W Polsce co czwarte gospodarstwo domowe jest jednoosobowe, a z badań wynika, że za piętnaście lat nawet co trzecie będzie prowadzone w pojedynkę. Czy oznacza to, że jesteśmy coraz bardziej samotni? Czy samotność to tylko izolacja fizyczna, oddalenie od ludzi, czy może wiąże się też z czymś innym, odczuwanym na głębszym poziomie emocjonalnym? W końcu inne statystyki pokazują, że do psychoterapeutów zwracają się dziś o pomoc już trzydziestoparolatkowie, którym towarzyszy bolesne poczucie pustki – choć mają rodzinę, znajomych i bogate życie towarzyskie. Co leży u źródła tego, że odczuwamy osamotnienie? Jak wpływają na nie doświadczenia z dzieciństwa? Rozmawiamy o tym z dr Elżbietą Zdankiewicz-Ścigałą – psychologiem, traumatologiem i psychoterapeutką z Uniwersytetu SWPS.

Marta Januszkiewicz: Co trzeci dorosły obywatel USA deklaruje, że nie ma żadnej bliskiej osoby; podobnie mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Szwecja wskazywana jest jako kraj, w którym samotność jest najdotkliwsza – co drugi dorosły Szwed żyje sam. Jaka jest przyczyna rosnącej liczby osób samotnych/żyjących w pojedynkę?

dr Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała: Warto na początku zadać sobie pytanie o definicję samotności. Wynika z niej, że samotność to subiektywny, emocjonalny stan odczuwania izolacji społecznej i poczucie odcięcia od innych. Inaczej mówiąc, osamotnienie, czy samotność, możemy czuć niekoniecznie żyjąc czy mieszkając w pojedynkę. Bo istotą bycia samotnym jest brak poczucia więzi emocjonalnej z inną osobą czy osobami. Zatem mieszkanie w pojedynkę wcale nie musi oznaczać bycia samotnym, a mieszkanie z innymi bycia z nimi w więzi. Na pytanie, co sprawia, że rośnie liczba osób mieszkających w pojedynkę, w powyższym kontekście odpowiedzieć jest zatem trudno.

Czy mówiąc o naszym poczuciu samotności, powinniśmy przyjrzeć się najwcześniejszym doświadczeniom, czyli stylowi więzi z matką i zainteresowaniu ze strony rodziców?

Osamotnienie jest trudnym, nieprzyjemnym stanem psychicznym. Stan ten może powodować, że jest nam bardzo trudno zbliżyć się do innych i nawiązać z nimi bliskie relacje emocjonalne. Z jednej strony boimy się odrzucenia, a z drugiej – mamy silny lęk przed bliskością, która może dla nas oznaczać zniewolenie, uzależnienie od innych itp. W istocie to, jak mamy wypracowane wzorce wchodzenia w bliskie relacje emocjonalne w dużej mierze zależy od stylów więzi, w jakich wzrastaliśmy we wczesnym dzieciństwie oraz od tego, czy doświadczyliśmy traumy rozwojowej. Ale pragnę podkreślić, że mówimy o obojgu rodzicach, nie tylko o relacjach z głównym opiekunem, którym najczęściej jest mama.

Im gorszy typ więzi z rodzicami, tym w późniejszych relacjach większy lęk i poczucie osaczenia. Stąd ta iluzja, że samotność to wolność, a związek to więzienie.

 

„Samotność jest przyjemnością dla tych, którzy jej pragną, i męką dla tych, co są do niej zmuszeni”, pisał Tatarkiewicz. Czy wybór niewiązania się na stałe, życia w pojedynkę, bycia singlem, i cieszenie się swoją samotnością, a więc „wolnością”, jest dla wielu świadomym wyborem. Czy można powiedzieć, jakie czynniki z dzieciństwa na to wpływają? Czy stoi za tym brak bezpiecznej więzi z którymś z rodziców?

Samotność raczej nie jest przyjemnością, co najwyżej może być świadomym wyborem tzw. mniejszego zła. Jako ludzie jesteśmy zaprogramowani na tworzenie więzi z innymi bliskimi nam osobami. Mówienie: „cieszę się samotnością, bo jestem wolna/wolny”, jest pięknym samooszukiwaniem się, bo można czuć się wolnym, będąc w związku z kochaną osobą i jednocześnie więźniem własnej samotności, która istnieje z konieczności, a nie z wyboru. Im bardziej styl więzi z rodzicami był bezpieczny, tym bardziej jako osoby dorosłe jesteśmy w stanie wchodzić w romantyczne relacje i czuć się w nich w pełni wolnymi. Im gorszy typ więzi z rodzicami, tym w późniejszych relacjach większy lęk i poczucie osaczenia. Stąd ta iluzja, że samotność to wolność, a związek to więzienie.

Czy na poczucie osamotnienia i podświadome unikanie głębokich relacji wpływają wpojone w domu rodzinnym przekonania o sobie samym – że „jesteś inny niż inni, jesteś do niczego, w życiu można liczyć tylko na siebie”?

Wiadomym jest, że pamięć emocjonalna, która kształtuje się jako pierwsza, staje się później bazą do tworzenia pamięci zdarzeń, do której mamy później świadomy dostęp i czerpiemy z niej treści dotyczące przekonań o sobie, innych i świecie. Jeżeli nieustannie słyszymy, że popełniamy błędy, jesteśmy do niczego i „jak można być takim nieudacznikiem”, to kluczowe przekonania odnośnie siebie samego funkcjonują automatycznie – w postaci: „nie zasługuję na miłość”, „jestem okropny/a”, „jestem rozczarowaniem”, „nic nie znaczę”, „nie jestem w stanie ochronić siebie”. Tych kluczowych przekonań sobie nie uświadamiamy i, co więcej, traktujemy je jako fakty, a nie jako przekonania. Zatem rodzicie, programując swoje dzieci w taki sposób, czynią je niezdolnymi do wejścia w bezpieczne, oparte na ufności i bliskości relacje. Czynią je więc nieszczęśliwymi dorosłymi, pragnącymi bliskości i uciekającymi od niej, by nie zostać zranionym/zranioną.

Jak na poczucie samotności wpływają trudne (lub traumatyczne) doświadczenia przeżyte w dzieciństwie, np. rozwód rodziców, śmierć bliskiego, albo brak akceptacji, porzucenie przez chłopaka/dziewczynę, przyjaciela/przyjaciółkę w okresie nastoletnim?

Doświadczenia traumatyczne należy podzielić na kategorie – ze względu na to, czy są intencjonalne czy nieintencjonalne oraz jednorazowe vs chroniczne. Jeżeli doświadczenia mają charakter intencjonalnego działania ze strony ważnych osób i są wymierzone w dziecko, aby mu świadomie robić krzywdę (wszystkie rodzaje przemocy), to konsekwencje dla ofiary niestety są bardzo poważnie negatywne. Możemy wręcz mówić o traumatycznym rozwoju, czyli takim, gdzie ważne jest samo przetrwanie. Takie osoby mają bardzo niskie poczucie własnej wartości i są mocno przewrażliwione na wszelkie porażki w związkach. Odbierają je jako całkowite unieważnienie siebie. Bardzo długo przeżywają rozstanie i wielokrotnie obciążają siebie za nieudany związek. Skutkuje to zwrotnie nieufnością i niechęcią do wchodzenia w relacje romantyczne. Jeżeli trauma ma charakter jednorazowy i jest nieintencjonalna i dodatkowo zdarza się osobie nastoletniej, która wychowywana była w więzi bezpiecznej, nie skutkuje utrwaleniem lęku do wchodzenia w nowy związek po zerwaniu czy byciu porzuconym przez partnera lub przyjaciółkę.

Jak te doświadczenia rzutują na późniejsze życie kobiety, a jak mężczyzny?

Konsekwencje wczesnodziecięcych traum chronicznych zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn są podobne. Ważnym czynnikiem, jaki wpływa na wzorce behawioralne, jest temperament danej osoby. Ta wysokoreaktywna (lękowa) radzi sobie przez unikanie związków i wchodzenie w relacje jako osoby zależne i uległe. Często niestety w związku doświadczają ze strony partnera lub partnerki przemocy. Osoby niskoreaktywne (nisko lękowe) budują relacje, w których kontrolują partnerów, stosują różne formy kontroli, w tym przemoc, szantaż itp. Trzeba mieć świadomość, że osoby, które w swojej historii życia mają traumy złożone, często nadużywają substancji psychoaktywnych, w tym alkoholu. Traktują go jako czynnik poprawiający humor, obniżający lęk. Konsekwencje są więc dosyć destrukcyjne. W terapii, jeżeli już się rozpoczęła, praca z takimi osobami jest trudna i trwa wiele lat. Jest to proces odbudowywania rzeczy podstawowych: poczucia własnej wartości, zaufania do siebie i innych oraz szacunku do siebie i do innych.

Czy za słowami „jestem samotny/a, cierpię” nie kryje się często bezradność, tęsknota za czymś, inne emocje czy niezaspokojone potrzeby?

Dokładnie tak. Samotność to cierpienie, brak sensu życia, pustka i uciekanie w zastępcze motywy i motywacje życiowe. Często wybieranie sportów ekstremalnych, wysokiego ryzyka, to w istocie szukanie silnych bodźców, które mają zagłuszyć lęk związany z samotnością.

Jak życie w samotności wpływa na naszą kondycję fizyczną i umysłową?

Życie w samotności, jak wynika z wielu badań, wpływa negatywnie na zdrowie psychiczne i kondycję fizyczną. Takie osoby częściej cierpią na różne schorzenia somatyczne, nerwice wegetatywne czy zaburzenia lękowe i depresyjne. Także częściej uzależniają się od pracy, używek, nowych technologii, seksu, jedzenia itp.

Jak przełamać wzorzec wyniesiony z dalekiej przeszłości i na dobre pożegnać poczucie osamotnienia?

Z pewnością porządna terapia u tych specjalistów, którzy zwracają uwagę na traumy rozwojowe i relacyjne. Trzeba mieć jednak świadomość, że to jest praca na kilka lat.

258 Izabela Bancewicz

dr Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała – psycholog, doktor nauk humanistycznych. Pracuje na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Autorka artykułów i książek naukowych z zakresu uwarunkowań rozwoju psychicznej reprezentacji emocji w normie i patologii (aleksytymii) oraz zaburzeń po stresie traumatycznym. Realizuje projekty badawcze w obszarze wpływu traum na rozwój PTSD i innych zaburzeń związanych z konsekwencjami traum złożonych. Kieruje autorskimi studiami podyplomowymi na Uniwersytecie SWPS: Psychologia kryzysu i interwencji kryzysowej oraz Psychotraumatologia. Od kilkunastu lat nieprzerwanie zajmuje się praktyką kliniczną, specjalizując się w psychoterapii osób, które doświadczyły traum złożonych. Jest członkiem między innymi, Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i European Society for Traumatic Stress Studies. Autorka książki „Aleksytymia i dysocjacja jako podstawowe czynniki zjawisk potraumatycznych”.

Obejrzyj webinar „Samotność pośród ludzi”

Otoczeni ludźmi, ale samotni. Mając rodziny, wielu znajomych i dobre relacje w pracy, czujemy się osamotnieni, w izolacji, zmarginalizowani, odrzuceni. Dlaczego tak jest? Co na to wpływa? Czy kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi? Jakie są konsekwencje długotrwałego poczucia osamotnienia i do jakich zaburzeń prowadzą? Jak na dobre pożegnać ten stan? Psycholog Joanna Gutral rozmawia o tym z psycholożką i psychoterapeutką Ewą Chalimoniuk.

„Samotność pośród ludzi”

Zobacz także

Group 426 Group 430 strefa zarzadznia logo 05 logo white kopia