inny film świąteczny nie potrafi tak rozśmieszyć i wzruszyć jednocześnie. Wpisując w wyszukiwarkę: proponowane filmy na święta „To właśnie miłość" od lat wygrywa wszystkie rankingi. Nie ma się co dziwić: poczucie humoru, muzyka i inteligentny scenariusz sprawiają, że do filmu chce się wracać. Obowiązkowa pozycja przed/w trakcie/ po świętach.

to wlasnie milosc love actually 2003 1

„To właśńie miłość”, reż. Richard Curtis, kadr z filmu, źródło: http://filmowo.net/recenzja-filmu/wlasnie-milosc-love-actually-2009/

Poznajemy dziesięć historii, których łączy szybsze migotanie przedsionków. Komedię z 2003 roku kupujemy w całości, a to za sprawą plejady gwiazd: Colin Firth, Hugh Grant, Alan Rickman, Liam Neeson, Keira Knightley i Emma Thompson.

Zgadzam się z Barbarą Łukaszewicz, która uważa, że „<<To właśnie miłość>> nie podejmuje tematu miłości w odrealniony i drażniący sposób. Zawsze są to jednak jasne barwy. W „To właśnie miłość”, żeby osiągnąć sukces w miłości trzeba pokonać nie lada przeszkody, a czasem wystarczy odkryć, czego się w życiu tak naprawdę chce. Trudno nazwać tę produkcję komedią romantyczną – to raczej film o miłości, w którym znajdzie się zarówno miejsce na śmiech, jak i łzy. Przedświąteczne przygotowania, jakie towarzyszą głównym postaciom, wydają się być tylko tłem, może nawet pretekstem do opowiedzenia o miłości? Bo w końcu zgodnie z tradycją, w święta łatwiej mówić o uczuciach i je sobie wyznawać”.3

Cicha noc

Kolęda „Cicha noc" jest zdecydowanie najbardziej charakterystyczną pieśnią bożonarodzeniową, znaną na całym niemal świecie. Aby opowiedzieć jej historię, autor pieśni musi zacząć od tego, co pewnego razu zdarzyło się na dworze pruskiego króla. Król szukał najlepszych tekściarzy i muzykantów, by powstała wymarzona pieśń bożonarodzeniowa.

Podobnie było z Piotrem Domalewskim, 34-letnim reżyserem z Łomży. Debiutant (w roli reżysera i scenarzysty) długo poszukiwał odpowiedniej historii. Pieczołowicie dobierał kolejnych aktorów, aż powstała „Cicha noc" – opowieść gorzka, ale jakże prawdziwa.

Poznajemy Adama, który wraca z zagranicy do domu na Wigilię Bożego Narodzenia. To stanowi punkt wyjścia dla całej historii, która oscyluje wokół skrywanego motywu bohatera. Sęk w tym, że to jest jedynie rzecz napędzająca rozwój fabuły, bo tak naprawdę obserwujemy wydarzenia z życia wzięte. Wielopokoleniowa rodzina zasiadająca wspólnie do improwizowanej w pośpiechu wigilijnej wieczerzy stanowi kwintesencję zbiorowej klęski. Od dekad nic się nikomu w niej nie udawało. Ludzie harowali, by wyrwać się z biedy i wyjeżdżali za chlebem. 

Piotr Domalewski w swoim pełnometrażowym debiucie starał się opowiedzieć uniwersalną świąteczną historię. Jest to jednak opowieść, w której bożonarodzeniowa magia zostaje zastąpiona powszechnym fałszem, stereotypami i hektolitrami wódki. Z każdym kolejnym kieliszkiem, tajemnice rodzinne powoli wychodzą na wierzch.

W „Cichej nocy" twórcy zapewniają nam szaleńczy kulig przez wszystkie narodowe wypaczenia: narkomania, przemoc domowa, wstydliwa bieda, dulszczyzna czy kradzież.

Świąteczne filmy to nie tylko klimatyczne produkcje z przyjemną historią, magicznymi kadrami i pozytywnym zakończeniem. Powyższe tytuły to propozycja sięgnięcia głębiej. Za pomocą błyskotliwego scenariusza, wyrazistych postaci i odpowiedniego budowania napięcia, owe pięć tytułów pozwolą spojrzeć na podstawowe wartości i wzorce jakimi powinniśmy się kierować. Możemy zatem śmiało stwierdzić, że relacja filmu i psychologii jest mariażem bardzo owocnym, z czego czerpią nie tylko obie dziedziny, ale przede wszystkim widzowie.

 

setoci2

Więcej tekstów autorki na blogu
setoci.com

258 sPatrycja Paczyńska Jasińska blog

O autorce

Patrycja Paczyńska-Jasińska – rocznik 1987. Absolwentka socjologii (specjalność: komunikacja społeczna) na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz kulturoznawstwa (specjalność: filmoznawstwo) na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest doktorantką na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, na kierunku socjologia. Obecnie pracuje na Uniwersytecie SWPS w Katowicach, gdzie jest koordynatorką ds. marketingu oraz pełni funkcję opiekuna naukowego Koła Naukowego Psychointerpretacje. Działa również społecznie na rzecz rozwoju dzieci i młodzieży w ramach projektów: Strefa Młodzieży i Strefa Psyche. Współpracuje również z "Warsztaty Realizatora Filmowego i TV" w Bielsku-Białej gdzie edukuje społeczność lokalną z zakresu historii i analizy filmu. Jest organizatorką Ogólnopolskiej Konferencji Filmowej pt. "Filmowe Psycho-Tropy" oraz inicjatorką projekt filmowego o tym samym tytule, który od lat z sukcesem prowadzi w katowickim KINIE KOSMOS - Centrum Sztuki Filmowej. Autorka bloga filmowego Se Točí. Współautorka książek Film w edukacji i profilaktyce. Na tropach psychologii w filmie. Część 1 oraz Film w terapii i rozwoju. Na tropach psychologii w filmie. Część 2.

Przypisy

1 „Filmy na święta, czyli Boże Narodzenie kiczu” (dostęp: 11.12.2018)
2 https://film.org.pl/r/w-krzywym-zwierciadle-witaj-swiety-mikolaju-1989-136569/  (dostęp:11.12.2018)
http://filmowo.net/recenzja-filmu/wlasnie-milosc-love-actually-2009/ (dostęp: 11.12.2018)

 

kanały

zobacz też

strefa psyche strefa designu strefa zarzadzania strefa prawa logo
Zapraszamy na webinar „Ikony popkultury. Jak świat wyglądałby bez nich?”