sp logo new white

logo uswps nazwa 3

Czternastomiesięczne dziecko umarło w poznańskim szpitalu. Było zarażone pneumokokami, nie miało obowiązkowych szczepień. Jerzy Zięba, propagator medycyny niekonwencjonalnej i antyszczepionkowiec, we wpisie na Facebooku za śmierć dziecka obwinił lekarzy i zasugerował, że miejscem ich pobytu powinno być więzienie. Dlaczego jego antynaukowa postawa ma rzesze zwolenników? Co daje ludziom wiara w pseudoteorie?

Nie znając faktycznych przyczyn śmierci dziecka, Jerzy Zięba napisał na swojej stronie na Facebooku „Ukryte terapie – Jerzy Zięba”: „Lekarze mieli askorbinian sodu. Niestety nie zgodzili się podać dziecku w agonii, dziecku umierającemu. Natomiast ochoczo zgodzili się na odłączenie wszystkich urządzeń podtrzymujących życie tego dziecka (…). Kiedy mówię, że to są bezlitosne s… yny, dla których miejscem pobytu jest więzienie, wtedy oskarża mnie się, że ubliżam lekarzom. Nie chcę im ubliżać, natomiast najchętniej odrąbałbym im te durne lekarskie łby, zawierające mózgi (…) z licencją na zabijanie zgodnie z ich procedurami”. Lekarze o wpisie Zięby zawiadomili prokuraturę. Okoliczności śmierci dziecka obecnie badają śledczy.

Jerzego Ziębę wiele osób mylnie tytułuje lekarzem. W rzeczywistości jest naturoterapeutą z ponad 20-letnim doświadczeniem, dyplomowanym hipnoterapeutą klinicznym w Australii i USA, autorem książek „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie” (cz. I i II), które sprzedały się w ponad milionowym nakładzie. Jest wielkim orędownikiem leczenia chorób lewoskrętną witaminą C – od cukrzycy przez zapalenie pęcherza moczowego po nowotwory. Pod autorską marką Visanto sprzedaje suplementy diety, które mimo wysokiej ceny (np. 500-gramowe opakowanie witaminy C z aronią kosztuje 70 zł) rozchodzą się jak świeże bułeczki. W ofercie firmy znajduje się również strukturyzator wody, który wg zapewnień producenta „usuwa zanieczyszczenia organiczne i nieorganiczne, powoduje obniżenie potencjału ORP (potencjał utleniania-redukcji), podwyższa odczyn pH wody (woda alkaliczna) strukturyzuje wodę, przywraca wodzie utraconą pamięć magnetyczną porządkując jej dipole, poprawia smak i zapach wody”. Wspomniane „przywracanie wodzie pamięci” to pseudonaukowa, niepotwierdzona teoria, wg której woda gromadzi i przechowuje informacje, a następnie przenosi je na inne cząsteczki.

Jednocześnie Zięba deklaruje nieufność do środowisk lekarskich, podważa kompetencje lekarzy, sugeruje, że są nieuczciwi względem swoich pacjentów i nie kierują się ich dobrem, lecz reprezentują interesy koncernów farmaceutycznych. Obsadza siebie w roli obrońcy oszukiwanych pacjentów i bezwzględnego tropiciela prawdy, której jest jedynym dysponentem. Zwolenników znachora, podobnie jak płaskoziemców czy antyszczepionkowców, oczywiście można wyśmiewać, co jest najprostszym w tej sytuacji rozwiązaniem. Lepiej jednak, i uczciwiej, postawić pytanie: dlaczego ludzie chcą wierzyć w pseudoteorie? Co zyskują, wierząc, że lewoskrętna witamina C leczy nowotwory? Dlaczego rodzice decydują się nie szczepić swoje dzieci, choć zdają sobie sprawę z zagrożenia?

Znachor w świecie postprawdy

Wpływ na popularność pseudoteorii i jej samozwańczych apostołów ma dominująca w debacie publicznej postprawda. „Wyrażenie postprawda opisuje świat, w którym trzymanie się obiektywnych faktów ma mniejsze znaczenie niż wyrażanie swoich emocji i osobistych przekonań. Każdy, kto tworzy własne media na portalach społecznościowych, bezwiednie może stać się powiernikiem tych, którym zależy na sianiu dezinformacji” – wyjaśnia dziennikarz i kulturoznawca Marek Kacprzak w wykładzie „Fake news i postprawda. Jak żyć prawdziwie w świecie nieprawdziwych newsów?”. Wpisy Zięby kipią od emocji („Chcę mi się wyć z bezsilności i być może niepotrzebnej śmierci tego dzieciątka” – o śmierci 14-miesięcznej dziewczynki), które trudno podważyć. Przecież jak każdy człowiek może je odczuwać. Daje nam przyzwolenie, byśmy także czuli bezsilność i oburzenie w tej sytuacji. Nie podaje za to faktów: jak odbywało się leczenie, jakie środki podano dziecku, czy i w jaki sposób rodzice ingerowali w leczenie.

W postawie znachora uwydatnia się charakterystyczne dla świata postprawdy podważanie autorytetów dominujących w oficjalnym, głównym nurcie. – Ludzie wierzą znachorom, a nawet szarlatanom, ponieważ wątpią w autorytet lekarzy. Często spotkać się można z przeklinaniem, że stoją za nimi wielkie koncerny farmaceutyczne, które skłaniają ich do wypisywania leków przez nie sprzedawanych, dzięki czemu lekarze zarabiają pieniądze. To jest ciąg przyczynowo-skutkowy zrozumiały dla każdego, niezależnie od poziomu wykształcenia i znajomości sposobu funkcjonowania służby zdrowia – wyjaśnia Joanna Gutral, psycholożka z Uniwersytetu SWPS. – Co więcej, w Polsce wskaźnik zaufania do lekarzy jest jednym z najniższych w Europie. Wynika to ze stanu naszej służby zdrowia: lekarze są przepracowani i sfrustrowani, a kolejki długie. Lekarze dysponują często dużą wiedzą i doświadczeniem zawodowym, ale brakuje im umiejętności interpersonalnych, których zresztą nikt ich na studiach nie uczy. Pacjenci mają więc poczucie, że w gabinecie tylko przeszkadzają. Nie informuje się ich o procedurach leczenia, jak działają lekarstwa, dlaczego trzeba je przyjmować. Natomiast znachorzy, tacy jak Jerzy Zięba, mają duże zdolności interpersonalne. Zawsze są uprzejmi, swoim klientom poświęcają czas, odwołują się do ich emocji i uznają ich ból i trudne uczucia, a to buduje zaufanie i przychylność odbiorcy.

Pułapki pseudonauki

Znachorzy oferują urzekająco proste rozwiązania, które nie wymagają poświęceń, wyrzeczeń i dyscypliny. Są one jak diet cud – działają szybko, a ich efekt jest rzekomo pewny, w przeciwieństwie do medycyny konwencjonalnej, która nigdy nie daje stuprocentowej gwarancji wyzdrowienia. To daje poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności świata. Czy nie jest to kusząca perspektywa? – W medycynie konwencjonalnej to my, pacjenci, zwracamy się do lekarza, by zaspokoił naszą potrzebę, czyli uleczył chorobę. Sukces jest zależny od wielu czynników: kolejki, pory dnia, kontraktów NFZ itd., na które nie mamy wpływu. Znachor natomiast wychodzi naprzeciw ze swoją ofertą. Daje złudne poczucie kontroli, wysyłając komunikat, że tylko od nas zależy, czy weźmiemy zdrowie w nasze ręce. Wysłuchuje, potwierdza, że rozumie problem i przedstawia jego rozwiązanie, ładnie opakowane w badania naukowe. Czy rzeczywiście są one wiarygodne? Niewiele osób zadaje sobie trud ich sprawdzenia, bo człowiek z natury dąży do minimalizowania wysiłku nie tylko fizyczniego, ale i poznawczego – dodaje Joanna Gutral.

 

Znachorzy oferują urzekająco proste rozwiązania, które nie wymagają poświęceń, wyrzeczeń i dyscypliny. Są one jak diet cud – działają szybko, a ich efekt jest rzekomo pewny, w przeciwieństwie do medycyny konwencjonalnej, która nigdy nie daje stuprocentowej gwarancji wyzdrowienia.

Przeciętni odbiorcy produktów i usług znachorów są też bezbronni – co rusz zastawiane są na nich poznawcze pułapki. Znachorzy nagminnie stosują iluzoryczne korelacje – skoro zjawisko A łączy się ze zjawiskiem B, to znaczy, że istnieje między nimi związek przyczynowo-skutkowy. Nie biorą pod uwagę, że korelacje te mogą być zupełnie przypadkowe i że wpływa na nie wiele zmiennych. O relacjach przyczynowo-skutkowych wnioskują z następstwa dwóch zdarzeń w czasie, co stanowi dość częsty błąd logiczny (z łac. post hoc ergo propter hoc – po tym, więc wskutek tego). W szerzeniu pseudoteorii sprzyja też wnioskowanie na podstawie niewielkiej, niereprezentatywnej próby, które mimo to jest generalizowane na wszystkich i daje wrażenie „wiedzy powszechnej”.

Poczucie przynależności gratis

Nie jest łatwo oprzeć się łatwym w odbiorze pseudoteoriom, zwłaszcza że jej zwolennikom obiecują nie tylko wyzdrowienie, lecz także profity natury psychologicznej. – Znachorzy dają odczuć, że jako pierwsi odkryli wielką tajemnicę, że posiedli prawdę. A ludzie w trudnej sytuacji życiowej, borykający się z chorobą, brakiem pracy, utratą bliskich, niezadowoleni ze swojego życia, mają tendencje do myślenia magicznego. Znachorzy mówią im: możemy wam zdradzić tajemnicę pod warunkiem, że do dołączycie do naszej grupy. W socjologii określa się ją jako grupę własną. Jest to zbiorowość, którą łączy wspólna tożsamość, przekonania i wartości, ale jest ona też zobowiązana do lojalności względem jej członków. Grupa tym bardziej się zacieśnia, im bardziej konfrontujemy ją z grupą obcą – czyli wszystkimi ludźmi, którzy nas potępiają.

Grupę własną mogą tworzyć osoby, które mają przykre doświadczenia z medycyną tradycyjną. – Czują się trochę jak umęczony naród, który walczy o prawdę i uznanie swoich racji. W tej grupie, na przykład wśród „ziębian”, otrzymują wsparcie dla swoich działań. Płynie do nich pozytywna informacja, że wraz z innymi znaleźli się na wyższym poziomie świadomości. Zaspokajają w ten sposób jedną z podstawowych potrzeb człowieka – potrzebę przynależności.

W zwalczaniu pseudoteorii dużą rolę może odegrać nauka – pod warunkiem, że przez jej luminarzy będzie przedstawiana w sposób przystępny. – Należy humanizować naukę i medycynę konwencjonalną. Przedstawiać ją tak, by była zrozumiała dla przeciętnych ludzi.

Wtedy są duże szanse, że w walce ziębianie kontra świat ci pierwsi przegrają z kretesem.

Tekst: Ewa Pluta/Redakcja strony swps.pl

Społeczeństwo

Kanały

Zobacz także

strefa psyche strefa designu strefa zarzadzania strefa kultur logo