logo uswps nazwa 3

Uczelnia

O wspólnocie politycznej nie stanowi narodowość, terytorium ani wspólny wróg. Definiują ją wartości, jakie zbiorowość ludzi przeżywa jako wspólne. Nadszedł czas, by ich poszukać – pisze Wawrzyniec Smoczyński, odpowiadający na Uniwersytecie SWPS za strategię dydaktyczną w zakresie nauk społecznych.

Jakie wartości wyznajesz?

„Jakie wartości wyznajesz?” to jedno z najbardziej krępujących pytań, jakie można postawić w Polsce. Na sztandarach piszemy śmiało Bóg-Honor-Ojczyzna, politycy mają usta pełne frazesów o tradycji i rodzinie, publicyści przodują w pryncypialnych sądach. Ale o tym, co dla każdego z nas jest wartościowe, rozmawiamy niechętnie, niemal wstydliwie. Wartości są w Polsce sprawą prywatną, często zawężoną do sfery religijno-duchowej – jakby w sferze świecko-materialnej były zbędne lub niewarte nazwania. A może dlatego, że nazywanie wartości pociąga za sobą nieodwracalne skutki: pytania o zgodność naszych wyborów życiowych, drogi zawodowej i codziennych decyzji z tym, co odczuwamy jako wartościowe. Pytania o to, kim jesteśmy i czy żyjemy w zgodzie ze sobą.

Wartości definiują naszą dojrzałą tożsamość – tę jej część, która wykracza poza pochodzenie, wyznanie i wychowanie, a w której wyrażają się nasze jednostkowe aspiracje, wyobrażenia i marzenia o nas samych. Dojrzała tożsamość otwiera drogę do integracji osobowości, a dalej do świadomego kierowania własnym losem. To, co odnosi się do jednostki, jest prawdziwe także dla zbiorowości. Jeśli w Polsce nie mamy dziś zintegrowanej wspólnoty, to dlatego, że nie wypracowaliśmy dojrzałej tożsamości zbiorowej. Posiadamy tożsamość narodową, religijną i kulturową – zbiorowe odpowiedniki pochodzenia, wyznania i wychowania – ale brakuje nam kanonu współczesnych wartości, które z przekonaniem i radością uznalibyśmy za wspólne i na tyle ważne, by oprzeć na nich życie zbiorowe.

Rozmowa o wspólnych wartościach to dyskusja o tym, kim jesteśmy, ale przede wszystkim – kim chcemy być i jaki świat tworzyć wokół nas. To wartości organizują życie społeczne, nadają sens polityce, wyznaczają granice sporu, podpierają instytucje, wreszcie zabezpieczają wspólnotę przez samozagładą. Zbiorowość, która nie ustanowi swoich wartości, będzie nieustannie cofać się do stanu natury – może korzystać z instytucji i procedur demokratycznych, ale nie zdoła użyć mocy demokracji do tego, by trwale pokierować swoim losem. To miejsce, w którym stoi dziś Polska: u kresu demokracji ślepo praktykowanej, na progu demokracji świadomie przeżywanej. Jeśli chcemy do niej przejść, to musimy zacząć budować wspólnotę polityczną. Czyli określić wartości, które nas łączą.

Między plemieniem i jednostką

Zbiorowości ludzkie w naturalny sposób organizują się w plemiona, czyli grupy podobnych do siebie jednostek, które reprezentują wspólne interesy wobec innych plemion. Plemię jest naszym politycznym stanem natury – w nim się rodzimy, a w zamian za posłuszeństwo i dopasowanie otrzymujemy poczucie przynależności i bezpieczeństwa. Instynkt plemienny nie zanika wraz z rozwojem danej zbiorowości czy awansem konkretnej jednostki – ujawnia się w każdym z nas w sytuacjach zagrożenia. Pod naporem strachu cofamy się do własnej grupy pochodzenia, stajemy się wyznawcami jej przekonań i odcinamy od innych plemion. Pomiędzy plemionami następuje polaryzacja poglądów, populizm staje się wiodącą metodą polityczną, wreszcie wybucha konflikt plemienny na śmierć i życie.

W okresach spokoju instynkt plemienny ustępuje miejsce potrzebie indywidualizmu. Jako jednostki szukamy odrębności i wolności, a plemiona ograniczają naszą autoekspresję i samorealizację. Dlatego, gdy czujemy się bezpiecznie, wychodzimy poza nie w przestrzeń międzyplemienną, by w nieskrępowany sposób podążać za indywidualnymi wartościami i potrzebami. Tę przestrzeń nazywamy społeczeństwem i oczekujemy, że podobnie jak plemię zapewni nam przynależność i bezpieczeństwo. Ale społeczeństwo bez wspólnoty jest tylko pustą przestrzenią, w której praktykujemy nasz indywidualizm. Folgując jednostkowym dążeniom, nieuchronnie narażamy się na poczucie wyobcowania i zagrożenia, które spycha nas w powrotem w stronę plemienności. Koło się zamyka.

Raz chcemy przynależności i bezpieczeństwa – innym razem odrębności i wolności. Ta naprzemienność dążeń odzwierciedla ludzką naturę, ale plemienność i indywidualizm nie dają się pogodzić jako zasady organizacyjne jednej i tej samej zbiorowości. Demokrację można zaprząc w służbę każdego z tych instynktów, ale zrodzą one sprzeczne style rządów, z wykluczającymi się nawzajem logikami władzy, reprezentacji, dystrybucji i empatii. Skrajna plemienność prędzej czy później przyniesie autorytaryzm, czysty indywidualizm wyda anarchizm, a każdy z tych stylów rządzenia zabije po drodze demokrację. Dlatego mądre zbiorowości wynalazły wspólnotę – nie instynkt tylko konstrukt, który pozwala żyć razem w uznaniu tego, co nas łączy i poszanowaniu tego, co rożni.

Wspólnota zasadza się na różnorodności. Szukanie tego, co wspólne, ma sens tylko między jednostkami różniącymi się od siebie – te nazbyt podobne ciążą ku jednorodności i w naturalny sposób stworzą plemię.

Wawrzyniec Smoczyński

Wspólność i odpowiedzialność

Wspólnota jest społecznym odpowiednikiem rodziny. Tak jak obce jednostki tworzą rodziny, tak obce sobie plemiona mogą łączyć się we wspólnoty. Wielu postrzega wspólnotę jako kolejną formę organizacji ludzkiej, ale jest ona czymś znacznie głębszym: sposobem myślenia o zbiorowości i działania z innymi ludźmi. U podstaw tego myślenia i działania leży przekonanie, że dobro wspólne jest ważniejsze niż interes grupowy i jednostkowa samorealizacja. W ten sposób wspólnotowość pozwala przekraczać plemienność i indywidualizm – nie neguje tych naturalnych dążeń, ale szuka rozumnego kompromisu między wolnością i odrębnością, których pragnie jednostka a bezpieczeństwem i przynależnością, które zapewnia plemię. Nade wszystko wspólnota jest sposobem przeżywania życia zbiorowego. Opiera się na wspólności, czyli poczuciu związku z innymi ludźmi, które daje początek wszystkim relacjom społecznym. Podczas gdy plemię przetwarza wspólność w sposób hierarchiczny, na zależność od wodza, wspólnota jest z natury demokratyczna i przetwarza wspólność na współzależność jednostek od siebie nawzajem. Bycie współzależnym daje z jednej strony poczucie osadzenia w zbiorowości (moja zależność od innych), z drugiej – możliwość oddziaływania na tę zbiorowość (zależność innych ode mnie). Wymaga poddania części indywidualnej wolności, a zarazem wzięcia części odpowiedzialności za innych. Wspólnota jest żywą siecią relacji, dzięki czemu przewodzi emocje i energię zbiorową.

Wspólnota zasadza się na różnorodności. Szukanie tego, co wspólne, ma sens tylko między jednostkami różniącymi się od siebie – te nazbyt podobne ciążą ku jednorodności i w naturalny sposób stworzą plemię. Wspólnota, inaczej niż plemię, nie wykonuje rozkazów wodza i nie przyjmuje odgórnie stawianych celów. Powstaje wokół wartości, które jednostki same uznają za wspólne i tworzy jakości, których brakuje im w życiu zbiorowym. Ze względu na tę samorodność i dobrowolność wspólnota jest wymagająca – wartości muszą zostać nie tylko nazwane, ale także być przeżywane i egzekwowane w życiu zbiorowym. W ten sposób wspólnota manifestuje swoje istnienie, wciela w życie swoją tożsamość i ogniskuje energię zbiorową niezbędną do zmiany.

Od niemocy do nadziei

Gdy piszę o potrzebie wspólnoty politycznej w Polsce, nie mam na myśli utopii zbiorowego pojednania. Konflikt stanowi integralną część polityki, ale nie jest jej sensem – staje się nim w logice plemiennej, gdy strony walczą na śmierć i życie, by po unicestwieniu przeciwnika narzucić reszcie swoją wolę. Dla mnie sensem polityki jest zmienianie świata na lepsze dla możliwie dużej grupy ludzi. Dochodzenie do dobrych rozwiązań i budowanie szerokiego poparcia wymaga przejścia przez spory – ale ich celem jest przekonanie inaczej myślących, a nie zniszczenie ich. Wspólnota polityczna to taka zbiorowość, w której możliwy jest konflikt bez unicestwienia. W której uznajemy różnice poglądów między nami, ale akceptujemy wzajemną zależność i chcemy żyć razem.

Taka wspólnota jest w Polsce możliwa. Większość z nas nie chce życia zbiorowego opartego na pogardzie, znieczulicy, cynizmie, nieufności, chamstwie, bezprawiu, hipokryzji, bezsilności, podporządkowaniu i fatalizmie – a taką politykę, w różnych odcieniach ideologicznych, wytwarza dziś polska demokracja. Za ten stan winimy historię, społeczeństwo, polityków – ale na koniec dnia to efekt naszej milczącej zgody na to, by życie zbiorowe tak właśnie wyglądało. Zrzekamy się wpływu, bo jako osamotnione jednostki czujemy niemoc. A im dłużej życie zbiorowe odstaje od naszych oczekiwań, tym bardziej usprawiedliwiamy własną bezczynność. Aż gniew naszego plemienia wzbierze na tyle, że odsuwa ono od władzy plemię przeciwne – znów za naszą milczącą zgodą.

Demokracja zaczyna się od osobistego zaangażowania we wspólne sprawy. Nie od aktu wyborczego, tylko od świadomego przystąpienia do wspólnoty politycznej. Od uznania przed samym sobą, że jestem częścią czegoś większego niż moje plemię. Że jako jednostka zależę od innych ludzi – także tych, których poglądów nie podzielam. Że należąc do wspólnoty, mogę odzyskać wpływ na rzeczywistość, bo to w niej tkwi moja moc zmieniania świata. A skoro tak, to że jestem gotów przyjąć pewne podstawowe zasady, którymi w tej wspólnocie będziemy się kierować. Katalog antywartości dzisiejszej polityki to drogowskaz do tego, czego pragniemy w życiu zbiorowym – do zasad wspólnoty politycznej, w której chcielibyśmy żyć. To, czy ona powstanie, zależy od nas.

Konflikt stanowi integralną część polityki, ale nie jest jej sensem – staje się nim w logice plemiennej, gdy strony walczą na śmierć i życie, by po unicestwieniu przeciwnika narzucić reszcie swoją wolę. Dla mnie sensem polityki jest zmienianie świata na lepsze dla możliwie dużej grupy ludzi.

Wawrzyniec Smoczyński

10 zasad wspólnotowych

  1. Szacunek. W ostatnich latach wiele mówiono o przywracaniu godności, wielu osobom ją też odebrano. Godność jest niezbywalnym prawem każdego człowieka. Szacunek to czynna, odruchowa troska o cudzą godność – niezależnie od poglądów, wieku, zamożności, zawodu, pochodzenia, wiary, kultury czy orientacji danej osoby. Szacunek to warunek wstępny bycia we wspólnocie. Jest przeciwieństwem pogardy.
  2. Wzajemność. Nie chodzi o duchową solidarność z potrzebującymi, finansową redystrybucję przez państwo czy emocjonalną dobroczynność od święta. Wzajemność to stałe poczucie zobowiązania wobec osób w moim otoczeniu, by dać im to samo, co od nich dostaję: pomoc, zainteresowanie, życzliwość. A jeśli oni nie dają, to mam odruch, by dać jako pierwszy. Wzajemność jest przeciwieństwem znieczulicy.
  3. Odpowiedzialność. W plemieniu odpowiadamy przed wodzem za nasze błędy i obawiamy się kary. We wspólnocie czujemy się odpowiedzialni przed innymi za powodzenie wspólnych spraw i sami działamy w tym kierunku. Tak rozumiana odpowiedzialność rodzi zaangażowanie, energię i entuzjazm, daje poczucie wpływu na rzeczywistość. Jest przeciwieństwem cynizmu, którego podłożem jest strach przed braniem odpowiedzialności.
  4. Ufność. Zaufanie to stan pomiędzy jednostkami – ufność to postawa, która do niego prowadzi. Ufność wobec innych ludzi, że mają dobre intencje i nie zagrażają moim interesom oraz że ze spotkania i współpracy z nimi może wyniknąć coś dobrego dla wszystkich. Ufność nie jest dowodem naiwności ani słabości – świadczy o sile i odwadze niezbędnej do wyjścia w nieznane, a także zniesienia ewentualnego zawodu. Jest przeciwieństwem nieufności.
  5. Integralność. Wszyscy cenimy uczciwość, ale podlega ona subiektywnej ocenie. Integralność to wartość obiektywna – zachowuję ją, gdy to, co mówię, jest spójne z tym, co robię; gdy działam w zgodzie ze swoimi wartościami, szczególnie narażając przy tym własne interesy. Integralności osobistej powinniśmy wymagać zwłaszcza od osób publicznych, bo spoczywa na nich zaufanie tysięcy ludzi. Jest przeciwieństwem hipokryzji.
  6. Życzliwość. Jeśli szacunek pozwala nam widzieć innych jako równie wartościowych co my, a ufność nas na nich otwiera, to życzliwość jest dobrą energią, którą kierujemy w stronę ludzi. Kultura ubrała tę wartość w reguły dobrego wychowania, ale nie chodzi tylko o uprzejme gesty – przede wszystkim o dobrą wolę, z jaką podejmujemy działania wobec innych osób. Życzliwość jest przeciwieństwem chamstwa.
  7. Sprawczość. Poczucie wpływu na własne życie to istota wolności osobistej. Poczucie wpływu na życie zbiorowe to istota wolności politycznej. We wspólnocie nie tracę sprawczości dlatego, że rządzi inna opcja – moje dobro ma być ważne dla każdego, kto akurat sprawuje władzę. Sprawczość to także najważniejszy przymiot państwa – musi być zdolne kształtować rzeczywistość. Przeciwieństwem sprawczości jest bezsilność.
  8. Praworządność. Każda zbiorowość ustanawia swoje prawa, pisane i niepisane. Prawo to mądrość wcześniejszych pokoleń, często okupiona nieszczęściem i śmiercią. Bywa omylne, ale trzeba je zmieniać tak, by nie podważać praw słusznych, a przede wszystkim rządów prawa jako takich. Bez nich wspólnota przestaje istnieć, bo znika system reguł zapewniający jednostkom bezpieczeństwo. Przeciwieństwem praworządności jest bezprawie.
  9. Samodzielność. Wspólnota wymaga, by jednostki co do zasady potrafiły działać same, czyli we własnym zakresie dbały o swój byt materialny i kształtowały swoje życie w ramach osobistej wolności. Wspólnota może pomagać tylko tym, którzy nie są zdolni zadbać o siebie. Samodzielność oznacza także, że jednostki muszą same z siebie wyłonić wspólnotę i inicjować działania na jej rzecz. Przeciwieństwem samodzielności jest podporządkowanie.
  10. Radość. Jako ludzie chcemy dawać wyraz naszemu szczęściu i mamy do tego prawo także jako wspólnota. Szczęście wspólnotowe to chwile, gdy dzięki naszym wysiłkom świat przybliża się do naszych wyobrażeń o tym, jak powinien wyglądać. Gdy wartości, które nosiliśmy we wspólnej świadomości, udaje się wcielić w życie. Wspólna radość jednoczy, wyzwala energię zbiorową, pomnaża nadzieję. Przeciwieństwem radości jest fatalizm.

Wawrzyniec Smoczyński

Wawrzyniec Smoczyński – założyciel, a w latach 2013–2018 dyrektor zarządzający Polityki Insight, która zajmuje się analizą gospodarczo-polityczną na potrzeby firm, rządów i organizacji międzynarodowych. Wcześniej dziennikarz i redaktor tygodnika „Polityka”, gdzie pisał o polityce unijnej, sprawach międzynarodowych i gospodarce globalnej. Członek Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych. Na Uniwersytecie SWPS odpowiada za strategię dydaktyczną w zakresie nauk społecznych. Wraz z zespołem przygotowuje nowy kierunek studiów na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych w Warszawie. Prowadzi interdyscyplinarne zespoły przygotowujące nowe projekty. Pracuje, wspierając się wspólną misją, świadomym partnerstwem i zarządzaniem procesowym. Zobacz biogram »