Artystki „nieprofesjonalne”, czyli o najbardziej wykluczonych kobietach w sztuce
Wystawa „Kwestia kobieca 1550-2025” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej pokazuje, jak kobiety przez wieki torowały sobie drogę w sztuce zdominowanej przez mężczyzn. – To także opowieść o różnorodności kobiecej refleksji nad kobiecością – mówi prof. Ewa Klekot, antropolożka kultury z Uniwersytetu SWPS, która współpracowała z kuratorką Alison M. Gingeras przy tworzeniu ekspozycji. Jej zasługą jest zaprezentowanie twórczości polskich artystek „nieprofesjonalnych” – pochodzących z niższych grup społecznych, często bez żadnego wykształcenia, a więc tych, które były podwójnie wykluczane ze sztuki.
„Kwestia kobieca 1550-2025” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie to pierwsza przekrojowa wystawa o kobietach-artystkach z różnych epok od ekspozycji Agnieszki Morawińskiej „Artystki polskie” w Muzeum Narodowym w 1991 r. Jest podzielona na 9 sekcji tematycznych, które opowiadają m.in. o edukacji, duchowości, seksualności, macierzyństwie, wojnie.
Kuratorką wystawy jest Amerykanka Alison M. Gingeras. Zaprosiła do współpracy dr hab. Ewę Klekot, prof. Uniwersytetu SWPS, ponieważ chciała włączyć do narracji ekspozycji prace artystek określanych po polsku jako „nieprofesjonalne”. To kobiety, które nie posiadały formalnego wykształcenia artystycznego, ale które zaistniały w świecie sztuki.
Z perspektywy polskiej sceny muzealno-artystycznej to była nowatorska idea, dlatego że prace artystek bez formalnego wykształcenia są zwykle kolekcjonowane przez muzea etnograficzne, ewentualnie muzea regionalne. Na wystawie w MSN wpisują się w kategorie, które powstały na potrzeby „sztuki wysokiej”. Twórczynie „nieprofesjonalne” wydają się tam trochę nie z tego świata, bo są niewykształcone artystycznie i pochodzą z niskich klas społecznych, dlatego właśnie ich prace stawiają inne pytania.
dr hab. Ewa Klekot, prof. USWPS, antropolożka kultury, wykładowczyni School of Form, członkini Instytutu Projektowania Uniwersytetu SWPS
Poza murami akademii: kobiece „robótki” i portrety
Prof. Ewa Klekot podkreśla, że sztuka nowożytna od początku była silnie zhierarchizowana i klasowa. Dzieła powstawały pod mecenatem bardzo zamożnych ludzi, były zbierane w kolekcjach, a potem pokazywane w muzeach. Od przełomu XVIII i XIX wieku sztuka stanowiła ważną część kultury burżuazyjnej. A tworzące kobiety miały jeszcze trudniej, niż w pierwszych dwóch stuleciach istnienia nowożytnych akademii. Wystawa opowiada też o tym, jak mężczyźni wykluczali je ze sztuki, a one nie dawały za wygraną.
Hierarchie akademickie coraz bardziej utrudniały kobietom uprawianie sztuki. O ile Artemisia Gentileschi mogła być jeszcze członkinią akademii i robić karierę artystyczną w XVII wieku, to pod koniec XVIII wieku było to już niemożliwe.
– W XVIII wieku brytyjska Akademia Królewska wyklucza z działalności artystycznej techniki kojarzone z kobietami: tekstylia, hafty, akwarele, pastele itd. Prawdziwą sztuką pozostało duże malarstwo olejne czy rzeźba – wyjaśnia prof. Ewa Klekot.
Sekcja „Edukacja i kanon” na wystawie porusza także te zagadnienia. Wśród eksponatów jest XVIII-wieczne antepedium, XIX-wieczny sztambuch biedermeierowski z okładką wyszywaną koralikami, chusteczki zalotne, haftowany obraz „artystki nieprofesjonalnej” Łucji Mickiewicz.
– Hafty były elementem edukacji dziewcząt i panien, a także zajęciem mniszek. Uznawano je za prace adekwatne dla kobiet. Hafty to były robótki, a nie robota. Dużą robotę miał artysta, a kobieta miała robótkę – opowiada prof. Ewa Klekot.
Do tego dochodziła kwestia dostępu do edukacji artystycznej. Kobiety przez wieki nie miały na nią szans, bo nauka w akademiach wymagała malowania aktów męskich, a to ze względów obyczajowych było dla nich niedostępne. Mogły się co najwyżej realizować jako portrecistki albo ewentualnie – jak Artemisia Gentileschi – malowały akty kobiece, bo tego były w stanie się same nauczyć. Dopiero przełom XIX i XX wieku przyniósł im możliwość studiowania na równi z mężczyznami.
Wcześniej ich obecność w świecie sztuki często pozostawała w ukryciu, co na wystawie pokazuje sala „Artysta nieznany był kobietą”.
Artystki ludowe i neuroatypowe
Twórczynie „nieprofesjonalne” były wykluczane ze sztuki podwójnie: nie tylko jako kobiety, ale także ze względów klasowych – przeważnie miały dość trudne życie, ograniczone środki, słabe wykształcenie ogólne.
– Ta grupa jest bardzo zróżnicowana. Mamy np. Felicję Curyłową ze wsi Zalipie, która bardzo świadomie weszła w kategorię sztuka ludowa wytworzoną na styku wieś–miasto z potrzeb miasta. Zyskała w niej uznanie, można powiedzieć, że zrobiła wielką karierę – opowiada prof. Ewa Klekot.
Na wystawie autoportret Felicji Curyłowej znajduje się w sali „Moc palety”. Alison M. Gingeras skomponowała go z wizerunkami profesjonalnych malarek. Curyłowa zamiast palety trzyma bukiet kwiatów, który stanowi atrybut jej profesji artystki ludowej (malowała dekoracyjne kompozycje kwiatowe).
Innym przykładem artystki „nieprofesjonalnej” jest Katarzyna Gawłowa z podkrakowskiej wsi Zielonki. Malowała od dzieciństwa, dekorując wnętrze własnego domu barwnymi malowidłami. Jej twórczość została odkryta przypadkiem pod koniec jej życia.
Na wystawie są także prace artystek neuroatypowych o różnych biografiach, nie tylko tych artystycznych. Pochodząca z małopolskiej wsi malarka Maria Wnęk miała zdiagnozowaną schizofrenię. Natomiast współczesna artystka Justyna Matysiak, która cierpi na trisomię 21, zaczęła tworzyć podczas warsztatów terapii zajęciowej i okazało się, że jest bardzo utalentowana plastycznie.
Macierzyństwo bez lukru i duchowe „ja”
Wystawa ukazuje w nowym świetle tak ważne dla kobiet doświadczenia, jak duchowość, seksualność, macierzyństwo czy wojna. Mamy okazję zobaczyć, jak są odbierane z kobiecej – a nie tradycyjnej męskiej – perspektywy.
– Dużym walorem tej wystawy jest pokazanie przez sztukę refleksji kobiet nad kobiecością, nad kobiecą seksualnością, nad macierzyństwem. Sala „Nadrealna jaźń, mistyczne ja” opowiada z kolei o tym, jak kobiety próbują zrozumieć siebie na poziomie duchowym – mówi prof. Ewa Klekot.
W sali „Zrodzone z kobiety”, która opowiada o macierzyństwie, są eksponowane wota woskowe i Nowe Latko – obiekty, które miały znaczenie obrzędowo magiczne. Wota składano, prosząc Matkę Boską lub świętych o urodzenie dziecka lub jego zdrowie. Nowe Latko to pieczywo obrzędowe, które przynosiło powodzenie na następny rok. Zazwyczaj na cieście były figurki zwierząt gospodarskich, ale na wystawie jest Nowe Latko wykonane przez zasłużoną twórczynię ludową Stefanię Konopkę, która wkomponowała na środku kobietę z malutkim niemowlakiem w powijakach.
– Wota to dowody bardzo intymnego przeżywania własnej potrzeby macierzyństwa, która jest częścią kobiecości. Opowiadają nam o trosce o to, żeby to macierzyństwo się udało – wyjaśnia prof. Ewa Klekot.
Ekspertka zwraca uwagę na wstrząsający rysunek „Kobieta ciężarna ciągnie kolczaste brony żelazne na roli”. W latach 70. XX wieku nadesłała go na konkurs „Rolnik i jego praca” Anna Sacha, o której wiemy tylko, że była wdową po artyście ludowym. – To szczera odpowiedź wiejskiej kobiety na pytanie, jak wyglądała praca na roli i relacje w tradycyjnych gospodarstwach chłopskich. To opowieść o świecie, gdzie kobieta była częścią gospodarstwa, które stanowiło własność mężczyzny – zauważa prof. Ewa Klekot.
Z kolei baśniowo oniryczny obraz Leokadii Płonkowej „Przedwiośnie. Marysia zostaje sierotą” ukazuje scenę śmierci matki. W dawnym społeczeństwie wiejskim oznaczało to dla dziewczynki utratę nie tylko najbliższej osoby, ale także jedynego oparcia i często początek tragicznego losu. – W tamtych czasach było to elementem życia wielu kobiet. Pomyślałam, że ten obrazek warto umieścić na wystawie, żeby pokazać wątek przerwanego macierzyństwa i sieroctwa – opowiada antropolożka kultury.
Czy kwestia kobieca jest wciąż aktualna?
Prof. Ewa Klekot brała także udział w tworzeniu katalogu wystawy. Jest autorką zamieszczonego w nim eseju „Kwestia kobieca w pluriversum sztuki”, w którym analizuje sytuację twórczyń podwójnie wykluczonych w klasowo zdefiniowanym świecie sztuki nowożytnej.
Choć współczesne artystki mają nieporównywalnie większe możliwości niż ich poprzedniczki, autorki wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej przestrzegają przed uznaniem walki o prawa kobiet za zakończoną.
Wystawę „Kwestia kobieca 1550-2025” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie można oglądać do 3 maja 2026 r.
