hr award color

logo

logo uswps nazwa 3

Internet to nie tylko system połączeń między komputerami, adresy IP, strony WWW, z których zasobów korzystamy. To też swoista przestrzeń, w której można zaobserwować zmiany, rodzące się w społeczeństwie – od pogłębiającego się indywidualizmu, przypominającego zamknięte i strzeżone miejskie osiedla, po łączenie się w grupy ludzi pod każdym względem odmiennych poza jedną łączącą ich sprawą. O relacjach między mediami, funkcjonowaniu społeczeństw w kontekstach analogowych i cyfrowych oraz badaniu „internetów” opowiada dr hab. Mirosław Filiciak, prof. Uniwersytetu SWPS w rozmowie z Andrzejem Tucholskim, blogerem lifestyle’owym i twórcą bloga AndrzejTucholski.pl 

Na ile rozmowa sprzed trzech lat jest aktualna dziś? Oceńcie sami!

 

258 miroslaw filiciak

O prelegencie

dr hab. Mirosław Filiciak, prof. Uniwersytetu SWPS – Medioznawca. Zajmuje się wpływem mediów cyfrowych na uczestnictwo w kulturze. Bada internet, gry komputerowe, przemiany telewizji oraz nieformalny obieg treści i kulturę współczesną.

Od lat współpracuje z publicznymi instytucjami kultury, organizacjami pozarządowymi i biznesem. Jest współtwórcą techno-kulturowego projektu Kultura 2.0, współtworzył też pierwszy polski Medialab – inicjatywę samokształceniową z pogranicza aktywizmu społecznego, sztuki i technologii. Kierował licznymi projektami badawczymi, takimi jak „Młodzi i media” , „Tajni kulturalni” czy „Obiegi kultury”. Autor książek: „Wirtualny plac zabaw. Gry sieciowe i przemiany kultury współczesnej” (2006), „Media, wersja beta” (2014) oraz wspólnie z Alkiem Tarkowskim „Dwa zero. Alfabet nowej kultury i inne teksty” (2015). Zastępca redaktora naczelnego kwartalnika „Kultura Popularna”.

Na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia z zakresu nowych mediów, popkultury i kultury audiowizualnej.

Słowo lincz („lynch”) w wielu językach i kulturach przypomina w swoim brzmieniu angielski pierwowzór. Pojęcie to jest często silnie kojarzone ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, z której zresztą się wywodzi i stało się określeniem używanym do opisania szczególnych aktów przemocy. O zjawisku linczu w Stanach Zjednoczonych opowiada filolog anglista dr hab. Jerzy Sobieraj, profesor Uniwersytetu SWPS.

Złego złe początki

Lincz to rodzaj samosądu, pozaprawny sposób karania przestępców i wszelkiego rodzaju złoczyńców, rzeczywistych czy domniemanych, praktyka znana pod różnymi nazwami już w końcu wieku XVIII. Karę – najczęściej wymierzaną przez powieszenie – wykonywał zgromadzony tłum. Słowo „lynch” pojawia się w piśmiennictwie w roku 18181. Jedno z pierwszych zdarzeń określonych tym terminem miało miejsce na terytorium przyszłego stanu Iowa w roku 1834, kiedy to zgromadzeni obywatele wyznaczyli swoją „ławę przysięgłych”, aby przeprowadzić szybki proces mężczyzny oskarżonego o morderstwo. Delikwenta uznano winnym i wykonano „wyrok śmierci” przez powieszenie. Przypadki linczu przybrały na intensywności po Wojnie Secesyjnej.

O dość dokładnym monitorowaniu zjawiska linczu można mówić dopiero od przedostatniej dekady XIX wieku. Znana dzisiaj statystyka przypadków linczu obejmuje prawie pięć tysięcy ofiar. Większość z nich miała miejsce w stanach amerykańskiego Południa i ofiarami byli przede wszystkim Afroamerykanie. Lincz jako zjawisko zniknął przed rokiem 1970. Szczególna brutalizacja tego pozaprawnego sposobu okrutnego karania nastąpiła w okresie od końca wieku XIX do lat trzydziestych następnego stulecia.

Porządek okrutnego spektaklu

Najczęściej występujący scenariusz linczowania, przybierający formę rytuału, można przedstawić w sposób następujący:

  • Tłum uprowadza ofiarę z celi więziennej lub wprost z sali rozpraw.
  • Ofiara jest transportowana do wybranego wcześniej miejsca egzekucji.
  • Więzień jest często wcześniej torturowany.
  • Po powieszeniu ofiary jego/jej ciało zostaje podpalone. Bywa, że ciało ofiary jest podpalane kiedy ofiara jeszcze żyje.
  • Uczestnicy okrutnego widowiska starają się zdobyć trofea, najczęściej uszy, palce, nos, fragmenty liny, na której wieszano ofiarę.
  • Czasem zgromadzony tłum dogląda płonących zwłok, pilnując by ciało całkowicie spłonęło.
  • Lokalny fotograf robi zdjęcia linczu, by sprzedawać je następnie jako pocztówki.
  • Uczestnicy okrutnego spektaklu to także kobiety i dzieci, które niejednokrotnie bawią się i spożywają posiłek w trakcie linczu. Zdarza się, że miejscowi drobni przedsiębiorcy czy sklepikarze zwalniają pracowników, by ci mogli uczestniczyć w horrorze. Niekiedy, w dzień linczu, lokalna kolej dowozi gapiów stosując specjalne ulgowe taryfy. Lokalna prasa nie tylko opisuje lincz, czasem anonsuje go wcześniej2.

Żaden system nie działa jak ludzki mózg

Niewątpliwie dziwić może fakt, że rząd Stanów Zjednoczonych przez tak wiele lat zrobił tak niewiele, by zapobiec skutecznie przypadkom tych okrutnych aktów zbrodni. Nie udało się nigdy uchwalić żadnego prawa federalnego zakazującego tego okropnego procederu, nie mówiąc już o karaniu winnych. Znacznie więcej dokonali obywatele i organizacje społeczne. Największą zorganizowaną kampanię przeciw zbrodni linczu prowadziło, działające do dnia dzisiejszego, stowarzyszenie National Association for the Advancement of Colored People (NAACP). Członkowie stowarzyszenia protestowali przeciw linczom i monitorowali przypadki przemocy, szczególnie przemocy na tle rasowym, w wydawanym przez organizację magazynie „The Crisis”, słali listy i petycje do władz stanowych, docierali do lokalnej prasy, organizowali marsze przeciw przemocy, jak np. słynną nowojorską Silent Parade w roku 1917, a nawet wysyłali swoich przedstawicieli do miejsca linczu, by uzyskać więcej szczegółów na temat zbrodni. NAACP wspierało prace nad ustawą piętnującą lincz, tzw. Dyer Bill, która ostatecznie upadła przed uchwaleniem.

13 czerwca 2005 roku Senat Stanów Zjednoczonych przyznał się publicznie do porażki w uchwaleniu jakiegokolwiek prawa federalnego, które mogło przynieść kres tym okrutnym praktykom. Za każdym razem, kiedy prawo piętnujące lincz przechodziło pomyślnie przez Izbę Reprezentantów, było blokowane w Senacie. W treści tej rezolucji potępiającej lincz Senat Stanów Zjednoczonych wyraża ubolewanie i żal skierowane do ofiar linczu i ich rodzin, ofiar, które zostały pozbawione nie tylko życia, lecz także godności oraz konstytucyjnej ochrony przynależnej obywatelom Zjednoczonych Stanów. W uchwalonej rezolucji podkreślono także, iż należy wyciągnąć wnioski z historii, by praktyki te nigdy już się nie powtórzyły.

Zagadnienia związanie z linczem stanowią dzisiaj ważny obszar analizy i badań, także akademickich, w wymiarze społecznym, historycznym, prawnym, politycznym, kulturowym, literackim, a nawet psychologicznym.

 

someone

O autorze

Jerzy Sobieraj – specjalizuje się w historii literatury amerykańskiej, poświęcając szczególną uwagę dziejom i literaturze amerykańskiego Południa. Na jego dorobek składa się ok. 40 publikacji, książek, artykułów i recenzji publikowanych także za granicą. Jest autorem takich prac jak Samotność w literaturze amerykańskiego Południa, 1940-1950 (Katowice 1992), Conflict and Reconciliation: Reconstructing the South in the American Novel (Warszawa 2001), Ku Klux Klan (Warszawa 2004). Pod jego redakcją (wraz z Dariuszem Pestką) ukazał się tom Enjoying the Spectacle: Word, Image, Gesture (Toruń 2006). Jest stypendystą kilku amerykańskich fundacji naukowych: IREX w Princeton, ACLS w Nowym Jorku, Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku - dwukrotnie. Jest promotorem wielu prac magisterskich, opiekunem naukowym doktoranta, recenzentem rozpraw doktorskich. W roku 2005 prowadził cykl seminariów z zakresu literatury amerykańskiego Południa na uniwersytecie Jaume I w Hiszpanii. W latach 2001-2006 był kierownikiem Katedry Literatury Angielskiej i Amerykańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Studiów Amerykanistycznych, pełniąc w latach1999-2002 funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej.Obecnie pracuje nad monografią Collisions of Conflict: Studies in American Culture, 1820-1920 oraz nad projektem monografii "The House Divided": The Civil War Era.

Przypis

James Elbert Cutler: Lynch-Law: An Investigation into the History of Lynching in the United States.London and Bombay: Longmans, Green, and Co., 1905.
2 Jerzy Sobieraj: ”Spectacles of Horror: Afro-American Poets Speak up”. Enjoying the Spectacle: Word, Image, Gesture. red. Jerzy Sobieraj I Dariusz Pestka, Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2006.

Ostatni zwrot w stronę prostego życia, propagowany przez orędowników the tiny house movement, jest prawdopodobnie w dużym stopniu wynikiem amerykańskiego kryzysu gospodarczego z 2008 roku. Jednak już sto pięćdziesiąt lat wcześniej Henry David Thoreau przeprowadził się do własnoręcznie zbudowanej chaty nieopodal Concord w stanie Massachusetts i napisał: „Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie”. „Walden” to tytuł zbioru jego esejów, nazwa stawu, nieopodal którego stanął dom Thoreau i gra komputerowa stworzona w 2017 roku przez Game Innovation Lab. O metaforze małego domku, pod którą kryje się ograniczenie wokół siebie przedmiotów i grze komputerowej, która powstała na podstawie idei „życia świadomego”, opowie amerykanistka i tłumaczka dr Anna Warso z Uniwersytetu SWPS.

Większość potrzeb została nam wmówiona

Właściciele małych domków podkreślają niskie koszty życia w niewielkim, przyjaznym naturze budynku, ale przede wszystkim idącą za tym wyborem wolność: od hipoteki i nadmiaru przedmiotów. Tiny houses bywają w dodatku na tyle małe, że dają się przewozić na platformach z miejsca na miejsce. Jednak kiedy Thoreau pisze, że „łatwiej się nam to wszystko nabywa, anieżeli można się tego pozbyć”, ma na myśli nie tylko faktycznie otaczające nas rzeczy, ale przede wszystkim przyzwyczajenie do nich i pragnienie posiadania.

Mówiąc lapidarnie, Thoreau uważa, że daliśmy się nabrać: większość potrzeb została nam wmówiona. Próbując je zaspokoić prowadzimy „życie, które nim nie jest”, „życie w cichej rozpaczy”, a co gorsza, wtłaczamy w ten schemat kolejne pokolenia. W pierwszym rozdziale „Waldena” pisze o absurdalnej sytuacji, w której nawet ubogich studentów naucza się ekonomii politycznej zamiast „ekonomiki życia jednoznaczej z filozofią”, w wyniku czego student czyta Adama Smitha, a jego ojciec pogrąża się w długach, żeby za to zapłacić. Stają się w ten sposób, w efekcie własnej decyzji, ofiarami tyranii ekonomicznej. „Nie urodziłem się po to, aby ktoś mnie zniewalał”, oświadcza Thoreau w słynnym eseju o nieposłuszeństwie obywatelskim.

Dla jasności: autor „Waldena” wcale nie był takim pustelnikiem i ascetą, za jakiego może uchodzić wśród miłośników inspiracyjnych cytatów. Przeprowadzka do lasu była rodzajem trwającego dwa lata eksperymentu, w tym czasie filozof odwiedzał zarówno mieszkających niedaleko przyjaciół, jak i bar w pobliskim miasteczku. Liczbę otaczających go przedmiotów ograniczył jednak do kilku podstawowych sprzętów i narzędzi („ludziom zajętym nauką potrzebna jest lampa, materiały piśmienne i dostęp do kilku książek”), a większość czasu mijała mu na kontemplowaniu natury, czytaniu i robieniu zapisków do „Waldena”. Uprawiał też ogród, z którego pochodziła część jego pożywienia, a czasem najmował się do różnych zajęć, żeby zarobić pieniądze na kupno tego, czego sam nie potrafił wyhodować lub zbudować.

Mówiąc lapidarnie, Thoreau uważa, że daliśmy się nabrać: większość potrzeb została nam wmówiona. Próbując je zaspokoić prowadzimy „życie, które nim nie jest”, „życie w cichej rozpaczy”, a co gorsza, wtłaczamy w ten schemat kolejne pokolenia.

Gra komputerowa „Walden”

Do tego, z grubsza, sprowadza się granie w „Walden, a game”, reklamowanej hasłem play deliberately, w której podążając śladami Thoreau zamieszkujemy na rok w wirtualnym lesie, aby jak on „żyć świadomie”. Każdy dzień to 15-minutowy odcinek, a zadaniem gracza jest eksplorowanie lasu wokół chaty, odkrywanie nowych ścieżek, badanie roślin i zwierząt, przetrwanie zimy w Nowej Anglii oraz różnego rodzaju próby uwagi.

Thoreau twierdzi – i taka deklaracja może się dzisiaj wydawać zupełnie nieprawdopodobna – że pracując około sześciu tygodni w roku był w stanie sprostać wszystkim swoim koniecznym wydatkom: „Całe zimy, jak również większość miesięcy letnich miałem wolne na lekturę”. Chodzi tu jednak nie tyle o sposób na życie dla kogoś, kto naprawdę bardzo lubi czytać, ile o świadomą decyzję związaną z tym, co jest w danym momencie ważne, jakim kosztem jest się to gotowym osiągnąć i co w imię tego poświęcić – „ekonomika życia, która jest jednoznaczna z filozofią” jest więc nauką ważenia potrzeb. Wymaga odwagi, ale to dzięki odwadze można „dokonać innego wyboru niż zdobywanie nadmiaru.”

Jakkolwiek idealistyczna taka perspektywa może się wydawać, ostatnia fala popularności książek o leczniczej mocy sprzątania i fetyszyzacji przedmiotów użytkowych pokazują, że na przekór relatywnemu dostatkowi, na jakimś poziomie nadal nie umiemy sobie poradzić z potrzebami, przedmiotami i desperacko szukamy podpowiedzi, jak prowadzić dobre życie. Pewnym paradoksem jest, że rozwiązania próbuje nam dostarczać to samo źródło, które przyczynia się do powstawania problemu – kiedy Thoreau powtarza „prostota, prostota i jeszcze raz prostota” nie chodzi mu o zakup duńskiego kubka czy minimalistycznej kanapy. W eseju „Sztuka chodzenia”, który po angielsku zatytułowany jest po prostu „Walking”, zwykła przechadzka wśród drzew staje się praktyką filozoficzną, formą namysłu umożliwiającego autorefleksję, a zatem również próbę odpowiedzi na pytanie, co to znaczy być szczęśliwym. Warunkiem koniecznym dla tego namysłu jest wolność – Thoreau zamieszkał w lesie 4 lipca 1845 roku, w dniu, w którym Amerykanie obchodzą Dzień Niepodległości, i ta data ma oczywiście znaczenie symboliczne.

Chociaż Thoreau pozostaje jednym z ważniejszych amerykańskich myślicieli, nie brakuje krytyków zarzucających mu przesadny optymizm, pewną niedojrzałość, a nawet hipokryzję. Chatę wybudował w końcu nie w dzikiej głuszy, ale na ziemi należącej do przyjaciela, Ralpha Waldo Emersona, i nawet jeśli sam był potomkiem skromnych imigrantów, jako biały mężczyzna i absolwent Harvardu dysponował niejako na wejściu wolnością niedostępną całej rzeszy innych Amerykanów. Dzisiejsi właściciele małych domków to również osoby obdarzone zwykle kapitałem kulturowym niedostępnym dla wszystkich, a pozwalającym świadomie podejmować pewne decyzje i planować działania. W tym kontekście trudno pominąć na przykład klasowy kontekst amerykańskich trailer parks, których mieszkańcy często żyją w „małych domkach” na kółkach zupełnie nie z wyboru.

„Walden” jest jednak bardziej drogowskazem niż podręcznikiem, podobnie jak oparta na tej książce gra nie stanowi ekwiwalentu, a jakiegoś rodzaju medytację nad prostym życiem albo wręcz marzeniem o prostym życiu. Thoreau uważa zresztą, że starzy niewiele potrafią młodych nauczyć i podkreśla znaczenie samodzielnie zdobywanych doświadczeń: „W dzisiejszych czasach istnieją profesorowie filozofii, a nie filozofowie (...) wykłady godne są podziwu, jeśli kiedyś godne podziwu było życie. Być filozofem to nie tyle oddawać się wyrafinowanym rozmyślaniom ani nawet stworzyć nowy system, ile tak kochać mądrość, aby zgodnie z jej nakazaniami prowadzić życie proste, niezależne, wielkoduszne i ufne.”

„Walden, a game” kosztuje na serwisie itch.com około 18 dolarów, ale „Walden, czyli życie w lesie” stoi na półce w co drugiej bibliotece miejskiej.

 

258 anna warso

O autorce

dr Anna Warso – amerykanistka i tłumaczka, wykłada w Katedrze Anglistyki Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się literaturą amerykańską, kulturą popularną i science fiction. Pisze przede wszystkim o dwudziestowiecznej prozie i poezji (John Berryman, Elizabeth Bishop, John Ashbery, Chuck Palahniuk, Cormac McCarthy, Toni Morrison). W 2018 roku ukażą się dwa współredagowane przez nią zbiory esejów: „Culture(s) and Authenticity: The Politics of Translation and the Poetics of Imitation” oraz „Interpreting Authenticity: Translation and Its Others”. W tym roku prowadzi zajęcia o potworach, poezji i przekładzie.

Prezentowanie gotowych potraw, a zarazem jedzenia jako momentu celebracji życia w mediach audiowizualnych i ikonicznych, mają długą historię. Sięga ona początków światowej kinematografii, czyli końca XIX wieku, kiedy to powstały pierwsze filmy Augusta Marie Louisa i Louisa Jean Lumière. „Obiad dziecka”1, film nakręcony wiosną 1895 roku w rodzinnym ogrodzie reżyserów, prezentuje Augusta, który pilnuje, żeby jego córeczka Andrée wszystko zjadła. Razem z żoną cieszą się wspólnymi chwilami przy rodzinnym stole. O jedzeniu w kinie i kulturze jedzenia opowiada socjolożka i kulturoznawczyni Patrycja Paczyńska-Jasińska.

Jedzenie – temat uniwersalny  

Mijają lata, a funkcja jedzenia jako elementu dobrobytu i szczęścia zakorzenia się we wszystkich powstających gatunkach filmowych. W 1919 roku melodramat „Złamana Lilia”2 w reżyserii Davida Griffitha w doskonały sposób pokazuje utopijność marzeń, jakimi są dobrobyt i szczęście. Bohaterem filmu jest Huan Cheng, młody chińczyk przybywający do Londynu w celu propagowania filozofii buddyjskiej. Powstrzymuje się przed nadmiernym spożywaniem posiłków, celebrując każdy kęs pożywienia. Pewnego dnia poznaje dziewczynę o imieniu Lucy, która pochodzi z patologicznego domu, gdzie ojciec bokser znęca się nad nią. Ze względu na status społeczny, dziewczyna często nie ma możliwości zjeść ciepłego posiłku, o którym marzy każdego dnia.

Przez kolejne dekady kina gatunki oraz nurty filmowe, sprowadzały funkcję jedzenia do określonych zasad: świętowania (wesela), wspominania bliskich (stypy), nieumiarkowania w jedzeniu i piciu (obżarstwa) czy diety.

Twórcy włoskiej kinematografii jak Federico Fellini w swoich obrazach „Słodkie życie” (1960), „Osiem i pół” (1963), Luchino Visconti w filmach „Lampart” (1963), „Zmierzch bogów” (1969) czy Marco Ferreri w „Wielkim żarciu” (1973) najdobitniej ukazywali spożywanie posiłków jako swoistą ucztę dla ciała i umysłu. Wspomniane obrazy oczarowują kompozycją, kolorem, grą świateł i przede wszystkim spojrzeniem na aspekt jedzenia. Dostrzegamy zarazem nienawiść i pożądanie, jasność i mrok, miłość i samotność. Z kolei Pier Paolo Pasolini w kontrowersyjnym obrazie „Salò, czyli 120 dni Sodomy” (1975)3 przedstawia „krąg karmienia jako nasycanie współczesnego człowieka produktami nie nadającymi się do konsumpcji, ale zachwalanymi jako „najlepsze dla jego zdrowia i samopoczucia” (Pasolini mówi tu wprost o jedzeniu, jakie przyswajane jest przez mieszkańca współczesnej, wielkomiejskiej aglomeracji, zwłaszcza dzieci, zmuszone do jedzenia sztucznego „gówna”)4.

Smakowanie uważności, czyli ewolucja kultury jedzenia

Jak zmieniały się postawy wobec jedzenia w ostatnich dziesięcioleciach? W przeciągu ostatniej dekady tempo życia zawrotnie przyśpieszyło. Nie jest to wyłącznie wpływ nowych technologii na funkcjonowanie człowieka, a zmiany w naszym rozumowaniu otaczającego świata. Andrzej Maryniarczyk5 zwraca uwagę, że wraz z rozwojem wiedzy o ludzkim życiu utraciliśmy filozoficzny i personalistyczny obraz człowieka. W związku z tym, jako jednostka, jesteśmy narażeni na choroby (w tym psychologiczne), różnego rodzaju uzależnienia oraz utratę sensu życia. W gąszczu rozmaitych form wiedzywspółczesny człowiek zatraca swoją tożsamość. Zachłanność i obsesyjny pośpiech owładnęły wszystkie dziedziny naszego życia. Na celebrowanie prostych przyjemności, delektowanie się potrawami i prowadzenie rodzinnych rozmów przy wspólnym stole coraz częściej nie starcza czasu. Doprowadzić to może do mechanicznego jedzenia, bez odczuwania smaku i zapachu potraw. Sięgamy po jedzenie automatycznie, nie zastanawiając się, czy jesteśmy głodni.

Jak sugeruje Maguelonne Toussaint-Samat „wraz z zorganizowaną cywilizacją zrodziło się pojęcie kuchni. To znaczy racjonalnego przygotowania artykułów spożywczych zgodnie z tradycją właściwą danej grupie społecznej czy etnicznej. Ta tradycja wynikała zarówno z lokalnych warunków, związanych z klimatem, glebą i fauną, jak i religijnych tabu, będących wyrazem troski o zdrowie lub zachowanie ustroju społeczeństwa. Ktoś powiedział, że z cywilizacją mamy do czynienia wtedy, gdy to, co do tej pory było niepotrzebne, okazuje się konieczne. Pożywienie stało się istotnym elementem i czynnikiem życia społecznego”6. Można zatem zadać sobie pytanie, czy jedzenie w dzisiejszych czasach, jak wspomniano powyżej, to wyłącznie mechaniczna czynność czy też filozofia życia? Z jednej strony obecny jest ów pęd życia, a z drugiej szeroko pojęta kultura spożywania posiłków. W dzisiejszych czasach rodzi się wiele zjawisk trendów czy definicji związanych z jedzeniem. Może mieć to związek z przemianami społeczno-kulturowymi i wyodrębnieniem nowej klasy średniej, która dzięki konsumowaniu buduje swoje współbrzmienie7.

Nowe pojęcia z angielskiego, na przykład Mindful Eating (uważne jedzenie) tylko potęguje nasze odczucia głodu i celebracji życia. Promowane jako styl życia ma pozwolić ludziom zmienić podejście do odżywiania, a co za tym idzie, egzystencji. Pojęcie to wywodzi się z buddyzmu i zostało zaadaptowane przez psychologów prowadzących badania nad stresem i depresją. Jedząc uważnie, nauczymy się też prawidłowo rozróżniać głód i sytość. Dzięki skupianiu się na jedzeniu kubki smakowe na nowo wyczuwają naturalne smaki”8. Ostatecznie wielokierunkowemu rozwojowi sfery kulinarnej we współczesnej kulturze towarzyszy powstawanie coraz to nowszych programów kulinarnych, szkół kucharskich oraz blogów zajmujących się tematyką estetyki i smaku. Również reżyserzy filmowi robią zwrot w kierunku sztuki przyrządzania potraw jako swoistej celebracji życia.  Stanowią bowiem one istotną perspektywę dla współczesnej refleksji nad kwestią sfery żywienia.

Kto kocha jeść – kocha życie

W tym miejscu należy się zastanowić nad relacjami zachodzącymi między jedzeniem, a celebracją życia. Zharmonizowanie pożywienia z instynktami, emocjami i uczuciami na określonych przykładach filmowych, pozwolą lepiej zrozumieć, jakie intencje kierowały autorami dzieł. Filmy takie jak „Smak curry”9 oraz „Kwiat wiśni i czerwona fasola”10, pokazują, że spożywanie posiłków służy w istocie nie tyle jedzeniu, co raczej demonstrowaniu afektów i instynktów. Przefiltrowane reakcje emocjonalne oraz ucieczki od wspomnień, podkreślają mediacyjną i sprawczą rolę jedzenia, zarówno w stosunku do innych ludzi, jak i samego podmiotu.

Smak życia

Filmy, podobnie jak wcześniej wynaleziona fotografia, zostały dostrzeżone jako użyteczne narzędzia do wywoływania często skrajnych emocji. Aleksandra Drzał-Sierocka spostrzega, że jedzenie i czynności z nim związane również niosą głęboki sens. Mogą stać się swoistym katharsis, funkcjonując na prawach symbolu i metafory. Spożywanie posiłków prowadzi do konstruowania tożsamości bohaterów. Filmowe jedzenie niekoniecznie jest życiodajne; może przygnębiać, fascynować, zmuszać do refleksji a także prowadzić do chęci zmian swojego życia. Na ekranie często bohaterowie poprzez zamiłowanie do gotowania i spożywania posiłków wyrażają siebie. Celebrują chwile konsumpcji i czasu spędzonego z najbliższymi11.

Jako materiał do analizy wybrałam dwa filmy, w których elementy kulinarne występują z różnym „natężeniem”. W doskonały sposób ukazują one styl życia bohaterów, wyznania, filozofię, pozycję społeczną, a przede wszystkim ich historię. Prezentowane filmy są wręcz przesycone jedzeniem oraz mechanizmami, dzięki którym funkcja spożywania posiłków staje się czynnikiem kreującym tożsamość bohaterów. Jak podkreśla Toussaint-Samat, „między pokarmem do zdobycia a odruchowo otwartymi ustami wkroczyły złożone manipulacje koordynowane przez myśl. Stworzenie, teraz już zdolne regulować swoje gesty zależnie od apetytu, uświadomiło sobie przyczynowo-skutkowy ciąg doznań: pobudzające poczucie głodu, podniecenie związane ze zdobyciem pożywienia, zaspokojenie potrzeby. Jedzenie, będące dotąd przyjemnością trzewi, stało się postępowaniem rozumnym”12. „Smak curry” oraz „Kwiat wiśni i czerwona fasola” ukazują, jak jedzenie może być sprowadzone do pozycji świętości oraz kultu pożywienia. Na uwagę widza zwraca fakt, w jaki sposób bohaterowie spożywają posiłki i jakie miejsce w ich życiu sprawuje celebracja smaku.

Dabbawala, czyli pudełko pyszności

Punktem wyjścia filmu „Smak curry” jest pojęcie Dabbawala, które w języku Marathi oznacza osobę, która niesie pudełko. Pomysł na biznes narodził się za rządów brytyjskich. System dostarczania posiłków, stworzonych w hinduskich domach, okazał się sukcesem na tyle, że do dnia dzisiejszego Dabbawalas dostarczają ponad 200 tys. domowych posiłków dziennie. Liczba środków transportu, wielkość dostaw i walka z czasem. A wszystko to po to, by obiad trafił na dany stół13. Trafnie dostrzegli to krytycy filmowy Magazynu Kulturalno-Kulinarnego: „Na naszych oczach maluje się piękny symboliczny obraz jedzenia jako wehikułu uczuć, oznaki troski i społecznej pozycji, bo im ktoś szczęśliwszy i bardziej „zaopiekowany”, tym piękniej, także dla współbiesiadników, pachnie jego obiad”14.

Smak curry
Smak curry, reż. Ritesh Batra, kadr z filmu, źródło: https://www.alekinoplus.pl/program/film/smak-curry_44046

Od przypadkowej pomyłki niosącego pudełko, los łączy samotnego wdowca Saajana Fernandesa i młodą mężatkę Ilae. Jedzenie nadaje znaczenia ich epistolograficznej znajomości. Hinduski reżyser Ritesh Batra pokazuje swój obraz przez pryzmat spożywania posiłków, bogatych w aromaty, smaki i kolory. Ila poprzez przyrządzanie coraz bardziej wyszukanych potraw, próbuje ratować oziębłe stosunki ze swoim mężem. Przypadkowy obiad trafia w ręce smutnego, odchodzącego na emeryturę Fernandesa. Wskutek kulinarnej pomyłki kuriera, losy dwojga niespodziewanie się splatają. Sposób, w jaki Saajan wącha i smakuje obiady dostarcza nam wiedzy o nim, ale i odzwierciedla jego emocje. A wszystko to za sprawą tajemniczych przypraw. „Nic nie przemawia bardziej do naszej podświadomości niż zapachy. Zapach symbolizuje również pamięć”15. Pierwszym punktem zwrotnym filmu jest otrzymanie karteczki z podziękowaniem od Saajana. Choć film jest silnie osadzony w specyficznej kulturze indyjskiej, to jego przesłanie pozostaje uniwersalne. Podczas tworzenia kolejnego obiadu dla męża IIla odpowiada: „Zrobiłam ten obiad dla męża, Jak menażka wróciła pusta to myślałam, że coś mi powie. Parę godzin myślałam, że do serca naprawdę można trafić przez żołądek. W podzięce przesyłam panir. Ulubione danie mojego męża. Illa”. Ta scena doskonale pokazuje, że smak jest jedynym zmysłem, który by móc funkcjonować, potrzebuje czterech pozostałych. Zapach pokarmu, smakowanie ustami, podziwianie kompozycji, aż wreszcie odczucia smakowe – to wszystko przekazywane jest do mózgu. Można śmiało stwierdzić, że delektowanie się potrawami to nie tylko fizyczne mechanizmy, ale i akt intelektualny, połączony ze złożonym procesem poznawczym.

Z każdym kolejnym posiłkiem relacje Saajana i Illi pogłębiają się. Pojawia się wymiana myśli, spostrzeżeń oraz nić porozumienia. Smakowe doznania splatają się w końcu z dramatem życia codziennego, który uosabia samotność. Aby temu zapobiec, bohaterowie postanawiają się spotkać. Do kumulacji uczuć jednak nie dochodzi, a rozżalony Saajan, po otrzymaniu pustych pojemników, postanawia wysłać kolejną wiadomość: „Droga IIla dostałem dzisiaj pustą menażkę. Zasłużyłem sobie. Wczoraj długo czekałaś na mnie w restauracji. Tamtego ranka zapomniałem czegoś w łazience i cofnąłem się. Pachniało tam dokładnie tak, jak po kąpieli mojego dziadka. Tak jakby tam był. Jego nie było, byłem ja. Tylko ja i zapach starego mężczyzny. Nie wiem, kiedy się zestarzałem. Może tamtego ranka, może kilka ranków wcześniej? Życie toczyło się dalej i usypiało mnie swoim rytmem. Przyszedłem do restauracji, w której czekałaś. Siedziałaś tam, bawiąc się torebką. Piłaś tyle wody. Chciałem podejść i powiedzieć ci to osobiście, ale tylko patrzyłem jak czekasz. Jesteś piękna i młoda. Możesz marzyć i przez chwilę mogłem marzyć z tobą…”. Jednocześnie tym, co w szczególny sposób charakteryzuje tę scenę jest idea marności. Nasz bohater odchodzi przegrany. Dziękuje za wszystko kobiecie, która w smakowity sposób odmieniła jego życie. Ostatnia scena, w której dowiadujemy się o śmierci ojca IIli, dobitnie pokazuje ulatujące uczucie. Jej matka opowiada, że na początku małżeństwa strasznie kochała męża. Potem czuła wyłącznie głód emocji, nowych wyzwań i obrzydzenie do wybranka. W „Smaku curry” przestrzeń jedzenia i czynności z nim związane często niosą głębokie, pozagastronomiczne przesłania. Na początku następuje celebracja życia, aby w końcowej scenie sprowadzić jedzenie do najgorszych odczuć, jak obrzydzenie czy wstręt.

Wszystko wina fasoli

Z kolei u Naomi Kawase, droga do zakamarków umysłu, prowadzi przez żołądek. „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, to przede wszystkim zachęta do celebracji codziennych, prostych przyjemności, do zwolnienia tempa i bacznego przyjrzenia się drugiemu człowiekowi oraz światu wokół nas. To zdecydowanie nie jest film, który można obejrzeć w biegu, będąc myślami gdzie indziej. Można go również okrasić prostym sformułowaniem: obraz o japońskim jedzeniu. Nic bardziej mylnego, bo w Japonii pokarm to kultura, sztuka i obyczaj.

W scenie otwierającej film jedzenie pojawia się w formie spożywanej przez człowieka. Bohaterem jest Sentaro, mężczyzna w średnim wieku, który prowadzi lokal gastronomiczny. Serwuje dorayaki – naleśniki o słodkim nadzieniu zwanym pastą „an”, która jest słodką masą z tytułowej czerwonej fasoli azuki. Biznes i zadowolenie klientów nie idą w parze, przez co nasz bohater popada w coraz poważniejsze problemy finansowe. W tym momencie pojawia się ona – staruszka o imieniu Tokue. Staje się symboliczną formą zapanowania nad poczuciem słabości i przytłaczającej pustki. Tokue pokazuje Sentaro, jak stworzyć odpowiednie an. Jest to swoista celebracja przygotowywanych posiłków. Selekcja najlepszych fasoli i pieszczotliwy dotyk warzywa sprawiają, że wzmaga się uczucie bohaterki jako znaczący obiekt obarczony emocjonalną nadwyżką. Wyzwala pamięć o uczuciach i chwilach utraconych. Wreszcie przywołuje tragiczne wspomnienia, które kończy monolog: „prawdopodobnie jestem chora na trąd”. Niespostrzeżenie Tokue, po stworzeniu pasty do dorayaki znika. Pozostawi list: „Szefie jak się masz? Martwię się, że podupadniesz na duchu. Kiedy gotuję an, zawsze słucham historii, które opowiadają ziarna fasoli. To kwestia wyobrażenia sobie deszczowych i słonecznych dni, które widziały ziarna. Wiatru wiejącego wśród strąków. Posłuchaj historii ich podróży. Wierzę, że wszystko na tym świecie ma swoją historię do opowiedzenia. Jestem pewna szefie, że kiedyś stworzysz swoje dorayaki, które spełnią twoją wizję. Musisz wierzyć w obraną drogę”.

Kwiat wiśni
„Kwiat wiśni i czerwona fasola”, reż. Naomi Kawase, kadr z filmu, źródło: http://hiro.pl/kwiat-wisni-czerwona-fasola/

Aleksandra Nowak w swojej recenzji filmowej zwraca uwagę na to, że, w filozofii życiowej wyznawanej przez Tokue, widać wyraźny wpływ tradycji shintoistycznej. Rodzima religia Japończyków zakłada szczególną bliskość z naturą, akceptację cykliczności pór roku i ludzkiego życia. Tokue, która jak później się okazuje, miała wiele powodów, by czuć się wykluczona ze społeczeństwa, wciąż pragnie być częścią większej całości. Radość odnajduje w obcowaniu z przyrodą i z ludźmi. Ale i smakowaniem życia poprzez swoją an”16. W filmie „Kwiat wiśni i czerwona fasola” jedzenie ulega uczłowieczeniu. Dorayaki symbolizuje skrajne natężenie cierpienia, połączonego z wykluczeniem społecznym, jakiego doświadczyła Tokue. Reżyserka splata metaforykę jedzenia i zdrowia w jeden wspólny wymiar egzystencjii spełnienia. Rozpina swoją historię wokół triady kulturowych pojęć: jedzenie/ smakowanie, celebracja, szczęście/spełnienie. W tym ujęciu pokazuje przemianę i ulotność chwili.

Jedzenie a relacje międzyludzkie

Bohaterowie omówionych filmów, usiłujący kompensować afektywne braki, jak również rozładowywać wewnętrzne napięcie przy użyciu jedzenia, uruchamiają w sobie szereg pozytywnych reakcji emocjonalnych. Często nie są w stanie nad nimi zapanować, w związku z czym pojawiają się łzy szczęścia i wspomnienia. Spożywanie pokarmów, będące składową ludzkiej intymności, sprawia, że widz na nowo może odkrywać funkcje, jakie daje przyrządzanie i smakowanie posiłków.

Zasiadanie do wspólnego stołu przez bohaterów ustanawia i charakteryzuje łączące ich relacje, a mikrokosmos kulinarnej sytuacji staje się zapowiedzią nadchodzących wydarzeń. Dlatego zazwyczaj sceny spożywania pokarmów są niezwykle naszpikowane emocjami. Zwracanie bowiem uwagi na codzienne czynności związane z jedzeniem (zapraszanie znajomych i rodziny na niedzielny obiad, wspólne wyjścia do restauracji, przygotowanie wyszukanych potraw czy wspólne gotowanie) może prowadzić do osiągnięcia szczęścia oraz celebracji chwili. Dzięki temu możemy osiągnąć równowagę nie tylko między naszym ciałem i umysłem ale również naszymi potrzebami i pragnieniami. Ostatecznie jedzenie staje się ceremonią, za pomocą której kształtujemy relacje z innymi ludźmi.

 

setoci2

Więcej tekstów autorki na blogu
setoci.com

258 sPatrycja Paczyńska Jasińska blog

O autorce

Patrycja Paczyńska-Jasińska – rocznik 1987. Absolwentka socjologii (specjalność: komunikacja społeczna) na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz kulturoznawstwa (specjalność: filmoznawstwo) na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest doktorantką na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, na kierunku socjologia. Obecnie pracuje na Uniwersytecie SWPS w Katowicach, gdzie jest koordynatorką ds. marketingu oraz pełni funkcję opiekuna naukowego Koła Naukowego Psychointerpretacje. Działa również społecznie na rzecz rozwoju dzieci i młodzieży w ramach projektów: Strefa Młodzieży i Strefa Psyche. Współpracuje również z "Warsztaty Realizatora Filmowego i TV" w Bielsku-Białej gdzie edukuje społeczność lokalną z zakresu historii i analizy filmu. Jest organizatorką Ogólnopolskiej Konferencji Filmowej pt. "Filmowe Psycho-Tropy" oraz inicjatorką projekt filmowego o tym samym tytule, który od lat z sukcesem prowadzi w katowickim KINIE KOSMOS - Centrum Sztuki Filmowej. Autorka bloga filmowego Se Točí. Współautorka książek Film w edukacji i profilaktyce. Na tropach psychologii w filmie. Część 1 oraz Film w terapii i rozwoju. Na tropach psychologii w filmie. Część 2.

Przypisy

1 „Obiad dziecka”, reż. Louis Lumière, Auguste Lumière, 1895.
2 „Złamana Lilia”, reż. David Llewelyn Wark Griffith, 1919.
3 „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, reż. Pier Paolo Pasolini, 1975.
4 P. Kletowski, Ostatni film Pasoliniego (dostęp: 26.06.2017).
5 A. Maryniarczyk, Filozoficzny „obraz” człowieka a psychologia (dostęp: 26.07.2017).
6 M. Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia, Warszawa 1989, s. 9.
7 A. Has-Tokarz, Książki kucharskie i (około)kulinarne dla dzieci i młodzieży w Polsce w latach 1945-1989 (dostęp: 28.06.2017).
8 Uważne jedzenie (Mindful Eating) – metoda odchudzająca czy styl życia? (dostęp: 28.05.2017).
9 „Smak curry”, reż. Ritesh Batra, 2013.
10 „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, reż. Naomi Kawase, 2015.
11 A. Drzał-Sierocka, Gotując siebie… Funkcje jedzenia w kreowaniu tożsamości bohaterów filmowych, w: Odsłony nowoczesności, red. A. Zeidler-Janiszewska, M.Skrzeczkowski, Gdańsk 2016, s. 575.
12 M. Toussaint-Samat, tamże, s. 7-8.
13 Dabbawala - perfekcyjny chaos (dostęp: 08.08.2017).
14 „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia (dostęp: 08.08.2017).
15 M. Toussaint-Samat, tamże, s. 42.
16 A. Nowak, Kwiat wiśni i czerwona fasola (dostęp: 02.03.2018).

Według słownika symboli autorstwa Juana Eduarda Cirlota kobieta odpowiada biernej zasadzie natury. „Występuje ona często w trzech zasadniczych formach: jako syrena, lamia bądź stwór monstrualny rzuca czar, odwraca uwagę i zbija z drogi rozwoju”1. Femme fatale z języka francuskiego to kobieta fatalna. Często utożsamiana jest z tą, która przynosi mężczyźnie porażkę i zgubę. Femme fatale nie jest zwyczajną reprezentantką swojej płci – to bogini, która życie mężczyzny potrafi zamienić w tragedię i to na jego własne życzenie. Jest opisywana przez poetów i powieściopisarzy, staje się tematem wielu filmów. O kobiecie fatalnej na srebrnym ekranie opowie socjolożka i kulturoznawczyni Patrycja Paczyńska-Jasińska.

Femme fatale w kulturze i świadomości zbiorowej

Archetypów femme fatale istnieje wiele, a kultura popularna z roku na rok dodaje kolejne definicje. Najprawdopodobniej najbardziej znanym w naszym kręgu cywilizacyjnym jest biblijna Ewa. Kusicielka, przez którą ludzie zostali wygnani z raju. Sprzeciwiła się Bogu, jego zakazowi, zrywając jabłko z drzewa życia, ściągnęła przez to karę na Adama i na siebie.

Bardzo ciekawym przykładem femme fatale w kulturze i świadomości zbiorowej jest również postać Lilith, będąca uzupełnieniem archetypu Ewy. W Księdze Rodzaju czytamy: „I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje, na wyobrażenie Boże stworzył go: mężczyznę i białogłowę stworzył je”2. W ten sposób Lilith stała się pierwszą towarzyszką Adama, zanim jeszcze pojawiła się jego prawowita małżonka, Ewa. Ze związku Adama i Lilith zrodził się Asmodeusz, a także inne demony, które nadal dręczą ludzkość. Para nie tworzyła udanego związku, nigdy też nie żyli ze sobą w zgodzie. Kiedy Adam przemocą próbował nakłonić ją do posłuszeństwa, ona rozwścieczona przywołała niewymawialne imię Jahwe i natychmiast otrzymała skrzydła. W ten sposób wzniosła się w powietrze i uciekła z raju.

Femme fatale odnajdujemy w dziełach literackich, plastycznych, a w szczególności filmowych. Wpisanie femme fatale w siatkę relacji kina noir pokazuje, że nie jest postacią, która łamie reguły świata i której destrukcja przywróci naruszony porządek. To skutek męskich fantazji i obsesji. Oprócz tego sama tworzy złudzenie. Złudzenie czegoś, co mężczyzna musi zdobyć natychmiast. W połączeniu z erotyzmem, dominacją i inteligencją wzbudza podziw i zazdrość wśród kobiet.

Tło kina noir i wizerunku femme fatale

Ze słownika wiedzy o filmie autorstwa Joanny Wonickiej dowiadujemy się, że na początku lat czterdziestych formuła kina gangsterskiego uległa zmianie, przekształcając się w specyficzny nurt określany mianem „filmu czarnego” lub z francuskiego – kinem noir. Takie określenie odnieść można zarówno do prezentowanych w tych obrazach opowieści, jak i do wizualnej stylistyki. „Film noir zaproponował również nowy typ postaci kobiecej, do której przypasowano określenie właśnie femme fatale. Kobiety pięknej, ale bardzo niebezpiecznej, często uwikłanej w zbrodnię, oddziałującej na mężczyzn świadomie używaną siłą erotyczną, prowadząc do ich zguby. Najsłynniejszą femme fatale w kinie noirowym była Elsa, którą grała Rita Hayworth w filmie swojego męża Olsona Wellesa pt. „Dama z Szanghaju”3. W filmie tym stworzyła wręcz wzorową postać kobiety pięknej, zagadkowej, która pod urodziwą maską skrywa zło i skłonność do zbrodni.

Dama z Szanghaju
Dama z Szanghaju, reż. Orson Welles, kadr z filmu, źródło: https://www.kinonh.pl/film.do?id=10900

Femme fatale w pierwszych filmach noir kreowana była na bohaterkę udręczoną, wyemancypowaną, zmuszoną do walki o własną godność i ekonomiczne bezpieczeństwo. Przyczyny tej tendencji są różnorodne i związane z czynnikami społeczno-kulturalnymi. Według dra hab. Rafała Syski i prof. dra hab. Tadeusza Lubelskiego „postaci femmes fatale stanowiły atrakcyjną metaforę mizoginicznych lęków, które nawiedzały wracających z frontów mężczyzn. Ci już w chwilach rozłąki fantazjowali na temat rozwiązłego zachowania żon, a po powrocie do domów z zaskoczeniem obserwowali naturalne dla czasów wojny usamodzielnienie się kobiet. Po drugie postać femmes fatale mogła silniej niż męski protagonista wyeksponować charakterystyczną dla kina noir postawę kontrkulturową i demitologizacyjną, właśnie kobiety bowiem naznaczano w tych filmach zimnym koniunkturalizmem, chciwością i pozbawiano skrupułów dążenia do celu – a więc zdegradowaną ideą amerykańskiego snu i protestanckiej etyki pracy. Wreszcie, po trzecie, wzrost popularności postaci femmes fatale wynikał z psychoanalitycznych inklinacji kina czarnego, eksponował skrajne stany emocjonalne, załamania nerwowe i zdolność do czynienia zła, która okazywała się immanentną cechą każdego człowieka, a nie tylko prymitywnych i zwyrodniałych mężczyzn. Przykłady takich zimnych i wyrafinowanych kobiet można byłoby mnożyć i chyba już nigdy kobiety w kinie nie będą równie pociągające erotycznie, a zarazem przebiegłe, niezależne i dominujące”4.

Analiza scen z filmów noir

Spojrzenie na postać femme fatale pozwala dostrzec w kinie noir krytykę tradycyjnych modeli i ról społecznych. Filmowe femme fatale to przede wszystkim Rita Hayworth, Ida Lupino i Barbara Stanwyck.

Poniżej przeanalizowano sceny z obrazów kina noir: „Bulwaru zachodzącego słońca” w reżyserii Billy’ego Wildera oraz „Sokoła maltańskiego” autorstwa Johna Hustona. Wykorzystano również kilka cytatów, aby bliżej przedstawić postać femme fatale.

Charakterystyczny dla kina noir jest brak szczęśliwych małżeństw. W „Sokole maltańskim” i „Bulwarze zachodzącego słońca” dobrzy mężczyźni nie są żonaci i zadowoleni z miłości. Keyes, Joe czy Sam Spade to postaci jednoznacznie dobre i ciepłe, opowiadają historie kobiet, z którymi wzięliby ślub, gdyby nie sprawdzili ich w przeszłości. W jednej z początkowych scen Sokoła maltańskiego Sam Spade odkrywa sekrety Brigid:

Sam: Nie jest pani tym, za kogo się podaje.
Brigid: Nie wiem, o co chodzi.
Sam: Ta maniera pensjonarki. Rumieni się pani.
Brigid: Miałam ciężkie życie, często byłam nieuczciwa.
Sam: To dobrze, bo gdyby była pani tak uczciwa, jak się wydaje, daleko byśmy nie zaszli.
Brigid: Nie będę już udawać niewinnej.

Siła podważania tradycyjnego modelu relacji pomiędzy płciami manifestuje się w obrazie powracającym w wielu filmach noir – obrazie starego i niedołężnego męża. W „Bulwarze...”, dowiadujemy się, że lokaj Normy – Max – w przeszłości był cenionym reżyserem oraz pierwszym mężem femme fatale.

Bulwar zachodzącego
Bulwar Zachodzącego Słońca, reż. Billy Wilder, kadr z filmu, źródło: https://www.alekinoplus.pl/program/film/bulwar-zachodzacego-slonca_17814

W warstwie wizualnej niezależność femme fatale jest często prezentowana jako narcyzm. Norma, wyblakła gwiazda kina niemego, na początku spotkania z Joe mówi: „Ja jestem wielka. To kino zrobiło się małe. Jest martwe. Jest skończone. Czułam się, jakbym miała we władaniu oczy całego świata”. Norma, jak niczego na świecie, pragnie powrócić na ekrany i chciałaby, żeby Joe, którego czyni swoim kochankiem, napisał scenariusz, umożliwiając powrót w wielkim stylu. W roli drapieżnej Salome, bo jak sama mówi:„Fani nie wybaczyli mi, że ich opuściłam”.

Femme fatale jest definiowana głównie przez swoją seksualność. Erotyzm jest jej bronią. Kobieta fatalna jest zawsze w centrum zainteresowania: pośrodku kadru, na pierwszym planie lub uwydatniona w tle przez głębię ostrości. Ma władzę nad ruchem kamery i kieruje ją, wraz ze wzrokiem mężczyzn i widza, na siebie. Femme fatale ściąga na siebie całą uwagę widza. Kobieta fatalna do samego końca gra i manipuluje mężczyznami. Przykładem niech będzie ostatnia rozmowa Sama Spade’a z Brigid O’Shaughnessy:

Sam: Jeżeli będziesz miała szczęście, to wyjdziesz za dwadzieścia lat. Będę na ciebie czekać. Może dostaniesz tylko dożywocie. Wiesz, gdzie mnie szukać, a jak cię powieszą, będę cię zawsze pamiętać. Nic z tego mała, tym razem się nie wywiniesz.
Bridget: Jak możesz mi to robić? Archer nie znaczył przecież dla ciebie tak wiele jak ja.
Sam: Nie mam powodów, aby ci ufać. Jak ci odpuszczę, to będziesz miała mnie w garści do końca życia. Nie mogę ryzykować.
Bridget: Naprawdę cię kochałam. Moje uczucia były szczere.
Sam: Nie dam ci się zwodzić chociażby dlatego, że jesteś zbyt pewna swego.

Brigid O’Shaughnessy to klasyczna femme fatale – kobieta, która wie, czego chce, wykorzystująca swoją seksualność i manipulującą seksualnością. Doprowadza wyłącznie do ruiny. Zniszczenie to zaczyna się od pokusy mężczyzny – Brigid, przychodząc już na początku do biura Spade’a, próbuje go uwieść i udaje się jej to. Sam Spade, pomimo dystansu do Brigid, dał się wciągnąć w jej intrygę i stał się podejrzanym o dwa morderstwa. Norma Desmond z kolei kiedyś wielka gwiazda kina niemego, obecnie femme fatale. Teraz, będąc samotną i bezradną, tworzy scenariusz dla siebie, aby w najbliższej przyszłości znów powrócić na ekrany. Sława, która przeminęła – to jest jej największy problem. Kobieta jest słaba psychicznie, potrzebuje akceptacji i uwielbienia, w przeciwnym razie skłonna jest odebrać sobie życie. Postępujące szaleństwo Normy zostało genialnie przedstawione na ekranie – szczególnie w ostatnich scenach widać prawdziwy obłęd w jej oczach.

Zmysłowa, tajemnicza, świadoma swej władzy nad mężczyznami. Wytrawna uwodzicielka, z bezwzględnością prowadząca mężczyzn do zguby. Filmy, które wybrałam, przedstawiają postaci femmes fatales i realizują klasyczny model w ujęciu Zbigniewa Pietra, opierający się na trzech elementach składowych: pokusie, katastrofie i zemście5.

Jak zauważa Piotr Jakubowski, analizując pod tym kątem kino noir: „bohaterki filmów, robiąc zawrotną karierę zawodową i uzyskując niezależność finansową od mężczyzn, przekraczają ową «niepisaną granicę» męskiego terytorium i dlatego w zakończeniu muszą być na powrót wtłoczone w ograniczające je ramy patriarchatu”6.

Figura femme fatale, do jakiej przyzwyczajono widza, to dość niezwykła kombinacja kobiety demonicznej i ofiary. Ciągle wzbudza emocje, fascynuje i pobudza wyobraźnię. To w końcu kobieta idealna: niewinna i waleczna jednocześnie. Kino noir wciąż jest kinem popularnym, choć oczywiście, nie tak, jak w latach swojej świetności. Nie zmienia to faktu, że klasyczne produkcje inspirują kolejne pokolenia twórców. Powstają remaki, np. „Przeciw wszystkim” (1984), „Człowiek z blizną” (1983), „Wielki sen (1978). Nie można również zapominać o określeniu „neo-noir”, definiującym produkcje w dużym stopniu bazujące na omawianym stylu, oferujące widzom niepowtarzalną atmosferę, klaustrofobiczne przestrzenie, intrygujące zagadki kryminalne i omawianą postać femme fatale w podrasowanej formie. Wśród najpopularniejszych produkcji warto wymienić: „Blade Runner” (1982), „Tajemnice Los Angeles” (1997), „Sin City” (2005), „Czarną Dalię” (2006) czy „Blade Runner 2049” (2017). Bez dwóch zdań kino noir oraz postać femme fatale na stałe wpisała się do kanonu światowej kinematografii i moim zdaniem przez kolejne dekady jej postać będzie oryginalnie eksploatowana.

 

setoci2

Więcej tekstów autorki na blogu
setoci.com

258 sPatrycja Paczyńska Jasińska blog

O autorce

Patrycja Paczyńska-Jasińska – rocznik 1987. Absolwentka socjologii (specjalność: komunikacja społeczna) na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz kulturoznawstwa (specjalność: filmoznawstwo) na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest doktorantką na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, na kierunku socjologia. Obecnie pracuje na Uniwersytecie SWPS w Katowicach, gdzie jest koordynatorką ds. marketingu oraz pełni funkcję opiekuna naukowego Koła Naukowego Psychointerpretacje. Działa również społecznie na rzecz rozwoju dzieci i młodzieży w ramach projektów: Strefa Młodzieży i Strefa Psyche. Współpracuje również z "Warsztaty Realizatora Filmowego i TV" w Bielsku-Białej gdzie edukuje społeczność lokalną z zakresu historii i analizy filmu. Jest organizatorką Ogólnopolskiej Konferencji Filmowej pt. "Filmowe Psycho-Tropy" oraz inicjatorką projekt filmowego o tym samym tytule, który od lat z sukcesem prowadzi w katowickim KINIE KOSMOS - Centrum Sztuki Filmowej. Autorka bloga filmowego Se Točí. Współautorka książek Film w edukacji i profilaktyce. Na tropach psychologii w filmie. Część 1 oraz Film w terapii i rozwoju. Na tropach psychologii w filmie. Część 2.

Przypisy

1 J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2001, s. 181.
2 Księgi Rodzaju 1,27.
3 J. Wonicka, O. Katafisz, Słownik wiedzy o filmie, Warszawa-Bielsko-Biała 2009, s. 360-365.
4 Kino nieme. Historia kina, red. T. Lubelski, I. Sowińska, R. Syska, tom 1, Universitas 2014.
5 Z. Pitera, Diabeł jest kobietą, Warszawa 1989, s. 33.
6 P. Jakubowski, „Obrazy kobiet w filmie noir”, w: Gender-film-media, (red.) E. H. Oleksy, E. Ostrowska, Kraków 2001, s. 26.

kanały

zobacz też