Lęk pozwala nam trwać i wbrew pozorom, zapewnia bezpieczeństwo. Bez niego nie mielibyśmy odruchu hamowania w rozpędzonych samochodach czy instynktu szukania bezpiecznych tras podczas wspinaczki. Lęk może być więc strażnikiem i drogowskazem. Jednak gdy wymyka się spod kontroli, utrudnia podejmowanie decyzji a w codzienność wprowadza ciągłą walkę z niewidzialnym wrogiem. 

Lęk jest wszechobecny i nieunikniony. Problem zaczyna się wtedy, gdy lęk staje się nie do zniesienia i utrudnia funkcjonowanie. Różnego typu zaburzenia lękowe należą do najczęstszych problemów psychicznych. Szacuje się, że cierpi na nie ok. 25 proc. ludzi.

O źródłach zaburzeń lekowych, sposobach ich rozpoznawania oraz rekomendowanym proecesie leczenia opowiada Agnieszka Gostyńska, psychoterapeutka Kliniki Uniwersytetu SWPS.

Lęk ma wiele odcieni. Zawsze dotyczy przyszłości, tego co może, choć wcale nie musi się stać. Sprawia, że przestajemy racjonalnie oceniać sytuację i wyciągać logiczne wnioski. Margaret Thatcher mówiła, że dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą. Każdy z nas się czegoś boi – śmierci, latania samolotem, pająków, utraty pracy. Czasem popycha nas do działania, a czasem podpowiada, żeby się wycofać, zrezygnować.

Nie taki lęk straszny

Często w potocznym rozumieniu myli się lęk ze strachem. Strach jest normalną, fizjologiczną reakcją na zagrożenie. Od lęku różni się głównie tym, że jest proporcjonalny w stosunku do niebezpieczeństwa. Gdy się boimy, nasz organizm mobilizuje się do walki lub ucieczki. Serce bije szybciej, oddech jest szybszy i płytszy, rozszerzają się źrenice (stąd powiedzenie „strach ma wielkie oczy”), a we krwi rośnie poziom glukozy, która jest dla organizmu paliwem. Ludzie, którzy przeżyli sytuację bezpośredniego zagrożenia życia – wypadek, napad, pościg - doświadczyli tego na własnej skórze. Wspominają później, że choć nigdy nie byli specjalnie wysportowani, gonieni uciekali szybciej niż przypuszczali. To strach mobilizował ich i dodawał siły.

Dwójka amerykańskich psychologów, Yerkes i Dodson, odkryli, że zbyt silny lęk paraliżuje zachowanie, ale lęk o umiarkowanym natężeniu działa motywująco. Taki lęk dodaje nam energii, żeby osiągnąć szczyty. Już duński filozof Kierkegaard pisał, że „lęk nie tylko paraliżuje, lecz zawiera także nieskończoność możliwości, która stanowi motor ludzkiego rozwoju.” Lęk jest więc nam potrzebny, ale tylko wtedy, gdy nie jest nadmierny ani długotrwały. Jednak gdy staje się nieproporcjonalny w stosunku do zagrożenia, sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie. Wtedy zamiast mobilizować, utrudnia szukanie rozwiązań, dezorganizuje zachowanie.

Po czym poznać zaburzenia lękowe?

Zdarza się jednak, że uczucie lęku pojawia się również w sytuacjach pozornie niezagrażających. Może mieć postać lęku napadowego, uogólnionego lub specyficznego, zwanego fobią. Choć otoczenie uważa obawy za nieuzasadnione czy wręcz absurdalne, osoba ich doświadczająca ma poczucie ogromnego cierpienia. Psychiatrzy Łukasz Święcicki i Iwona Koszewska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie w książce „Nie bój się lęku” opisują historię pacjentki z zaburzeniami lękowymi uogólnionymi. „Wszystko się zmieniło kiedy wyszłam za mąż. Zaczęłam wyobrażać sobie różne scenariusze. Jeśli mąż nie wracał z pracy dokładnie o tej same porze, od razu myślałam o wypadku. Zdawało mi się, że w każdym piśmie, które biorę do ręki, opisują takie sytuacje. Takie, że żona czeka, a mąż leży przygnieciony przez wrak samochodu. Tłumaczyłam sobie, że to głupota, że przecież wcale nie musi tak być, ale było mi z tym coraz trudniej. A potem zaczęły się różne dolegliwości: bóle serca, słabość, duszność”.

Zgodnie z kryteriami Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10) zaburzenia lękowe rozpoznajemy wówczas, gdy osoba ma subiektywne odczucie utraty kontroli nad emocjami, a objawom o naturze psychopatologicznej zaczynają towarzyszyć liczne objawy somatyczne. Dzięki nim nasze ciało podpowiada nam, że coś jest nie tak. Mogą pojawić się bóle głowy, bóle w klatce piersiowej, problemy ze snem, bóle brzucha, biegunki, kaszel czy trudności ze złapaniem oddechu. Im tych dolegliwości jest więcej, tym większy dyskomfort powodują. Lęk doskonale maskuje się pod postacią chorób somatycznych, dlatego najczęściej ludzie zanim trafią do psychiatry, wędrują od lekarza do lekarza, robiąc liczne badania i podejmując bezskuteczne kuracje.

Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości, niepewności i lęku, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da pewność i wiarę w siebie. (Antoni Kępiński)


Historia lęku

Historia lęku to tak naprawdę historia rozwoju ludzkości. Analiza aktualnych lęków pozwala stworzyć portret współczesnego społeczeństwa. Dziś boimy się przede wszystkim kryzysu ekonomicznego, podwyżki cen benzyny, terroryzmu, ale też raka czy świńskiej grypy. Media bombardując nas informacjami o katastrofach, wypadkach i kryzysie sprawiają, ze boimy się jeszcze bardziej. Są jednak lęki, które towarzyszą nam niezależnie od tego, co dzieje się dookoła. Jednym z takich lęków jest lęk przed samotnością. Paradoksalnie często towarzyszy mu lęk przed bliskością. Nadmierna obawa przed porzuceniem sprawia, że niektórzy w ogóle nie decydują się na bliski związek. Inni będąc w pozornie udanym związku zadręczają się myślami z serii „co by było gdyby”. Jeżeli taka sytuacja się powtarza i mamy poczucie, że sami nie wyrwiemy się z błędnego koła obaw, domysłów i czarnych myśli, warto pomyśleć o leczeniu.

Jola marzyła o tym, by być „z dobrym mężczyzną”. Jej problem polegał na tym, że każdy mężczyzna, który się nią zainteresował wydawał jej się też interesujący. Drobne koleżeńskie gesty odbierała jako wyrazy silniejszego zainteresowania sobą – bo wszystko, co było inne niż „nijakość zachowań ojca wobec matki” wydawało jej się zapowiedzią przyszłego związku. Nikt z otoczenia Joli nie wiedział, że momentami jest najszczęśliwszą osobą na świecie, a potem zamyka się w swoim nieszczęściu. Wzbudzane przez nią samą oczekiwania przynosiły olbrzymią radość. Jednak miejsce radości zajmowało bardzo szybko rozczarowanie, gdy któryś z kolegów zaczynał opowiadać o swojej dziewczynie oczekując od Joli rady na rozwiązanie trudnej sytuacji.

Jak mogą potoczyć się losy Pani Joli? Czy jest ona zdana na pozostawanie w ciągłym kręgu uniesień i rozczarowań? Czy może „znienawidzi” mężczyzn – trochę „za matkę” i pozostanie w roli singla? Czy może jest szansa na weryfikację wzorca relacji, w jaki wchodzi z mężczyznami, których spotyka w swoim życiu? Może też Pani Jola wybierze lojalność wobec matki i pozostanie przy niej, by ochronić ją przed pustką i samotnością, jaka istnieje w związku pomiędzy jej rodzicami?

Czy psychoterapia może mi pomóc?

Metodą z wyboru w leczeniu zaburzeń lękowych jest psychoterapia łączona z farmakoterapią. Często jest tak, że lęk to tylko „czubek góry lodowej”, a pod nim czają się nierozwiązane sprawy i przeszłe traumy. Potrzeba czasu, żeby się z nimi uporać, ale dzięki terapii możemy wreszcie spojrzeć na siebie i świat inaczej, bo bez lęku. Psychoterapia jest procesem długotrwałym i wymagającym zaangażowania ze strony klienta, często żeby w ogóle mogła się zacząć, należy zacząć od farmakoterapii. Proces leczenia polega na wypracowaniu indywidualnych metod radzenia sobie z lękiem. Jest długotrwały, ale skuteczny i znacznie zmniejsza ryzyko nawrotów. Woody Allen mówił, że śmiech, to jedyny sposób, by oswoić lęk przed śmiercią. Jednak czasami lęk jest tak silny, długotrwały i męczący, że sprawia, że tracimy dystans do samych siebie, a nawet poczucie rzeczywistości.

Nie pomogą wtedy żarty najbliższych, dodawanie otuchy czy próby przemówienia do rozsądku. Błędne koło lęku polega na tym, że nawet gdy pozornie się niczego nie boimy, pojawia się obawa, że lęk kiedyś wróci. Gdy jest dobrze, wyobrażamy sobie najgorsze – chorobę, wypadek, śmierć. Są ludzie, którzy latami żyją w lęku przed śmiercią – własną lub najbliższych. Codziennie od nowa w wyobraźni wyświetlają sobie filmy z katastrof, wypadków czy pożarów z sobą i swoją rodziną w roli głównej. Wtedy, gdy lęk rośnie do takich rozmiarów, że utrudnia normalne funkcjonowanie, warto zdecydować się na wizytę u psychoterapeuty lub psychiatry.

 

258 agnieszka gostynska

O autorce

Agnieszka Gostyńska - specjalista psycholog kliniczny, psychoterapeuta, ekspert Kliniki Uniwersytetu SWPS. Ukończyła kompleksowe szkolenie z zakresu terapii ericksonowskiej, Podyplomowy Kurs Psychoterapii organizowany przez Polski Instytut Ericksonowski atestowany przez Sekcję Naukową Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. W 2015 r. ukończyła specjalizację z psychologii klinicznej zakończoną egzaminem państwowym (Dyplom numer WLP 0034). Pracuje w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych „Dziekanka” w Gnieźnie. Doświadczenie zawodowe zdobyła pracując w Poradniach Zdrowia Psychicznego i Poradni Leczenia Uzależnień i Współuzależnienia. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Zobacz także

Group 426 Group 430 strefa zarzadznia logo 05 logo white kopia

Zapraszamy na webinar „Złość – ważna i potrzebna emocja”