logo

logo uswps nazwa 3

Projekt Azja

Chiny, środowisko i niekończące się wyzwania

Przyzwyczailiśmy się już do gwałtownego przeobrażenia się Chin z zacofanego kraju trzeciego świata do potęgi produkcyjnej i eksportowej. Przyzwyczajamy się również do silnej pozycji chińskiej w takich obszarach, jak telefonia komórkowa i 5G czy technologia kosmiczna. Wiemy już o gigantycznych metropoliach, sieciach szybkiej kolei, nowoczesnych lotniskach i szerokich autostradach, które pokryły ten ogromny kraj gęstą siatką. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę, jaka była cena tak gwałtownego rozwoju i jak wiele wyzwań stoi przed Chinami, które właśnie wkraczają w epokę gospodarki wysokich technologii i społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu. Pisze o tym dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich.

Rozwój ponad wszystko

Niezwykłe dzieje chińskiego sukcesu gospodarczego ostatnich 40 lat to również historia ogromnych kosztów industrializacji i urbanizacji kraju dla środowiska naturalnego. Zapoczątkowany w 1979 r. okres reform i otwarcia pchnął Chiny na drogę rozwoju na stopniowo liberalizowanych zasadach wolnorynkowych zarówno dla wielkich zakładów państwowych, jak i prywatnych przedsiębiorców i biznesmenów. Na zachodnim wybrzeżu i południu, szczególnie w prowincjach Zhejiang i Guangdong, powstały tysiące fabryczek i warsztatów, które razem z państwowymi kolosami budowały chiński cud gospodarczy… i zatruwały środowisko. Nie było żadnych norm, kontroli, trujące substancje wypuszczane były do rzek i do atmosfery. Tam, gdzie dziś liczyły się tylko pieniądze i sukces biznesowy, nikt nie zważał na rachunek, jaki natura wystawi jutro.

Od początku XX w. skutki tych działań coraz trudniej było ignorować, a obywatele – coraz bardziej świadomi zagrożenia własnego życia i zdrowia – zaczynali walczyć o swoje prawa. W 2007 r. w mieście Xiamen miały miejsce pierwsze protesty mieszkańców przeciwko budowie zakładu produkującego tworzywa sztuczne. W następnych latach podobne protesty odbywały się w Dalian, Ningbo, Kunmingu czy Maoming w prowincji Guangdong. W 2012 r. doszło do poważnego zanieczyszczenia rzeki Zhuozhang w prowincji Shanxi, a rok później w Kunmingu oraz wód gruntowych w Weifang. W kolejnym roku skażeniu uległa woda w wodociągach miejskich Lanzhou.

Tego typu zdarzenia jeszcze bardziej utwierdzały obywateli w przeświadczeniu, że dalszy rozwój na takich warunkach stanowi śmiertelne zagrożenie. Najpoważniejsza i najtrudniejsza do zatajenia sytuacja wiązała się ze stale pogarszającą się jakością powietrza. Niemal wszystkie miasta przemysłowe Chin przez większą część roku spowijał gęstniejący smog. Ludzie chodzili po ulicach w maseczkach, przed wyjściem z domu sprawdzali jakość powietrza na nieuznawanych przez władze portalach informacyjnych. W latach 2013–2015 Chiny były zdecydowanym liderem wszystkich światowych statystyk zanieczyszczenia powietrza. I choć oficjalnie problemu nie było, o trującym powietrzu mówiło się i pisało coraz więcej – stało się to jednym z najważniejszych tematów społecznych. Gniew opinii publicznej tak eskalował, że partia przestała w końcu udawać, że nie ma problemu i rozpoczęła walkę z zanieczyszczeniem, zaczynając właśnie od powietrza.

Wymuszona ekopolityka

W 2015 r. wprowadzono nową ustawę o ochronie środowiska naturalnego ustanawiającą dość rygorystyczne normy emisji dla przemysłu energetycznego i ciężkiego. Zaczęto kontrolować zakłady przemysłowe, wiele z nich zamknięto lub zmuszono do przeniesienia dalej od skupisk miejskich. Już po paru latach stężenie cząstek PM 2,5 w największych miastach spadło o kilkadziesiąt procent, a Chiny straciły pozycję lidera niechlubnych statystyk na rzecz miast w innych państwach azjatyckich.

Jednak problem zanieczyszczenia powietrza wynika przede wszystkim z oparcia polityki energetycznej na spalaniu paliw kopalnych, głównie węgla. Prężnie rozwijająca się gospodarka i bogacenie się społeczeństwa to również szybko rosnące zapotrzebowanie energetyczne, a więc coraz więcej elektrowni węglowych i spalanego węgla. Z tego zamkniętego kręgu nie da się wyjść inaczej niż przez sięganie do innych sposobów pozyskiwania energii. Elektrownie wodne i jądrowe mogły pokryć zaledwie część chińskiego zapotrzebowania. Na szczęście dla siebie i świata władze zdecydowały o rozwoju farm wiatrowych i słonecznych. Po zaledwie paru latach takiej polityki Chiny są już światowym liderem w fotowoltaice i produkcji turbin wiatrowych. Z roku na rok pokrywają więcej zapotrzebowania z odnawialnych źródeł energii. Zapotrzebowanie jest jednak tak wysokie, że równolegle z tymi pozytywnymi zmianami nadal rośnie konsumpcja węgla i tak ma być jeszcze do 2030 r. Chińscy planiści ogłaszają, że Chiny przejdą wtedy przez szczyt zapotrzebowania na węgiel i rozpoczną stopniową jego redukcję. Na 2060 r., 10 lat po Unii Europejskiej, wyznaczają osiągnięcie przez Państwo Środka neutralności węglowej.

Nie tylko zanieczyszczenie

Zanieczyszczenie środowiska to tylko część wyzwań, przed jakimi stoją dziś władze ChRL. Poza zapewnieniem energii elektrycznej dla coraz bardziej energochłonnej gospodarki, w niektórych regionach nadal istnieje poważny problem z dostępem do wody. Chiny to wielki i geograficznie bardzo zróżnicowany kraj, którego znaczna część leży na terenach ubogich w wodę lub wręcz półpustynnych. Nawet Pekin, siedziba władz centralnych i jedna z największych metropolii, przez lata borykał się z problemem niedoboru wody. W tym celu w 2004 r. uruchomiono największe od założenia ChRL przedsięwzięcie inżynieryjne – Projekt Transportu Wody z Południa na Północ (Nanshui Beidiao Gongcheng). W ciągu 10 lat ukończono budowę tzw. Trasy Centralnej o długości prawie 1300 km, a projekt trwa dalej. To rodzaj kanału-akweduktu, którym całkowicie dzięki sile grawitacji dostarczana jest do Pekinu woda z odległego Danjiangkou.

W 2015 r. uruchomiono inny ambitny projekt, którego celem jest poprawa jakości wody w chińskich rzekach. W całym kraju budowane są tamy wodne – z jednej strony w celu pozyskiwania energii elektrycznej, lecz również po to, by ochronić ludność przed suszami i powodziami. W przypadku tam na rzekach, od których zależą również inne państwa, chińska gospodarka wodna staje się tematem politycznym. W Tybecie, w górnym biegu Mekongu (czyli rzece Lancang) Chińczycy postawili już 11 tam, a na Bramaputrze (czyli Yarlung Tsangpo, Yalu Zangbu) stoją 4 tamy, zaś 3 inne są w budowie.

Część działań władz chińskich związana jest z zagrożeniem klimatycznym. Chiny są jednym z państw, które dotkliwie odczuwają nasilanie się gwałtownych i trudnych do przewidzenia zjawisk pogodowych. Naturalne kataklizmy i klęski zagrażają populacji. Tamy i masowe przesiedlenia rozwiązują część problemu związanego z coraz częstszymi suszami i powodziami. Władze sięgają jednak również po mniej konwencjonalne narzędzia, takie jak zasiewanie chmur, czyli rozpylanie jodku srebra i innych związków w atmosferze, by spowodować opady. Te i inne metody mają chronić przed gwałtownymi burzami, gradem czy nadmiernymi upałami. Ich długotrwały wpływ na klimat oraz zdrowie ludzi i zwierząt nie jest do końca znany.

Konsumpcja

Kolejny problem wynika ze wzrostu gospodarczego i wejścia Chin do grona państw zamożnych, czy – jak to Chińczycy sami określają – osiągnięcie umiarkowanego dobrobytu (xiaokang). Rośnie konsumpcja, co jest korzystnie dla ekonomii, lecz dobra, których oczekują konsumenci, trzeba jakoś zabezpieczyć. Dopóki tylko niewielka, najbogatsza część społeczeństwa mogła sobie pozwolić na co dzień na wysokobiałkową dietę, w Chinach nie brakowało mięsa, ryb i owoców morza. Jednak dziś, gdy tego samego oczekują dużo szersze grupy społeczne, okazuje się, że chiński rynek drenuje oceany i odpowiedzialny jest za coraz większą część światowego uboju zwierząt hodowlanych. Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku statystyczny Chińczyk spożywał mniej niż 5 kg mięsa rocznie. Dziś jest to ponad 60 kg. To nadal zaledwie połowa tego, co zjada statystyczny Amerykanin (pierwsze miejsce na świecie), ale różnicę robi skala populacji i dynamika wzrostu.

Jaka przyszłość nas czeka?

Trudno mieć do Chińczyków pretensje, że chcą jeść tak, jak mieszkańcy USA czy Europy. Trudno też winić władze chińskie za to, że chcą zapewnić swoim obywatelom wodę i energię elektryczną czy ochronić ich przed zmianami klimatycznymi. Wyzwania związane z chińskim wzrostem gospodarczym i bogaceniem się społeczeństwa są raczej przypomnieniem tego, że wszyscy korzystamy z tej samej puli zasobów i że bez gruntownych zmian naszego trybu życia po prostu nie wystarczy tych zasobów dla wszystkich mieszkańców Ziemi. Model rozwojowy, który sprawdzał się wtedy, gdy wąska elita państw Zachodu bogaciła się kosztem globalnego Południa, jest nie tylko niemoralny, lecz także niedostosowany do sytuacji, w której coraz więcej mieszkańców naszej planety wychodzi z ubóstwa. Gospodarka oparta na niekończącym się wzroście produkcji i konsumpcji doprowadziła do kryzysu klimatycznego, w którym wszyscy się znaleźliśmy i z którego nie wyjdziemy, jeśli się nie opamiętamy. Chiński rozwój przyspieszył i pogłębił procesy, jakim dziś musimy stawić czoła. Ale może też dać nadzieję na zmianę. Jeśli Chiny wejdą na drogę zrównoważonego rozwoju tak szybko, jak udało im się stać liderem produkcji energii ze źródeł odnawialnych, jeśli znajdą sposób na zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych swoich obywateli bez pustoszenia środowiska tak szybko, jak dziś rozwijają rynek samochodów elektrycznych, nie jest wykluczone, że to one pokażą nam drogę do odpowiedzialnego wykorzystania zasobów naszej planety. I będzie to dla nas na pewno spore zaskoczenie, choć nie pierwsze z Państwa Środka.

258 marcin jacoby

O autorze
Prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

 

kanały

zobacz też

strefa psyche strefa designu strefa zarzadzania strefa prawa logo