Na początku związku zdrada wydaje się niemożliwa. To zdarza się innym, ale nie nam. My jesteśmy szczęśliwą parą aż do grobowej deski. Rzeczywistość bywa jednak mało książkowa. Zdrada to doświadczenie wielu par. Czy musi ona oznaczać definitywny koniec związku? Jak przeżyć żałobę po zdradzie i ułożyć sobie życie na nowo? Czy zdrada może mieć swoje dobre strony? – wyjaśnia Magdalena Sękowska, psycholożka i psychoterapeutka, dyrektor Kliniki Uniwersytetu SWPS Rodzina-Para-Jednostka w Poznaniu.

Ewa Pluta: Co zdrada oznacza dla związku? Czy zawsze musi wiązać się z rozpadem relacji?

Magdalena Sękowska: Dużo zależy od znaczenia, jakie para nada zdradzie. Dla jednych może ona rzeczywiście oznaczać definitywny koniec związku. Zwykle te osoby wartościują świat w sposób czarno-biały: to już jest koniec, coś się skończyło; albo wierność, albo nic.

Dla drugich zdrada będzie jak niezaleczona rana – ciągle krwawi, trudno ją zalepić plastrem, mimo to idziemy dalej.

Kolejni potraktują zdradę jako ważny komunikat o związku, sygnalizujący o wewnętrznym zagrożeniu. Dotychczas para nie odbierała sygnałów świadczących o wzajemnej frustracji i niezadowoleniu. Partnerzy mogli nie chcieć zobaczyć, że ich związek trawią problemy. Po zdradzie trudno udawać, że wszystko jest w porządku i nic się nie dzieje. Dzieje się, i to źle. Jeśli partnerzy wezmą odpowiedzialność za zdradę, może być ona początkiem transformacji związku.

Czym jest zdrada z indywidualnego punktu widzenia?

Często wołaniem: zobacz mnie, usłysz, tu jestem. Nierzadko aktem zemsty, w którym ujawniają się emocje dotychczas wobec partnera tłumione, jak złość czy gniew, a które kanalizują się w akcie seksualnym. Czasem sposobem na podniesienie poczucia własnej wartości. Zwłaszcza u tych osób, które partner ciągle strofuje i kontroluje: nie umiesz nawet odłożyć sztućców jak trzeba; zostaw, ja to zrobię lepiej. Natrętnie wraca myśl: może ze mną faktycznie coś jest nie tak? Nagle pojawia się w pobliżu osoba, która akceptuje, komplementuje, nie czepia się drobnostek. W jej towarzystwie można pozornie odzyskać dobre zdanie o sobie. Zdrada może być też rekompensatą za porażki w sferze seksualnej. Także okazją, aby zrealizować fantazje, których partner nie akceptuje.

Na zdradę trzeba patrzeć z różnych perspektyw. I pamiętać, że zdrada nie jest problemem, ale to, co pod spodem – czyli więź łącząca partnerów. Jeśli jest zagrażająca, nadszarpnięta, wręcz słaba, partnerzy będą szukać atrakcji i pseudobezpieczeństwa na zewnątrz.

Partnerzy mogą inaczej definiować zdradę. Co wtedy?

Niewątpliwie zdrada jest naruszeniem normy, kontraktu, przekroczeniem granicy. Na przykład zdrada pod wpływem alkoholu. Pewnie są pary, które uważają, że to żadna zdrada. Ale są też takie, w których jedna osoba twierdzi, że to zdrada, a druga ma inny pogląd. To jest ważny moment w życiu partnerów, w którym powinni zastanowić się, jak rozumieją wspólne życie. Może się okazać, że każde z nich ma inaczej wytyczone granice, a rozbieżności są tak duże, że nie sposób dalej żyć razem. Doświadczenie zdrady pozwala to zweryfikować.

Bycie w związku nie oznacza, że nie mogą nam się podobać inne osoby i że nie możemy o nich fantazjować. To jest normalna sprawa. Dojrzałość polega jednak na tym, że wybieram tę konkretną osobę i bycie w bezpiecznej więzi. To oznacza, że znam obszar bezpieczeństwa partnera/partnerki i nie robię niczego, co mu zagraża.

Często skupiamy się na zdradzie, pomijając drogę, która do niej prowadzi. Tak jest łatwiej?

Nie jest łatwo przyjąć do wiadomości, zwłaszcza zdradzonemu partnerowi, że niewierność stanowi sygnał świadczący o związku, podobnie jak faktu, że prawdopodobnie odpowiedzialność leży po obu stronach.

Co ciekawe, wiele osób nabywa dzięki zdradzie nową tożsamość – ofiary, osoby zdradzonej – i mocno się w niej zakotwicza. Pozycja ofiary daje moralną wyższość: to ty mnie zdradziłeś, powinieneś się cieszyć, że w ogóle możesz tu mieszkać i bawić się z moimi dziećmi. Taka postawa może sprawić, że para nie wykorzysta informacji płynących z doświadczenia zdrady do dalszego rozwoju. W konsekwencji partnerzy nie przejdą całego procesu wychodzenia ze zdrady, czyli kolejno: fazy szoku, zaprzeczenia, przeżywania, przebaczenia i integracji.

Co daje przejście przez te wszystkie fazy: od gniewu, przez „dlaczego to spotyka właśnie mnie”, po przebaczenie zdrady?

Dzięki przepracowaniu zdrady można dotrzeć do swoich głębokich potrzeb. W rezultacie uświadomić sobie, jak wielkie znaczenie ma ta relacja i że zdrada nie przekreśla jej wartości. Nadal jest to relacja oparta na intymności, atrakcyjna, pobudzająca, dająca zadowolenie w innych obszarach życia. Przepracowanie zdrady pozwala zamknąć przeszłość i iść dalej.

„Iść dalej” – gdyby to było takie proste.

Rzeczywiście, nawet rozwód nie oznacza psychologicznego zakończenia związku. Rozstanie po rozwodzie czasami trwa trzy lata. Nie oznacza to, że przez trzy lata kocham go/ją, ale że nadal istnieje łącząca nas nić, ta osoba jest we mnie. Czasem słyszę w gabinecie: „Rozwiedliśmy się, ale ja nadal o nim śnię. Zastanawiam się, co on robi, jak mu się wiedzie”.

Niektóre osoby mówią, że po zdradzie już nikomu nie zaufają.

To oznacza, że poprzedni związek jeszcze się nie zakończył. Można powiedzieć, że na poziomie psychologicznym jest to uzasadnione, dopóki brak zaufania nie stanie się motywem przewodnim w życiu. Doświadczenie zdrady jest idealną pożywką dla różnych generalizacji: mężczyźni są nic nie warci, mama zawsze powtarzała, że nie można im ufać; wszystkie kobiety ranią etc. Z czasem przestajemy sprawdzać rzeczywistość i zaczynamy ją przeżywać przez pryzmat zgeneralizowanych przekonań. To nie jest dobre, bo zawęża możliwości w życiu i zniechęca do eksperymentowania.

Raz zawiedzione zaufanie trudno odbudować, ale nie jest to niemożliwe. Ważne, żeby ten pierwotny lęk nazwać i na bieżąco analizować swoje emocje.

Trudne jest też wybaczenie zdrady. Co to właściwie znaczy – wybaczyć?

To znaczy: dopuścić do siebie doświadczenie zdrady i nadać mu swoje znaczenie. Też ujawnić swój ból, ale nie zatrzymywać się na etapie jego przeżywania, lecz zastanowić, co on może dobrego dać.

Wybaczyć oznacza też wrócić do więzi. Nie rozpamiętywać bez końca zdrady partnera: gdzie byli ze sobą, co robili, jak się dotykali. „Wybaczam, bo jesteś dla mnie ważny. Uświadomiłam sobie, jak bardzo cię kocham. Wybaczam, bo widzę, że się zmieniasz”.

Wybaczyć nie oznacza jednak akceptacji zachowania czy zapomnienie o zdradzie. To zaakceptowanie doświadczenia i wyciągnięcie z niego lekcji dla siebie i związku. Jeśli zdrada oznacza koniec relacji, warto wybaczyć dla siebie, żeby zrobić miejsce na nowe doświadczenia, a nie tkwić w przeszłości.

Bardzo dojrzałe podejście. Jak wiele par je reprezentuje?

Raczej niewiele. Wiele osób jest przekonanych, że raz wystarczy się pokochać, a potem już wszystko będzie dobrze. Od kilku lat obserwuję wśród par, że one nie mają wypracowanych strategii radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Zamiast mierzyć się z problemem, mówią: widocznie nie pasujemy do siebie; jak nie chcesz być w związku, to sobie idź, ja już mam dosyć. Nie dostrzegają w trudnościach wyzwania, z którym warto się zmierzyć, tylko sygnał, że związek jest w fazie agonalnej, więc należy go czym prędzej zakończyć. W takiej sytuacji skorzystanie z pomocy psychoterapeuty nie jest oznaką słabości pary, lecz jej siły, a umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach można się nauczyć.

Czy są jakieś pożytki ze zdrady?

Zdrada jest okazją, by przyjrzeć się swoim potrzebom. Pracuję często z parami, które mimo 25-letniego stażu nie wiedzą, czego potrzebuje partner. Żyją według starych założeń, przyzwyczajeń, rzadko mówią: teraz sprawdzam. Rutyna też robi swoje, między innymi zabija ciekawość drugiego człowieka. Zdrada może być zaproszeniem do rozmowy o związku, „przeglądem” relacji.

Stephen Karmpan, psychoterapeuta i analityk transakcyjny, stworzył skale intymności psychicznej. Po jednej stronie skali jest milczenie, potem rozmowa o sprawach codziennych i ideach, następnie rozmowa o mnie i o tobie, na drugim końcu rozmowa w kategoriach „my”. Wiele par nie wychodzi poza powierzchowną wymianę zdań o różnych sprawach, ludziach, ideach. Bez intymności psychicznej trudno myśleć w kategoriach „my”.

Zdrada jest okazją, by przyjrzeć się swoim potrzebom. Pracuję często z parami, które mimo 25-letniego stażu nie wiedzą, czego potrzebuje partner. Żyją według starych założeń, przyzwyczajeń. Rutyna też robi swoje. Zdrada może być zaproszeniem do rozmowy o związku, „przeglądem” relacji.

 

„Może skonsolidujemy nasze liczne kredyty?”, „Popatrz, jak sąsiad skosił ogródek” – dlaczego czasem to jedyne na co stać związek z 25-letnim stażem?

Intymna rozmowa wymaga otwarcia się na drugą osobę, z czym związane jest ryzyko zranienia. Dochodzą jeszcze wyniesione z domu wzorce budowania bliskości i intymności, a czasem ich brak, bo w niektórych rodzinach nie jest przyjęta rozmowa o sobie, o nas, dzielenie się swoimi emocjami.

Dużo się domyślamy. Nazywam to pseudotelepatią: „Ja myślę, że ty myślisz”. „Połóż się, jesteś zmęczony” – ale czy na pewno partner jest zmęczony? Skąd mamy to wiedzieć, jeśli nie zapytamy?

Nie rozmawiamy, bo jesteśmy zbyt pochłonięci logistyką życia. Teraz, w okresie pandemii, to wychodzi. Wychodzą tłumione emocje, dawne pretensje, utajone żale. Dom wysprzątany, seriale obejrzane, zostaliśmy we dwoje i jest ciężko. Ludzie przypominają sobie trudne chwile z przeszłości, na przykład zdradę. Zaczynają ją na nowo przeżywać, często w sposób nieadekwatny. Boję się o pary w czasach pandemii. Wiele nie wie, jak konstruktywnie ze sobą rozmawiać, a sytuacji nie pomaga lęk o przyszłość i zamknięcie w czterech ścianach.

Zdrada i co dalej? Pracuje pani z wieloma parami. Jak one sobie radzą z tak trudnym doświadczeniem?

Widzę, że coraz więcej osób zostaje ze sobą mimo zdrady, choć różnie te doświadczenia wykorzystują. Jedne pary ciągle tkwią w przyszłości, bardzo się męczą, boli je ta sytuacja, ale nic z nią nie robią. Inne nie chcą rozdrapywać ran i próbują wrócić do stanu sprzed zdrady, co jest niemożliwe. Często decydują się na kolejne dziecko, podróż dookoła świata, odnawiają śluby, formalizują związek. Idą dalej, ale nie przepracowują doświadczenia zdrady.

Najmniej jest par, które potrafią wziąć odpowiedzialność za zdradę i przetransformować swoje życie. Psychoterapeutka Esther Perel nazywa ich „odkrywcami” – ponownie wchodzą w ten sam związek, ale na innym poziomie.

Warto być odkrywcą?

Najłatwiej jest zakończyć związek. Kolejny nie będzie jednak szczęśliwy, jeśli nie wyciągniemy lekcji z poprzedniego i będziemy powtarzać ten sam schemat. Tak się nie da: przejść z jednej strony ulicy na drugą. Trzeba się zatrzymać i popatrzeć na mapę: czy dobrze idziemy, może lepiej zmienić tempo, wybrać inną drogę lub kierunek. Inaczej trudno będzie znaleźć to, czego szukamy w związkach: szczęścia, miłości, bliskości, bezpieczeństwa.

Anna Morawska

 

Magdalena Sękowska – psycholożka, psychoterapeutka z ponad 30-letnim doświadczeniem, konsultantka zarządzania. Dyrektorka Kliniki Uniwersytetu SWPS Rodzina-Para-Jednostka w Poznaniu. Prowadzi psychoterapię indywidualną, specjalizuje się w pracy psychoterapeutycznej z parami wykorzystując Terapię Skoncentrowaną na Emocjach. Opracowała swoją autorską metodę wspierania relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi poprzez przeprowadzanie obserwacji w warunkach naturalnych, czyli w domu. W swojej pracy wykorzystuje podejście systemowe, Terapię Skoncentrowaną na Emocjach, koncepcję skryptów międzypokoleniowych oraz Analizę Transakcyjną. Swoją wiedzę i doświadczenie wykorzystuje także w pracy z kadrą menedżerską i zarządami firm i korporacji.

Zobacz także

Group 426 Group 430 strefa zarzadznia logo 05 logo white kopia