Radość, szczęście, duma – kto nie lubi przeżywać i wyrażać pozytywnych emocji? A jednak. „Na moim stanowisku nie wypada tak się obnosić z emocjami, muszę być poważna”, „Mnie mówili zawsze, żebym przestał się śmiać jak głupi do sera. Teraz nie potrafię spontanicznie wyrażać radości”, „Nic mnie już w życiu nie cieszy” – problemy z ekspresją pozytywnych emocji wcale nie należą do rzadkości, a o ich przyczynach i konsekwencjach opowiada psycholożka dr Agnieszka Mościcka-Teske.

Ewa Pluta: Wydaje się, że nie ma nic prostszego niż wyrazić radość, szczęście, zadowolenie czy dumę. Ich odczuwanie jest takie przyjemne, a świat tak je premiuje w odróżnieniu od tzw. trudnych emocji. Mimo to niektóre osoby mają problem z ekspresją pozytywnych emocji. Dlaczego?

dr Agnieszka Mościcka-Teske: Rzeczywiście pozytywne emocje kojarzą się z doświadczaniem przyjemnych stanów. Chcielibyśmy, żeby w życiu było ich jak najwięcej. Ale mamy swoje ograniczenia. Po części wynikają one z indywidualnych właściwości, a po części z uwarunkowań kulturowych i społecznych.

Zacznijmy od siebie.

W procesie wychowania niektórzy z nas uczą się, że doświadczanie pozytywnych emocji jest niestosowne i w ogóle nie powinno mieć miejsca. Przyjemności należy sobie odmawiać. Co innego cierpienie, wyrzeczenia i trudności. To na nich można budować poczucie własnej wartości, one dobrze świadczą o człowieku. Gdy taka osoba doświadcza pozytywnych emocji, ma poczucie winy, wstydzi się, że jest radosna, rozpiera ją duma czy przepełnia szczęście. Albo uważa, że skoro już te przyjemności są w jej życiu, to powinna je okupić wcześniejszym niemiłym przeżyciem.

Inny scenariusz zakłada sprowadzenie radosnej osoby na ziemię: „Uważaj, teraz się cieszysz, ale za chwilę będziesz płakać”.

Albo: śmiejesz się jak głupi do sera. Takie powiedzenia dyskredytują pozytywne emocje. Często słyszymy je od najbliższych. Wraz ze wzorcami rodzinnymi przyjmujemy wiedzę o tym, co jest dopuszczalne w relacjach społecznych i jaka ekspresja emocji jest mile widziana. W wielu rodzinach w ogóle nie pokazuje się emocji, wszelkie przejawy spontaniczności są krytykowane. Dziecko uczy się tłumić emocje i tak wchodzi mu to w krew, że jako dorosły nie potrafi już zachowywać się inaczej.

Trudności z wyrażaniem emocji są też związane z odgrywaną rolą społeczną. Ktoś zajmuje wysokie stanowisko, jest autorytetem w swojej dziedzinie, szanowanym przez otoczenie. W związku z tym uważa, że powinien być poważny i stateczny, a nie naturalny, spontaniczny, radosny, wesoły. Ludzie, którzy są mocno osadzeni w swojej roli społecznej, często nie pozwalają sobie na wyrażanie emocji z obawy, że stracą twarz. Tymczasem okazywanie emocji pokazuje nasze człowieczeństwo, pozwala się realizować i cieszyć życiem.

Wraz ze wzorcami rodzinnymi przyjmujemy wiedzę o tym, co jest dopuszczalne w relacjach społecznych i jaka ekspresja emocji jest mile widziana. W wielu rodzinach wszelkie przejawy spontaniczności są krytykowane. Dziecko uczy się tłumić emocje i tak wchodzi mu to w krew, że jako dorosły nie potrafi już zachowywać się inaczej.

 


Tyle korzyści dają pozytywne emocje, a my mamy z nimi problem…

Ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani na wyszukiwanie zagrożeń w otoczeniu, w czym pomagają tzw. emocje negatywne, jak złość. Gdy przeżywamy emocje pozytywne, nie kontrolujemy otoczenia z myślą o ewentualnym niebezpieczeństwie. One pozbawiają nas mechanizmów obronnych. Dlatego musimy czuć się bezpiecznie, by pozwolić sobie na przeżywanie radości. Na poczucie bezpieczeństwa wpływa też świadomość, że środowisko daje przyzwolenie na ekspresję radości czy dumy.

Można przeżywać radość, ale jej nie wyrażać. W takiej sytuacji powinna się zapalić czerwona lampka?

Czym jest niewyrażona emocja? Nie wiadomo do końca. Każda emocja składa się z wewnętrznego stanu i ekspresji. To jest nierozłączna całość. Wewnętrzny stan nie wystarczy, dopiero ekspresja sprawia, że emocja może wybrzmieć w pełni. Wtedy wyraźniej ją odczuwamy i potrafimy lepiej oddzielić od innych emocji. Z tym miewamy problemy, bo emocje rzadko występują w „stanie czystym”. Zdarza się, że równocześnie przeżywamy dwie emocje, na przykład radość i wstyd. Jak je wyrazić?

Kiedy czujemy smutek, ale tego nie okazujemy, to on trwa dłużej i rozlewa się na całe życie. Można skrócić ten stan poprzez ekspresję. Czas na refleksję, płacz, rozmowa z bliskimi sprawiają, że smutku ubywa. W przypadku pozytywnych emocji działa to inaczej. Radość dodaje energii, pobudza do aktywności, pcha ku ludziom. Radość wyrażona, to radość pomnożona. Prof. Barbara Fredrickson pisze o kapitalizacji pozytywnych emocji – ich ekspresja procentuje: czujemy się bardziej skuteczni, twórczy, mamy szerszą perspektywę widzenia i rozumienia różnych zjawisk. Pozytywne emocje mogą mieć wielką siłę sprawczą, o ile pozwolimy im wybrzmieć.

Dzięki pozytywnym emocjom czujemy się bardziej skuteczni, twórczy, mamy szerszą perspektywę widzenia i rozumienia różnych zjawisk. Pozytywne emocje mogą mieć wielką siłę sprawczą, o ile pozwolimy im wybrzmieć.

 


A jeśli wybrzmiewają za bardzo, w sposób nieadekwatny do sytuacji?

Pozytywne emocje mogą mieć różne natężenie, czasem są bardzo intensywne i nie zawsze otoczenie jest gotowe je podzielać. Zdałam egzamin, niemal skaczę z radości, ale w obecności kolegi, który oblał. W tej sytuacji odczuwanie radości jest adekwatne, ale jej wyrażanie – niekoniecznie.

Kłopotliwa może być też nadmierna ekspresja pozytywnych emocji u osoby publicznej, którą oceniamy zazwyczaj szybko, skrótowo, na podstawie jednorazowego wystąpienia. Jeśli osoba ta będzie bardziej spontaniczna niż merytoryczna, jej wizerunek może stracić na wiarygodności. Żywiołowa ekspresja emocjonalna nadaje ludzkiego rysu, ale ważna jest równowaga.

Czasem ekspresja pozytywnych emocji następuje w sytuacjach najmniej oczekiwanych, trudnych czy wręcz dramatycznych. Żona dostaje wiadomość, że jej mąż właśnie miał wypadek, ledwo uszedł z życiem. Czuje ogromne napięcie psychiczne. Zaczyna się śmieć, by odreagować.

Można w ogóle nie odczuwać pozytywnych emocji?

Problem w doświadczaniu pozytywnych emocji pojawia się w rozwoju depresji. Jednym z objawów tej choroby jest anhedonia, czyli niezdolność odczuwania przyjemności i radości. W anhedonii nic nie cieszy: ani sukcesy rodzinne, ani awans, ani wygrana. Kiedyś miałam pacjenta, który przez lata był w pracy dręczony. W końcu zachorował na depresję. Nie czuł radości, nawet gdy urodziło mu się drugie dziecko. Był całkowicie zamrożony emocjonalnie.

Czasem trudnych emocji – złości, smutku, lęku, strachu – może być tak dużo, że pozytywnym trudno się przebić. Jak okazywać radość, gdy non stop czuję złość, ale jej nie wyrażam, tylko tłumię, przekonana, że to emocja zakazana i niemile widziana przez otoczenie? Próbujemy chronić się przed złością czy lękiem, bo ich przeżywanie wiąże się z dużym dyskomfortem, ale przy okazji zamykamy się na pozytywne emocje.

Komu jest bardziej po drodze z pozytywnymi emocjami?

Na pewno pozytywne emocje częściej przeżywają osoby, które mają niższy poziom neurotyzmu i wyższy poziom otwartości na doświadczenia. Czyli ta predyspozycja może być determinowana osobowościowo. A osobowość w dużej mierze kształtują doświadczenia życiowe.

W imię opacznie rozumianej powściągliwości, stabilności emocjonalnej i opanowania nie wyrażam pozytywnych emocji. Co się dzieje dalej?

Jeśli rzadko odczuwamy pozytywne emocje, to również rzadko dążymy do sytuacji, które je wywołują. Czyli radości w życiu będzie coraz mniej. Dobrych relacji również.

Pozytywnymi emocjami chcemy dzielić się z innymi. Potocznie mówimy o dzieleniu się radością i że szczęście dzieli się na dwa. Nieprzypadkowo. Radość wzmacnia się, gdy ją wyrażamy. Przy okazji wzmacniają się też więzi społeczne. Bo pozytywne emocje zbliżają do ludzi. Gdy jesteśmy w miejscu, które nas zachwyca, robimy zdjęcie i natychmiast wysyłamy do bliskich. Albo awansujemy w pracy i szybko dzwonimy do przyjaciela – przecież on musi to wiedzieć już teraz.

Brak przyzwolenia na odczuwanie i wyrażanie pozytywnych emocji oznacza mniejsze szanse na stworzenie głębokiej i autentycznej relacji. Czy nie lepiej więc pozwolić sobie na radość?

258 agnieszka mosciska teske

dr Agnieszka Mościcka-Teske – psycholożka, psychoterapeutka Gestalt, interwentka kryzysowa w sprawach o mobbing i molestowanie, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. Zajmuje się problematyką stresu i sposobów radzenia sobie z nim, z uwzględnieniem czynników indywidualnych i środowiskowych, które chronią przed jego negatywnymi skutkami. Jest autorką szeregu artykułów naukowych na temat stresu zawodowego i mobbingu.

Zobacz także

Group 426 Group 430 strefa zarzadznia logo 05 logo white kopia

 
Zapraszamy na webinar „Czym jest psychoterapia i dlaczego działa?”