logo

logo uswps nazwa 3

Sen o wolności – bezwarunkowej i ostatecznej – śni ludzkość od zarania dziejów. Bywa pięknym marzeniem. Czasem jednak bliżej mu do nocnego koszmaru, podczas którego nie możemy dosięgnąć czegoś, co wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Uczucie to jest bliskie twórcy, który, jak nikt inny, mierzy się z paradoksem wolności: pragnąc wyrazić siebie, nadają własnemu doświadczeniu formę, a forma natychmiast owo JA zniewala. O konflikcie między życiem a formą opowie dr Mateusz Skrzeczkowski, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS.

Forma dąży bowiem do stałości, niezmienności, pozostaje w konflikcie z płynnością charakteryzującą życie. Vincent van Gogh, Kazimierz Malewicz, Jackson Pollock to jedni z wielu bohaterów ekspresjonistycznego zwrotu w sztuce, którzy ponieśli piękne klęski w walce o przerzucenie siebie na białe prostokątne płótno.

 

258 mateusz skrzeczkowski

Prelegent

dr hab. Mateusz Skrzeczkowski – kulturoznawca, pełnomocnik dziekana Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych ds. jakości kształcenia na Uniwersytecie SWPS. Naukowo pracuje nad takimi zagadnieniami, jak: (est)etyczny wymiar świadectw Zagłady, nie-rzeczy-wisty język obrazów, ożywione-nie-ożywione jako posthumanistyczny motyw w literaturze i sztuce. Prowadzi m. in. zajęcia z estetyki, teorii i praktyk interpretacji, sztuki w przestrzeni publicznej czy transformacji nowoczesności. Współredaktor trzech książek oraz autor licznych artykułów naukowych i popularnonaukowych. Uczestnik badań poświęconych m.in. interwencjom artystycznym w przestrzeni publicznej. ŁÓŻKOTEKA to projekt PGNiG TRANSATLANTYK FESTIVAL zorganizowany we współpracy z firmami VOX, Porta oraz Concordią Design i Uniwersytetem SWPS. Poza plenerowymi projekcjami filmowymi, uczestnicy mogli w Łóżkotece wziąć udział w wykładach Uniwersytetu SWPS, skorzystać z czytelni filmowej zaopatrzonej przez Wydawnictwo PWSFTViT oraz Wydawnictwo Wojciech Marzec, zrelaksować się przy słuchowiskach ze zbiorów NIna i Audioteka.pl i posilić się daniami serwowanymi przez restaurację “Lokal”.

Film to opowieść. Opowieść to zapis zmian, jakie przechodzi bohater, aby na końcu okazało się, że choć wciąż jest tym samym człowiekiem, to jednak jest już jakby kimś innym. Od punktu wyjścia do punktu dojścia dzieją się procesy, które poddają go różnym, czasem bolesnym i okrutnym próbom, ale to właśnie dzięki nim toczy się fascynująca historia. O tym, jak napisać scenariusz filmowy opowie wykładowczyni z Katedry Dziennikarstwa Uniwersytetu SWPS dr Agnieszka Kamińska.

Siła schematu

Od sytuacji do sytuacji, od niebezpieczeństwa do śmiertelnej pułapki, a wszystko po to, by bohater zrozumiał kim jest, co jest dla niego ważne i co może z siebie dać światu. Innymi słowy – na końcu drogi zdobywa „nagrodę”, którą może być zarówno całkiem materialny skarb czy dar, jak i jakieś abstrakcyjne dobro, na przykład wyższy poziom samoświadomości, nowa tożsamość, czyjaś miłość.

Schemat budowy takiej historii jest bardzo prosty i – pozornie – łatwy do zastosowania. Jednak to od reżysera zależy, czy opowieść wciągnie widza i czy widz poczuje więź z bohaterem. Reżyser ma obowiązek stworzenia bohaterów „z krwi i kości”, obdarzenia ich cechami, z którymi widzowie się będą mogli zidentyfikować a tym samym – polubić filmowe postaci. To jednak nie wszystko, bo bohaterowie nie mogą trwać w miejscu, trudno bowiem identyfikować się z warzywami. Protagoniści muszą działać! Muszą coś robić! Cokolwiek jednakże by nie robili, musi to mieć sens, każdy ruch, każde słowo, każda decyzja – musi być konsekwencją poprzedniego wyboru. Skąd jednak ma rodzić się pierwsza decyzja, pierwszy ruch, który wprawi w ruch całą machinę zdarzeń? I tu przechodzimy do słynnej „Podróży autora”, książki Christophera Voglera, która zrewolucjonizowała hollywoodzką „fabrykę snów” i wstrząsnęła całym producenckim rynkiem filmowym.

„Podróż bohatera”

Przede wszystkim reżyser nigdy nie może zapomnieć o najważniejszym prawie, jakim rządzi się naprawdę dobry film (a więc taki, na który widzowie będę się ustawiać w kilometrowych kolejkach do kinowych kas). Tym prawem jest łańcuch motywacji i reakcji, których spoiwem są emocje.

Bohater, przechodząc proces zmian, popada z jednego stanu emocjonalnego w drugi i to emocje właśnie popychają go do działania. To one sprawiają, że podejmuje określone decyzje, uruchamiając lawinę zdarzeń. Tym samym pomiędzy punktem wyjścia bohatera a zakończeniem, akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Wydarzenia zewnętrzne (nazwijmy je „obiektywnymi”) prowadzą bohatera przez masę różnych konfrontacji z głównym przeciwnikiem aż do momentu, gdy któryś z nich nie zostanie pokonany. Jednocześnie bohater toczy walkę z samym sobą – to jest ta druga płaszczyzna (nazwijmy ją „subiektywną”), na której odbywa się ruch wewnętrzny, emocjonalny. Bohaterem targają uczucia, napięcia, szaleją w nim skrajne emocje, które obserwujemy albo w postaci introspekcji, albo też za pośrednictwem zewnętrznych objawów (miny, gesty, widoczne reakcje). To wszystko musi pokazać reżyser tak, by widz uwierzył w autentyczność bohatera, by nie wyczuł żadnego fałszu w pokazywanej grze napięć. Umiejętne balansowanie na granicy tych dwóch płaszczyzn jest dowodem reżyserskiego talentu. Jeden błąd w nakreśleniu motywacji czy emocjonalnych reakcji bohatera, pachnie scenariuszowym grafomaństwem.

Christopher Vogler sięgnął po pomysł Josepha Campbella i twórczo go rozwinął w schemat z powodzeniem wykorzystany w takich słynnych obrazach jak „Obcy”, „Pretty woman”, „Pani Doubtfire”, „Matrix”, „Pulp fiction”, „Leon – zawodowiec” czy „Gwiezdne wojny” i całej reszcie filmów, które zachwyciły miliony ludzi na całym świecie. Poniżej recepta na filmowy sukces w skrócie, która następnie zostanie omówiona na konkretnym przykładzie – filmie „Family Man”.

AKT I (zdarzenia dzieją się w „zwykłym” świecie)

  • Zwyczajny świat
  • Wezwanie do wyprawy
  • Sprzeciwianie się wezwaniu
  • Spotkanie z mentorem
  • Przekroczenie pierwszego progu

AKT II (zdarzenia dzieją się w „niezwykłym” świecie)

  • Sprawdziany, sprzymierzeńcy i wrogowie
  • Wejście do najgłębszej jaskini
  • Ostateczna próba
  • Nagroda

AKT III (zdarzenia dzieją się na powrót w „zwykłym” świecie)

  • Droga powrotna (na granicy „niezwykłego” i „zwykłego” świata)
  • Odrodzenie
  • Powrót z eliksirem.

Konstrukcja jest tylko umownie trzyaktowa. Podobnie można się „bawić” poszczególnymi etapami i archetypami, jakie stają na drodze bohatera. Ostatecznie i tak opowieść przybiera określoną linię dramaturgiczną, która zawsze będzie przypominała ów mityczny wzorzec.

„Family Man”. Case study

Vogler pierwszy etap opisuje tak: „Zanim pozbawicie rybę jej żywiołu, musicie pokazać ją w jej Zwyczajnym Świecie, by stworzyć wyraźny kontrast między nim a rzeczywistością, w którą zaraz ma wkroczyć”. Jack w pierwszych scenach filmu czuje się w swoim luksusowym biurze na Wall Street właśnie jak ryba w wodzie. Zbliża się Boże Narodzenie, ale Jack nie może o tym myśleć, nawet gdyby nie było mu to obojętne. Jest w przededniu podpisania „kontraktu życia” – liczy na niego cały zarząd, prezes i setki pracowników firmy, dla której pracuje. Codzienność jest wspaniała, a gdy późnym wieczorem, tuż po pracy, wsiada do swojego sportowego ferrari czuje, że niczego więcej do szczęścia mu nie potrzeba.

Pewnego dnia Jack wchodzi do sklepu. Chce kupić jakiś drobiazg. Do tego samego sklepu wchodzi czarny mężczyzna, wyglądający w sposób, który nie budzi wątpliwości, że za chwilę stanie się coś złego. Te sygnały to oczywiście gra z widzem – reżyser wie, że trzeba mu dać odczuć, że jest mądry i przenikliwy. Poza tym taki element doskonale buduje suspens.

Intruz zachowuje się agresywnie, żąda od sprzedawcy pieniędzy za nieważny kupon loteryjny. Sytuacja robi się niebezpieczna. Bohater (Jack) dokonuje tu pierwszego ważnego wyboru, który uruchamia lawinę zdarzeń. Jack proponuje ubicie interesu – odkupi los na loterię, choć i bez niego ma wszystko, czego zapragnie. To pierwszy punkt kulminacyjny w filmie: widz czuje, że od tego momentu już nic nie będzie takie, jak dawniej.

Rano Jack budzi się w cudzym życiu. Z Wall Street trafia do domu z dwójką małych dzieci i zwykłą żoną, która gotuje zwykłe obiady i ma zwykłe oczekiwania zwyczajnej gospodyni z przedmieścia. W niczym nie przypomina eleganckich businesswoman, które Jack zapraszał po ekskluzywnych przyjęciach do siebie. Dociera do niego, że stoi przed Wyzwaniem – musi zrobić wszystko, by wrócić do dawnego życia. Czuje panikę, nic nie rozumie. Jego pierwszą reakcją jest bunt, Sprzeciwienie się wezwaniu. Rzuca wszystko, choć w domu trwają w najlepsze przygotowania do Wigilii i jedzie do swojej firmy na Wall Street, żeby wszystko wyjaśnić. Ale nikt go tam nie poznaje, a ochrona wyrzuca za drzwi. Jedyną osobą, która go rozpoznaje jest ów intruz ze sklepu. Tym razem jednak wcale nie przypomina chuligana szukającego guza. Przeciwnie. Jest doskonale ubrany i siedzi za kierownicą luksusowego auta, które jeszcze wczoraj należało do Jacka. Widz przeczuwa, że jest on kimś specjalnym, kimś, kto ma pełną wiedzę o tym, co się dzieje z życiem bohatera. Mówiąc językiem Voglera – to jest właśnie owo Spotkanie z Mentorem. Mentor uświadamia Jackowi małość jego dotychczasowej egzystencji. Świetnie to rozumieją widzowie, ale nie sam bohater. Jack musi do tej wiedzy dojrzeć, iść dalej drogą, którą wyznacza mu jego Wezwanie. Jack wraca do domu na przedmieściach i idzie do nowej pracy jako sprzedawca opon. W ten sposób Przekracza pierwszy próg.

Od tej chwili napotyka codzienne trudności zwykłego życia: brak pieniędzy, przyjaciół bez większych ambicji, jest nawet kuszony romansem przez atrakcyjną żoną przyjaciela. Co wieczór kładzie dzieci spać, bawi się z małą, rezolutną córeczką (nota bene – tylko ona domyśla się, że Jack nie jest jej prawdziwym tatą), chodzi do pracy, której nie znosi. To wszystko dzieje się już w Akcie II, czyli w tak zwanym „niezwykłym” świecie, a to, co spotyka bohatera to są to właśnie owe Sprawdziany, sprzymierzeńcy i wrogowie ze schematu Voglera.

W końcu Jack Wchodzi do Najgłębszej Jaskini: pragnie kupić najwyższej klasy garnitur, na który rodziny w żadnym razie nie stać. Kiedy go mierzy, mówi: „Czuję się w nim, jakbym był lepszym człowiekiem”. Oskarża żonę, że to ona jest winna temu, kim się stali, że żyją na przedmieściach ledwo wiążąc koniec z końcem.

Pewnego dnia do zakładu oponiarskiego przyjeżdża prezes firmy, w której Jack pracował jeszcze przed tą dziwną zamianą. Teraz albo nigdy – Jack czuje, że nadeszła Ostateczna próba – przedstawia prezesowi swoją wizję rozwoju jego firmy, sprawiając, że ten od ręki chce go zatrudnić na stanowisku wiceprezesa. Jack dopiął swego – może wraz z rodziną żyć dawnym życiem. Ale tego właśnie nie chce Kate, żona Jacka. Dla niej ważniejsze są spokój ich dzieci, wspólne spędzanie czasu, bawienie się z dziećmi, rodzinne kolacje i święta. Na Wall Street nie będzie na to miejsca. Rozgoryczenie i rozczarowanie Kate jest oczywiste.

Widzowie załamują ręce. Wydaje się bowiem, że oto nadchodzi ostateczny rozłam, a bohater, czyli Jack, niczego się w tej podróży nie nauczył, że wszystkie sprawdziany i próby nie uświadomiły mu, co jest tak naprawdę ważne. Jack waha się, ale wreszcie dokonuje wyboru. Ostatecznie jest gotów zrezygnować z Wall Street na rzecz rodziny. Jednak Kate zmienia zdanie, zgadzając się na rewolucję w swoim życiu. Oboje dojrzeli – dla miłości i wspólnego życia są gotowi zrezygnować ze swoich oczekiwań. Oto Nagroda, jaka spotyka Jacka – dociera do niego, że pełnię szczęścia daje miłość i wzajemne poświęcenie.

Tu zaczyna się Akt III. Oto staje się cud – następnego ranka Jack budzi się w swoim dawnym życiu, w luksusowym apartamentowcu. Może wrócić do swojego świata. Ale on już tego nie chce – jest kimś innym, zapragnął tego, czego doświadczył w „poprzednim” życiu. Jack przeżywa swoje Odrodzenie. Szaleńczo próbuje zrobić coś, co przywróci mu choć namiastkę tamtego świata. Odnajduje prawdziwą Kate, ale ona po tylu latach rozłąki (w prawdziwym życiu Jack porzucił ją dla kariery) nie chce go znać. Jednak Jack nie daje za wygraną i w końcu podbija jej serce. Kate wybiera życie z Jackiem, rodzinę i – być może – dom na przedmieściach. W ten sposób bohater Powraca z Eliksirem, a jego życie – choć to samo – jest już zupełnie inne. Aby powrócić do domu, Jack musiał wyruszyć w daleką drogę. W końcu jest naprawdę szczęśliwy.

Everyman. Życie

Według powyższego schematu można zbudować każdą opowieść. Tak naprawdę, wcale nie musi być ona fabularna. Na podstawie życia każdego z nas można skonstruować scenariusz fascynującego filmu. Najlepsze historie to przecież te prawdziwe. Często życie pisze scenariusze, których nie wymyśliłby najbardziej wyrafinowany pisarz. Warto przeprowadzić taki eksperyment na własnym przykładzie. Któż to wie – może Twoja historia, to hollywoodzki hit? Powodzenia!

 

someone

O autorce

dr Agnieszka Kamińska – doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Katedrze Dziennikarstwa Uniwersytetu SWPS w Warszawie, oraz redaktor prowadzący w TVP i była Redaktor Naczelna Agencji Informacyjnej Pracodawców RP. Oprócz pracy w redakcji i na uczelni – prowadzi szkolenia medialne i kursy logopedii medialnej. Jako nauczyciel akademicki prowadzi zajęcia z dziennikarskich źródeł informacji dokumentu filmowego, konwersatoria i seminaria dziennikarskie, zajęcia z warsztatu dziennikarza telewizyjnego, wykłady z etyki dziennikarskiej oraz z publicystyki telewizyjnej. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie w Białymstoku. Ukończyła Akademię Menedżerską SGH, seminarium producenckie Akademii Telewizyjnej TVP i PWSFTiT w Łodzi oraz logopedię na Uniwersytecie Warszawskim i Kształcenie Głosu i Mowy na Uniwersytecie SWPS.

Słowo lincz („lynch”) w wielu językach i kulturach przypomina w swoim brzmieniu angielski pierwowzór. Pojęcie to jest często silnie kojarzone ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, z której zresztą się wywodzi i stało się określeniem używanym do opisania szczególnych aktów przemocy. O zjawisku linczu w Stanach Zjednoczonych opowiada filolog anglista dr hab. Jerzy Sobieraj, profesor Uniwersytetu SWPS.

Złego złe początki

Lincz to rodzaj samosądu, pozaprawny sposób karania przestępców i wszelkiego rodzaju złoczyńców, rzeczywistych czy domniemanych, praktyka znana pod różnymi nazwami już w końcu wieku XVIII. Karę – najczęściej wymierzaną przez powieszenie – wykonywał zgromadzony tłum. Słowo „lynch” pojawia się w piśmiennictwie w roku 18181. Jedno z pierwszych zdarzeń określonych tym terminem miało miejsce na terytorium przyszłego stanu Iowa w roku 1834, kiedy to zgromadzeni obywatele wyznaczyli swoją „ławę przysięgłych”, aby przeprowadzić szybki proces mężczyzny oskarżonego o morderstwo. Delikwenta uznano winnym i wykonano „wyrok śmierci” przez powieszenie. Przypadki linczu przybrały na intensywności po Wojnie Secesyjnej.

O dość dokładnym monitorowaniu zjawiska linczu można mówić dopiero od przedostatniej dekady XIX wieku. Znana dzisiaj statystyka przypadków linczu obejmuje prawie pięć tysięcy ofiar. Większość z nich miała miejsce w stanach amerykańskiego Południa i ofiarami byli przede wszystkim Afroamerykanie. Lincz jako zjawisko zniknął przed rokiem 1970. Szczególna brutalizacja tego pozaprawnego sposobu okrutnego karania nastąpiła w okresie od końca wieku XIX do lat trzydziestych następnego stulecia.

Porządek okrutnego spektaklu

Najczęściej występujący scenariusz linczowania, przybierający formę rytuału, można przedstawić w sposób następujący:

  • Tłum uprowadza ofiarę z celi więziennej lub wprost z sali rozpraw.
  • Ofiara jest transportowana do wybranego wcześniej miejsca egzekucji.
  • Więzień jest często wcześniej torturowany.
  • Po powieszeniu ofiary jego/jej ciało zostaje podpalone. Bywa, że ciało ofiary jest podpalane kiedy ofiara jeszcze żyje.
  • Uczestnicy okrutnego widowiska starają się zdobyć trofea, najczęściej uszy, palce, nos, fragmenty liny, na której wieszano ofiarę.
  • Czasem zgromadzony tłum dogląda płonących zwłok, pilnując by ciało całkowicie spłonęło.
  • Lokalny fotograf robi zdjęcia linczu, by sprzedawać je następnie jako pocztówki.
  • Uczestnicy okrutnego spektaklu to także kobiety i dzieci, które niejednokrotnie bawią się i spożywają posiłek w trakcie linczu. Zdarza się, że miejscowi drobni przedsiębiorcy czy sklepikarze zwalniają pracowników, by ci mogli uczestniczyć w horrorze. Niekiedy, w dzień linczu, lokalna kolej dowozi gapiów stosując specjalne ulgowe taryfy. Lokalna prasa nie tylko opisuje lincz, czasem anonsuje go wcześniej2.

Żaden system nie działa jak ludzki mózg

Niewątpliwie dziwić może fakt, że rząd Stanów Zjednoczonych przez tak wiele lat zrobił tak niewiele, by zapobiec skutecznie przypadkom tych okrutnych aktów zbrodni. Nie udało się nigdy uchwalić żadnego prawa federalnego zakazującego tego okropnego procederu, nie mówiąc już o karaniu winnych. Znacznie więcej dokonali obywatele i organizacje społeczne. Największą zorganizowaną kampanię przeciw zbrodni linczu prowadziło, działające do dnia dzisiejszego, stowarzyszenie National Association for the Advancement of Colored People (NAACP). Członkowie stowarzyszenia protestowali przeciw linczom i monitorowali przypadki przemocy, szczególnie przemocy na tle rasowym, w wydawanym przez organizację magazynie „The Crisis”, słali listy i petycje do władz stanowych, docierali do lokalnej prasy, organizowali marsze przeciw przemocy, jak np. słynną nowojorską Silent Parade w roku 1917, a nawet wysyłali swoich przedstawicieli do miejsca linczu, by uzyskać więcej szczegółów na temat zbrodni. NAACP wspierało prace nad ustawą piętnującą lincz, tzw. Dyer Bill, która ostatecznie upadła przed uchwaleniem.

13 czerwca 2005 roku Senat Stanów Zjednoczonych przyznał się publicznie do porażki w uchwaleniu jakiegokolwiek prawa federalnego, które mogło przynieść kres tym okrutnym praktykom. Za każdym razem, kiedy prawo piętnujące lincz przechodziło pomyślnie przez Izbę Reprezentantów, było blokowane w Senacie. W treści tej rezolucji potępiającej lincz Senat Stanów Zjednoczonych wyraża ubolewanie i żal skierowane do ofiar linczu i ich rodzin, ofiar, które zostały pozbawione nie tylko życia, lecz także godności oraz konstytucyjnej ochrony przynależnej obywatelom Zjednoczonych Stanów. W uchwalonej rezolucji podkreślono także, iż należy wyciągnąć wnioski z historii, by praktyki te nigdy już się nie powtórzyły.

Zagadnienia związanie z linczem stanowią dzisiaj ważny obszar analizy i badań, także akademickich, w wymiarze społecznym, historycznym, prawnym, politycznym, kulturowym, literackim, a nawet psychologicznym.

 

someone

O autorze

Jerzy Sobieraj – specjalizuje się w historii literatury amerykańskiej, poświęcając szczególną uwagę dziejom i literaturze amerykańskiego Południa. Na jego dorobek składa się ok. 40 publikacji, książek, artykułów i recenzji publikowanych także za granicą. Jest autorem takich prac jak Samotność w literaturze amerykańskiego Południa, 1940-1950 (Katowice 1992), Conflict and Reconciliation: Reconstructing the South in the American Novel (Warszawa 2001), Ku Klux Klan (Warszawa 2004). Pod jego redakcją (wraz z Dariuszem Pestką) ukazał się tom Enjoying the Spectacle: Word, Image, Gesture (Toruń 2006). Jest stypendystą kilku amerykańskich fundacji naukowych: IREX w Princeton, ACLS w Nowym Jorku, Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku - dwukrotnie. Jest promotorem wielu prac magisterskich, opiekunem naukowym doktoranta, recenzentem rozpraw doktorskich. W roku 2005 prowadził cykl seminariów z zakresu literatury amerykańskiego Południa na uniwersytecie Jaume I w Hiszpanii. W latach 2001-2006 był kierownikiem Katedry Literatury Angielskiej i Amerykańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Studiów Amerykanistycznych, pełniąc w latach1999-2002 funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej.Obecnie pracuje nad monografią Collisions of Conflict: Studies in American Culture, 1820-1920 oraz nad projektem monografii "The House Divided": The Civil War Era.

Przypis

James Elbert Cutler: Lynch-Law: An Investigation into the History of Lynching in the United States.London and Bombay: Longmans, Green, and Co., 1905.
2 Jerzy Sobieraj: ”Spectacles of Horror: Afro-American Poets Speak up”. Enjoying the Spectacle: Word, Image, Gesture. red. Jerzy Sobieraj I Dariusz Pestka, Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2006.

Internet to nie tylko system połączeń między komputerami, adresy IP, strony WWW, z których zasobów korzystamy. To też swoista przestrzeń, w której można zaobserwować zmiany, rodzące się w społeczeństwie – od pogłębiającego się indywidualizmu, przypominającego zamknięte i strzeżone miejskie osiedla, po łączenie się w grupy ludzi pod każdym względem odmiennych poza jedną łączącą ich sprawą. O relacjach między mediami, funkcjonowaniu społeczeństw w kontekstach analogowych i cyfrowych oraz badaniu „internetów” opowiada dr hab. Mirosław Filiciak, prof. Uniwersytetu SWPS w rozmowie z Andrzejem Tucholskim, blogerem lifestyle’owym i twórcą bloga AndrzejTucholski.pl 

Na ile rozmowa sprzed trzech lat jest aktualna dziś? Oceńcie sami!

 

258 miroslaw filiciak

O prelegencie

dr hab. Mirosław Filiciak, prof. Uniwersytetu SWPS – Medioznawca. Zajmuje się wpływem mediów cyfrowych na uczestnictwo w kulturze. Bada internet, gry komputerowe, przemiany telewizji oraz nieformalny obieg treści i kulturę współczesną.

Od lat współpracuje z publicznymi instytucjami kultury, organizacjami pozarządowymi i biznesem. Jest współtwórcą techno-kulturowego projektu Kultura 2.0, współtworzył też pierwszy polski Medialab – inicjatywę samokształceniową z pogranicza aktywizmu społecznego, sztuki i technologii. Kierował licznymi projektami badawczymi, takimi jak „Młodzi i media” , „Tajni kulturalni” czy „Obiegi kultury”. Autor książek: „Wirtualny plac zabaw. Gry sieciowe i przemiany kultury współczesnej” (2006), „Media, wersja beta” (2014) oraz wspólnie z Alkiem Tarkowskim „Dwa zero. Alfabet nowej kultury i inne teksty” (2015). Zastępca redaktora naczelnego kwartalnika „Kultura Popularna”.

Na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia z zakresu nowych mediów, popkultury i kultury audiowizualnej.

Prezentowanie gotowych potraw, a zarazem jedzenia jako momentu celebracji życia w mediach audiowizualnych i ikonicznych, mają długą historię. Sięga ona początków światowej kinematografii, czyli końca XIX wieku, kiedy to powstały pierwsze filmy Augusta Marie Louisa i Louisa Jean Lumière. „Obiad dziecka”1, film nakręcony wiosną 1895 roku w rodzinnym ogrodzie reżyserów, prezentuje Augusta, który pilnuje, żeby jego córeczka Andrée wszystko zjadła. Razem z żoną cieszą się wspólnymi chwilami przy rodzinnym stole. O jedzeniu w kinie i kulturze jedzenia opowiada socjolożka i kulturoznawczyni Patrycja Paczyńska-Jasińska.

Jedzenie – temat uniwersalny  

Mijają lata, a funkcja jedzenia jako elementu dobrobytu i szczęścia zakorzenia się we wszystkich powstających gatunkach filmowych. W 1919 roku melodramat „Złamana Lilia”2 w reżyserii Davida Griffitha w doskonały sposób pokazuje utopijność marzeń, jakimi są dobrobyt i szczęście. Bohaterem filmu jest Huan Cheng, młody chińczyk przybywający do Londynu w celu propagowania filozofii buddyjskiej. Powstrzymuje się przed nadmiernym spożywaniem posiłków, celebrując każdy kęs pożywienia. Pewnego dnia poznaje dziewczynę o imieniu Lucy, która pochodzi z patologicznego domu, gdzie ojciec bokser znęca się nad nią. Ze względu na status społeczny, dziewczyna często nie ma możliwości zjeść ciepłego posiłku, o którym marzy każdego dnia.

Przez kolejne dekady kina gatunki oraz nurty filmowe, sprowadzały funkcję jedzenia do określonych zasad: świętowania (wesela), wspominania bliskich (stypy), nieumiarkowania w jedzeniu i piciu (obżarstwa) czy diety.

Twórcy włoskiej kinematografii jak Federico Fellini w swoich obrazach „Słodkie życie” (1960), „Osiem i pół” (1963), Luchino Visconti w filmach „Lampart” (1963), „Zmierzch bogów” (1969) czy Marco Ferreri w „Wielkim żarciu” (1973) najdobitniej ukazywali spożywanie posiłków jako swoistą ucztę dla ciała i umysłu. Wspomniane obrazy oczarowują kompozycją, kolorem, grą świateł i przede wszystkim spojrzeniem na aspekt jedzenia. Dostrzegamy zarazem nienawiść i pożądanie, jasność i mrok, miłość i samotność. Z kolei Pier Paolo Pasolini w kontrowersyjnym obrazie „Salò, czyli 120 dni Sodomy” (1975)3 przedstawia „krąg karmienia jako nasycanie współczesnego człowieka produktami nie nadającymi się do konsumpcji, ale zachwalanymi jako „najlepsze dla jego zdrowia i samopoczucia” (Pasolini mówi tu wprost o jedzeniu, jakie przyswajane jest przez mieszkańca współczesnej, wielkomiejskiej aglomeracji, zwłaszcza dzieci, zmuszone do jedzenia sztucznego „gówna”)4.

Smakowanie uważności, czyli ewolucja kultury jedzenia

Jak zmieniały się postawy wobec jedzenia w ostatnich dziesięcioleciach? W przeciągu ostatniej dekady tempo życia zawrotnie przyśpieszyło. Nie jest to wyłącznie wpływ nowych technologii na funkcjonowanie człowieka, a zmiany w naszym rozumowaniu otaczającego świata. Andrzej Maryniarczyk5 zwraca uwagę, że wraz z rozwojem wiedzy o ludzkim życiu utraciliśmy filozoficzny i personalistyczny obraz człowieka. W związku z tym, jako jednostka, jesteśmy narażeni na choroby (w tym psychologiczne), różnego rodzaju uzależnienia oraz utratę sensu życia. W gąszczu rozmaitych form wiedzywspółczesny człowiek zatraca swoją tożsamość. Zachłanność i obsesyjny pośpiech owładnęły wszystkie dziedziny naszego życia. Na celebrowanie prostych przyjemności, delektowanie się potrawami i prowadzenie rodzinnych rozmów przy wspólnym stole coraz częściej nie starcza czasu. Doprowadzić to może do mechanicznego jedzenia, bez odczuwania smaku i zapachu potraw. Sięgamy po jedzenie automatycznie, nie zastanawiając się, czy jesteśmy głodni.

Jak sugeruje Maguelonne Toussaint-Samat „wraz z zorganizowaną cywilizacją zrodziło się pojęcie kuchni. To znaczy racjonalnego przygotowania artykułów spożywczych zgodnie z tradycją właściwą danej grupie społecznej czy etnicznej. Ta tradycja wynikała zarówno z lokalnych warunków, związanych z klimatem, glebą i fauną, jak i religijnych tabu, będących wyrazem troski o zdrowie lub zachowanie ustroju społeczeństwa. Ktoś powiedział, że z cywilizacją mamy do czynienia wtedy, gdy to, co do tej pory było niepotrzebne, okazuje się konieczne. Pożywienie stało się istotnym elementem i czynnikiem życia społecznego”6. Można zatem zadać sobie pytanie, czy jedzenie w dzisiejszych czasach, jak wspomniano powyżej, to wyłącznie mechaniczna czynność czy też filozofia życia? Z jednej strony obecny jest ów pęd życia, a z drugiej szeroko pojęta kultura spożywania posiłków. W dzisiejszych czasach rodzi się wiele zjawisk trendów czy definicji związanych z jedzeniem. Może mieć to związek z przemianami społeczno-kulturowymi i wyodrębnieniem nowej klasy średniej, która dzięki konsumowaniu buduje swoje współbrzmienie7.

Nowe pojęcia z angielskiego, na przykład Mindful Eating (uważne jedzenie) tylko potęguje nasze odczucia głodu i celebracji życia. Promowane jako styl życia ma pozwolić ludziom zmienić podejście do odżywiania, a co za tym idzie, egzystencji. Pojęcie to wywodzi się z buddyzmu i zostało zaadaptowane przez psychologów prowadzących badania nad stresem i depresją. Jedząc uważnie, nauczymy się też prawidłowo rozróżniać głód i sytość. Dzięki skupianiu się na jedzeniu kubki smakowe na nowo wyczuwają naturalne smaki”8. Ostatecznie wielokierunkowemu rozwojowi sfery kulinarnej we współczesnej kulturze towarzyszy powstawanie coraz to nowszych programów kulinarnych, szkół kucharskich oraz blogów zajmujących się tematyką estetyki i smaku. Również reżyserzy filmowi robią zwrot w kierunku sztuki przyrządzania potraw jako swoistej celebracji życia.  Stanowią bowiem one istotną perspektywę dla współczesnej refleksji nad kwestią sfery żywienia.

Kto kocha jeść – kocha życie

W tym miejscu należy się zastanowić nad relacjami zachodzącymi między jedzeniem, a celebracją życia. Zharmonizowanie pożywienia z instynktami, emocjami i uczuciami na określonych przykładach filmowych, pozwolą lepiej zrozumieć, jakie intencje kierowały autorami dzieł. Filmy takie jak „Smak curry”9 oraz „Kwiat wiśni i czerwona fasola”10, pokazują, że spożywanie posiłków służy w istocie nie tyle jedzeniu, co raczej demonstrowaniu afektów i instynktów. Przefiltrowane reakcje emocjonalne oraz ucieczki od wspomnień, podkreślają mediacyjną i sprawczą rolę jedzenia, zarówno w stosunku do innych ludzi, jak i samego podmiotu.

Smak życia

Filmy, podobnie jak wcześniej wynaleziona fotografia, zostały dostrzeżone jako użyteczne narzędzia do wywoływania często skrajnych emocji. Aleksandra Drzał-Sierocka spostrzega, że jedzenie i czynności z nim związane również niosą głęboki sens. Mogą stać się swoistym katharsis, funkcjonując na prawach symbolu i metafory. Spożywanie posiłków prowadzi do konstruowania tożsamości bohaterów. Filmowe jedzenie niekoniecznie jest życiodajne; może przygnębiać, fascynować, zmuszać do refleksji a także prowadzić do chęci zmian swojego życia. Na ekranie często bohaterowie poprzez zamiłowanie do gotowania i spożywania posiłków wyrażają siebie. Celebrują chwile konsumpcji i czasu spędzonego z najbliższymi11.

Jako materiał do analizy wybrałam dwa filmy, w których elementy kulinarne występują z różnym „natężeniem”. W doskonały sposób ukazują one styl życia bohaterów, wyznania, filozofię, pozycję społeczną, a przede wszystkim ich historię. Prezentowane filmy są wręcz przesycone jedzeniem oraz mechanizmami, dzięki którym funkcja spożywania posiłków staje się czynnikiem kreującym tożsamość bohaterów. Jak podkreśla Toussaint-Samat, „między pokarmem do zdobycia a odruchowo otwartymi ustami wkroczyły złożone manipulacje koordynowane przez myśl. Stworzenie, teraz już zdolne regulować swoje gesty zależnie od apetytu, uświadomiło sobie przyczynowo-skutkowy ciąg doznań: pobudzające poczucie głodu, podniecenie związane ze zdobyciem pożywienia, zaspokojenie potrzeby. Jedzenie, będące dotąd przyjemnością trzewi, stało się postępowaniem rozumnym”12. „Smak curry” oraz „Kwiat wiśni i czerwona fasola” ukazują, jak jedzenie może być sprowadzone do pozycji świętości oraz kultu pożywienia. Na uwagę widza zwraca fakt, w jaki sposób bohaterowie spożywają posiłki i jakie miejsce w ich życiu sprawuje celebracja smaku.

Dabbawala, czyli pudełko pyszności

Punktem wyjścia filmu „Smak curry” jest pojęcie Dabbawala, które w języku Marathi oznacza osobę, która niesie pudełko. Pomysł na biznes narodził się za rządów brytyjskich. System dostarczania posiłków, stworzonych w hinduskich domach, okazał się sukcesem na tyle, że do dnia dzisiejszego Dabbawalas dostarczają ponad 200 tys. domowych posiłków dziennie. Liczba środków transportu, wielkość dostaw i walka z czasem. A wszystko to po to, by obiad trafił na dany stół13. Trafnie dostrzegli to krytycy filmowy Magazynu Kulturalno-Kulinarnego: „Na naszych oczach maluje się piękny symboliczny obraz jedzenia jako wehikułu uczuć, oznaki troski i społecznej pozycji, bo im ktoś szczęśliwszy i bardziej „zaopiekowany”, tym piękniej, także dla współbiesiadników, pachnie jego obiad”14.

Smak curry
Smak curry, reż. Ritesh Batra, kadr z filmu, źródło: https://www.alekinoplus.pl/program/film/smak-curry_44046

Od przypadkowej pomyłki niosącego pudełko, los łączy samotnego wdowca Saajana Fernandesa i młodą mężatkę Ilae. Jedzenie nadaje znaczenia ich epistolograficznej znajomości. Hinduski reżyser Ritesh Batra pokazuje swój obraz przez pryzmat spożywania posiłków, bogatych w aromaty, smaki i kolory. Ila poprzez przyrządzanie coraz bardziej wyszukanych potraw, próbuje ratować oziębłe stosunki ze swoim mężem. Przypadkowy obiad trafia w ręce smutnego, odchodzącego na emeryturę Fernandesa. Wskutek kulinarnej pomyłki kuriera, losy dwojga niespodziewanie się splatają. Sposób, w jaki Saajan wącha i smakuje obiady dostarcza nam wiedzy o nim, ale i odzwierciedla jego emocje. A wszystko to za sprawą tajemniczych przypraw. „Nic nie przemawia bardziej do naszej podświadomości niż zapachy. Zapach symbolizuje również pamięć”15. Pierwszym punktem zwrotnym filmu jest otrzymanie karteczki z podziękowaniem od Saajana. Choć film jest silnie osadzony w specyficznej kulturze indyjskiej, to jego przesłanie pozostaje uniwersalne. Podczas tworzenia kolejnego obiadu dla męża IIla odpowiada: „Zrobiłam ten obiad dla męża, Jak menażka wróciła pusta to myślałam, że coś mi powie. Parę godzin myślałam, że do serca naprawdę można trafić przez żołądek. W podzięce przesyłam panir. Ulubione danie mojego męża. Illa”. Ta scena doskonale pokazuje, że smak jest jedynym zmysłem, który by móc funkcjonować, potrzebuje czterech pozostałych. Zapach pokarmu, smakowanie ustami, podziwianie kompozycji, aż wreszcie odczucia smakowe – to wszystko przekazywane jest do mózgu. Można śmiało stwierdzić, że delektowanie się potrawami to nie tylko fizyczne mechanizmy, ale i akt intelektualny, połączony ze złożonym procesem poznawczym.

Z każdym kolejnym posiłkiem relacje Saajana i Illi pogłębiają się. Pojawia się wymiana myśli, spostrzeżeń oraz nić porozumienia. Smakowe doznania splatają się w końcu z dramatem życia codziennego, który uosabia samotność. Aby temu zapobiec, bohaterowie postanawiają się spotkać. Do kumulacji uczuć jednak nie dochodzi, a rozżalony Saajan, po otrzymaniu pustych pojemników, postanawia wysłać kolejną wiadomość: „Droga IIla dostałem dzisiaj pustą menażkę. Zasłużyłem sobie. Wczoraj długo czekałaś na mnie w restauracji. Tamtego ranka zapomniałem czegoś w łazience i cofnąłem się. Pachniało tam dokładnie tak, jak po kąpieli mojego dziadka. Tak jakby tam był. Jego nie było, byłem ja. Tylko ja i zapach starego mężczyzny. Nie wiem, kiedy się zestarzałem. Może tamtego ranka, może kilka ranków wcześniej? Życie toczyło się dalej i usypiało mnie swoim rytmem. Przyszedłem do restauracji, w której czekałaś. Siedziałaś tam, bawiąc się torebką. Piłaś tyle wody. Chciałem podejść i powiedzieć ci to osobiście, ale tylko patrzyłem jak czekasz. Jesteś piękna i młoda. Możesz marzyć i przez chwilę mogłem marzyć z tobą…”. Jednocześnie tym, co w szczególny sposób charakteryzuje tę scenę jest idea marności. Nasz bohater odchodzi przegrany. Dziękuje za wszystko kobiecie, która w smakowity sposób odmieniła jego życie. Ostatnia scena, w której dowiadujemy się o śmierci ojca IIli, dobitnie pokazuje ulatujące uczucie. Jej matka opowiada, że na początku małżeństwa strasznie kochała męża. Potem czuła wyłącznie głód emocji, nowych wyzwań i obrzydzenie do wybranka. W „Smaku curry” przestrzeń jedzenia i czynności z nim związane często niosą głębokie, pozagastronomiczne przesłania. Na początku następuje celebracja życia, aby w końcowej scenie sprowadzić jedzenie do najgorszych odczuć, jak obrzydzenie czy wstręt.

Wszystko wina fasoli

Z kolei u Naomi Kawase, droga do zakamarków umysłu, prowadzi przez żołądek. „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, to przede wszystkim zachęta do celebracji codziennych, prostych przyjemności, do zwolnienia tempa i bacznego przyjrzenia się drugiemu człowiekowi oraz światu wokół nas. To zdecydowanie nie jest film, który można obejrzeć w biegu, będąc myślami gdzie indziej. Można go również okrasić prostym sformułowaniem: obraz o japońskim jedzeniu. Nic bardziej mylnego, bo w Japonii pokarm to kultura, sztuka i obyczaj.

W scenie otwierającej film jedzenie pojawia się w formie spożywanej przez człowieka. Bohaterem jest Sentaro, mężczyzna w średnim wieku, który prowadzi lokal gastronomiczny. Serwuje dorayaki – naleśniki o słodkim nadzieniu zwanym pastą „an”, która jest słodką masą z tytułowej czerwonej fasoli azuki. Biznes i zadowolenie klientów nie idą w parze, przez co nasz bohater popada w coraz poważniejsze problemy finansowe. W tym momencie pojawia się ona – staruszka o imieniu Tokue. Staje się symboliczną formą zapanowania nad poczuciem słabości i przytłaczającej pustki. Tokue pokazuje Sentaro, jak stworzyć odpowiednie an. Jest to swoista celebracja przygotowywanych posiłków. Selekcja najlepszych fasoli i pieszczotliwy dotyk warzywa sprawiają, że wzmaga się uczucie bohaterki jako znaczący obiekt obarczony emocjonalną nadwyżką. Wyzwala pamięć o uczuciach i chwilach utraconych. Wreszcie przywołuje tragiczne wspomnienia, które kończy monolog: „prawdopodobnie jestem chora na trąd”. Niespostrzeżenie Tokue, po stworzeniu pasty do dorayaki znika. Pozostawi list: „Szefie jak się masz? Martwię się, że podupadniesz na duchu. Kiedy gotuję an, zawsze słucham historii, które opowiadają ziarna fasoli. To kwestia wyobrażenia sobie deszczowych i słonecznych dni, które widziały ziarna. Wiatru wiejącego wśród strąków. Posłuchaj historii ich podróży. Wierzę, że wszystko na tym świecie ma swoją historię do opowiedzenia. Jestem pewna szefie, że kiedyś stworzysz swoje dorayaki, które spełnią twoją wizję. Musisz wierzyć w obraną drogę”.

Kwiat wiśni
„Kwiat wiśni i czerwona fasola”, reż. Naomi Kawase, kadr z filmu, źródło: http://hiro.pl/kwiat-wisni-czerwona-fasola/

Aleksandra Nowak w swojej recenzji filmowej zwraca uwagę na to, że, w filozofii życiowej wyznawanej przez Tokue, widać wyraźny wpływ tradycji shintoistycznej. Rodzima religia Japończyków zakłada szczególną bliskość z naturą, akceptację cykliczności pór roku i ludzkiego życia. Tokue, która jak później się okazuje, miała wiele powodów, by czuć się wykluczona ze społeczeństwa, wciąż pragnie być częścią większej całości. Radość odnajduje w obcowaniu z przyrodą i z ludźmi. Ale i smakowaniem życia poprzez swoją an”16. W filmie „Kwiat wiśni i czerwona fasola” jedzenie ulega uczłowieczeniu. Dorayaki symbolizuje skrajne natężenie cierpienia, połączonego z wykluczeniem społecznym, jakiego doświadczyła Tokue. Reżyserka splata metaforykę jedzenia i zdrowia w jeden wspólny wymiar egzystencjii spełnienia. Rozpina swoją historię wokół triady kulturowych pojęć: jedzenie/ smakowanie, celebracja, szczęście/spełnienie. W tym ujęciu pokazuje przemianę i ulotność chwili.

Jedzenie a relacje międzyludzkie

Bohaterowie omówionych filmów, usiłujący kompensować afektywne braki, jak również rozładowywać wewnętrzne napięcie przy użyciu jedzenia, uruchamiają w sobie szereg pozytywnych reakcji emocjonalnych. Często nie są w stanie nad nimi zapanować, w związku z czym pojawiają się łzy szczęścia i wspomnienia. Spożywanie pokarmów, będące składową ludzkiej intymności, sprawia, że widz na nowo może odkrywać funkcje, jakie daje przyrządzanie i smakowanie posiłków.

Zasiadanie do wspólnego stołu przez bohaterów ustanawia i charakteryzuje łączące ich relacje, a mikrokosmos kulinarnej sytuacji staje się zapowiedzią nadchodzących wydarzeń. Dlatego zazwyczaj sceny spożywania pokarmów są niezwykle naszpikowane emocjami. Zwracanie bowiem uwagi na codzienne czynności związane z jedzeniem (zapraszanie znajomych i rodziny na niedzielny obiad, wspólne wyjścia do restauracji, przygotowanie wyszukanych potraw czy wspólne gotowanie) może prowadzić do osiągnięcia szczęścia oraz celebracji chwili. Dzięki temu możemy osiągnąć równowagę nie tylko między naszym ciałem i umysłem ale również naszymi potrzebami i pragnieniami. Ostatecznie jedzenie staje się ceremonią, za pomocą której kształtujemy relacje z innymi ludźmi.

 

setoci2

Więcej tekstów autorki na blogu
setoci.com

258 sPatrycja Paczyńska Jasińska blog

O autorce

Patrycja Paczyńska-Jasińska – rocznik 1987. Absolwentka socjologii (specjalność: komunikacja społeczna) na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz kulturoznawstwa (specjalność: filmoznawstwo) na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest doktorantką na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, na kierunku socjologia. Obecnie pracuje na Uniwersytecie SWPS w Katowicach, gdzie jest koordynatorką ds. marketingu oraz pełni funkcję opiekuna naukowego Koła Naukowego Psychointerpretacje. Działa również społecznie na rzecz rozwoju dzieci i młodzieży w ramach projektów: Strefa Młodzieży i Strefa Psyche. Współpracuje również z "Warsztaty Realizatora Filmowego i TV" w Bielsku-Białej gdzie edukuje społeczność lokalną z zakresu historii i analizy filmu. Jest organizatorką Ogólnopolskiej Konferencji Filmowej pt. "Filmowe Psycho-Tropy" oraz inicjatorką projekt filmowego o tym samym tytule, który od lat z sukcesem prowadzi w katowickim KINIE KOSMOS - Centrum Sztuki Filmowej. Autorka bloga filmowego Se Točí. Współautorka książek Film w edukacji i profilaktyce. Na tropach psychologii w filmie. Część 1 oraz Film w terapii i rozwoju. Na tropach psychologii w filmie. Część 2.

Przypisy

1 „Obiad dziecka”, reż. Louis Lumière, Auguste Lumière, 1895.
2 „Złamana Lilia”, reż. David Llewelyn Wark Griffith, 1919.
3 „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, reż. Pier Paolo Pasolini, 1975.
4 P. Kletowski, Ostatni film Pasoliniego (dostęp: 26.06.2017).
5 A. Maryniarczyk, Filozoficzny „obraz” człowieka a psychologia (dostęp: 26.07.2017).
6 M. Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia, Warszawa 1989, s. 9.
7 A. Has-Tokarz, Książki kucharskie i (około)kulinarne dla dzieci i młodzieży w Polsce w latach 1945-1989 (dostęp: 28.06.2017).
8 Uważne jedzenie (Mindful Eating) – metoda odchudzająca czy styl życia? (dostęp: 28.05.2017).
9 „Smak curry”, reż. Ritesh Batra, 2013.
10 „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, reż. Naomi Kawase, 2015.
11 A. Drzał-Sierocka, Gotując siebie… Funkcje jedzenia w kreowaniu tożsamości bohaterów filmowych, w: Odsłony nowoczesności, red. A. Zeidler-Janiszewska, M.Skrzeczkowski, Gdańsk 2016, s. 575.
12 M. Toussaint-Samat, tamże, s. 7-8.
13 Dabbawala - perfekcyjny chaos (dostęp: 08.08.2017).
14 „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia (dostęp: 08.08.2017).
15 M. Toussaint-Samat, tamże, s. 42.
16 A. Nowak, Kwiat wiśni i czerwona fasola (dostęp: 02.03.2018).

kanały

zobacz też