logo

logo uswps nazwa 3

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby odkryć, jakie historie cieszą się wśród Polaków największym zainteresowaniem. Co najmniej ¼ najpopularniejszych podcastów to historie true crime! Zbrodnia z miłości, zabójstwo w afekcie, ciche morderstwo za ścianą. Wszystko oparte na scenariuszu, które napisało życie, a właściwie morderca. Choć w czasie słuchania tych historii niejednokrotnie marszczymy czoło i zasłaniamy oczy, to jednak wciąż chcemy więcej i więcej.

Dlaczego chcemy słuchać o szczegółach wydarzeń, których bohaterami nigdy nie chcielibyśmy się stać? Czy to normalne, że im bardziej nieprawdopodobna i bestialska zbrodnia, tym bardziej nas interesuje? I w końcu – czy możemy z tych historii wyciągnąć coś dla siebie? Na te pytania odpowiadają Justyna Mazur, autorka podcastu kryminalnego „Piąte: nie zabijaj”, oraz Małgorzata Zmaczyńska.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/true-crime-morderstwa-podcasty-kryminalne-dlaczego/id1486199502?i=1000470071242
  • https://open.spotify.com/episode/2zeM6H1JXsj5wFVldP1M0l
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/e492717d-7608-4e64-bebd-dbdc84748db7?_lst

 

258 Marta Nowicka

Justyna Mazur
gość

Autorka dwóch popularnych podcastów: kryminalnego „Piąte: nie zabijaj” oraz „Pogadajmy o życiu”. W tym pierwszym łączy swoje zamiłowanie do psychologii, reportażu i tematyki kryminalnej. Miłośniczka literatury faktu, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Kocha radio i słuchowiska oraz audiobooki. Marzy o stworzeniu własnego audioserialu i skończeniu psychologii.

258 Marta Nowicka

Małgorzata Zmaczyńska
prowadząca

Jej supermocą jest mówienie. Nagrywała podcasty, zanim to było modne – Podcast RADIOaktywny oraz ZMACZNEGO. Od niedawna redaktor naczelna „SHEro” – magazynu pisanego przez dziewczyny i przede wszystkim dla dziewczyn. Kręci ją motoryzacja, nieznane historie związane z jedzeniem, psychologia i przekręty na Wall Street.

Księdza Adama Bonieckiego, mimo nieobecności w mediach, nie trzeba nikomu przedstawiać. To znawca Kościoła i czuły badacz polskiego społeczeństwa. Kościół zmieniał się przez lata. Z kameralnej grupy wyznawców stał się wielomilionową instytucją. Jak to się stało? Co takiego jest w religii chrześcijańskiej, że pociągnęła za sobą Europę, a potem inne kontynenty. Czy Kościół kiedyś się skończy?

Mówiliśmy o tym, jak w praktyce wygląda miłość, nie tylko ta w związkach, ale także ta, jak mówią chrześcijanie, między bliźnimi. Jak kochać w świecie, który coraz bardziej się polaryzuje, jak kochać obcych, innych, nie tylko tych, którzy uciekają przed wojną i głodem do Europy, ale także kolegów i koleżanki ze studiów czy z pracy, którzy mają inne poglądy polityczne niż my. Ksiądz Adam Boniecki, jak zawsze chętnie, odpowiadał na pytania gości. Spotkanie poprowadziła p. Karolina Koziolek.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82-cz%C5%82owiek-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-ks-adam-boniecki/id1486199502?i=1000469963666
  • https://open.spotify.com/episode/5ABoLde2rWanuUgYYTTffz
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/4b9df61a-59b3-45c1-b910-afaa91e06238?_lst

 

Adam Boniecki

Ks. Adam Fredro-Boniecki
gość

Urodził się 25 lipca 1934 w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do zakonu Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował z młodzieżą, był katechetą młodzieży licealnej w Grudziądzu, współpracował z duszpasterstwem akademickim KUL, prowadził duszpasterstwo akademickie w kościele św. Anny w Krakowie. W 1964 r. na zaproszenie biskupa Karola Wojtyły podjął pracę w Krakowie jako redaktor „Tygodnika Powszechnego”. Na dwa lata wyjechał do Francji, gdzie studiował w Instytucie Katolickim w Paryżu i poznawał małe wspólnoty. Z Francji pisał do „Tygodnika Powszechnego” felietony o nowym obliczu Kościoła. Po powrocie nadal pracował jako redaktor „Tygodnika Powszechnego” i duszpasterz akademicki. W roku 1979 r. na życzenie Jana Pawła II wyjechał do Rzymu – przygotowywał polskie wydanie dziennika „L’Osservatore Romano”; później został jego redaktorem naczelnym. Nie przerwał współpracy z „TP” – był jego rzymskim korespondentem.

Kiedy w 1991 r., po upadku komunizmu, „L’Osservatore Romano” przestało odgrywać swoją rolę, ks. Boniecki wrócił do redakcji „Tygodnika Powszechnego”. W 1993 r. został wybrany na generała Zgromadzenia Księży Marianów. Od 1999 r. do 2011 r. ksiądz Adam Boniecki pełnił funkcję redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Obecnie jako redaktor senior publikuje na jego łamach.

Od listopada 2011, kiedy to prowincjał Zgromadzenia Marianów nałożył na ks. Adama Bonieckiego nakaz milczenia, jest to jedyne medium, dla którego może się on wypowiadać.

258 karolina koziolek

Karolina Koziolek
prowadząca

Absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracowała jako sekretarz literacki w Teatrze Nowym im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu, a potem jako dziennikarka w „Głosie Wielkopolskim”, gdzie przeprowadziła wywiady z dziesiątkami osób mniej i bardziej znanych. Obecnie prezes Fundacji Vox Artis.

„Zostań antyszczepionkowcem. Zarabiaj na ludzkim strachu. Sprzedawaj zestaw kroplówkowy z lewoskrętną witaminą C” – brzmi opis gry karcianej Antyszczepionkowcy.biz. Gra ma edukować i jednocześnie demaskować hochsztaplerów, którzy podważają teorie naukowe dla chęci łatwego zysku. Skąd pomysł na grę i jak może ona zwiększyć świadomość znaczenia szczepień? – wyjaśnia Katarzyna Gęborek, graphic designer, odpowiedzialna za oprawę graficzną projektu.

Na przekór hochsztaplerom

„Chcesz zarobić łatwe pieniądze? Zdobyć sławę? Zostać guru? Nie dostałeś się na studia medyczne? Nie masz za grosz moralności? Dobrze się składa! Antyszczepionkowcy.biz w prosty i przyjemny sposób nauczą cię, jak zrealizować swoje cele, jednocześnie rozwiązując problem przeludnienia!” – przewrotnie i ironicznie zachęcają twórcy gry Antyszczepionkowcy.biz: Aleksandra Stefaniak, doktorantka na Uniwersytecie Medycznym im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, Jakub Stefaniak, programista, oraz Katarzyna Gęborek, graphic designer, absolwentka studiów podyplomowych UX Design na Uniwersytecie SWPS, odpowiedzialna za oprawę graficzną: projekt logo, księgi znaku, kart, instrukcji, landing page'a, materiały promocyjne na Facebooka oraz YouTube'a.

kolaz 1

Gra jest przeznaczona dla 2-6 osób powyżej 16 roku życia. Rozgrywka zajmuje od 20 do 60 minut. Gracze mają jeden cel – zdobyć wpływy za wszelką cenę. Jak? Gracz może próbować sprzedać zestaw kroplówkowy z lewoskrętną witaminą C, która tak dobrze sprzyja powstawaniu kamieni nerkowych. Albo zebrać podpisy i przeforsować ustawę znoszącą obowiązek szczepień. Zdecydowani na wszystko mogą wywołać epidemię odry, likwidując przy okazji przykry problem przeludnienia. „Press your luck: zarządzaj ryzykiem, odsłaniaj karty i sam zdecyduj, czy warto się zaszczepić. Mechaniczna mieszanka Port Royale, Splendor i Wybuchających Kotów, w której możesz zorganizować własne Ospa-Party!” – tak pomysłodawcy zagrzewają do gry. Im częściej wybuchają epidemie chorób zakaźnych, tym lepiej. Im większe żniwo one zbierają, tym większe są wpływy guru. Jednak w obliczu epidemii każdy może się przestraszyć, także antyszczepionkowcy, dlatego mogą oni chybcikiem skorzystać ze szczepień.

Projekt gry był weryfikowany i konsultowany ze specjalistami zajmującymi się tematyką szczepień, m.in. dr. Markiem Posobkiewiczem, Głównym Inspektorem Sanitarnym w latach 2012-2018, pediatrami: lek. Łukaszem Durajskim, przewodniczącym komisji ds. szczepień Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, lek. Dagmarą Chmurzyńską-Rutkowską, internautom znana jako Mama Pediatra.

kolaz 2

Siła pozytywnych mitów

Skąd pomysł na grę? – Inspirowały nas prace naukowe dr. hab. Marcina Napiórkowskiego, semiotyka kultury, zajmującego się mitologią współczesną. Gdy w przestrzeni publicznej zaczęło się pojawiać coraz więcej mitów wokół szczepień, napisał on, że skuteczna walka z nimi nie powinna polegać na ich korygowaniu czy odpieraniu kolejnych zarzutów, lecz budowaniu pozytywnych mitów. Atrakcyjnych, wielkich, ważnych opowieści opartych na prawdziwych danych. Postanowiliśmy stworzyć taki mit, który z jednej strony dawałby pretekst do spędzenia czasu z przyjaciółmi, z drugiej umożliwił nam dotarcie do szerokiego grona odbiorców z prawdziwymi informacjami na temat szczepień. Chcemy uświadamiać ludzi, w jaki sposób szczepienia chronią nas przed epidemiami oraz czym jest i jak działa odporność zbiorowa. Poprzez grę zwracamy też uwagę, że hochsztaplerzy podważają teorie naukowe tylko po to, by oferować swoje suplementy diety i „magiczne” urządzenia jako lek na wszystko – wyjaśnia Katarzyna Gęborek.

– To świetny pomysł! Dużo mówi się dziś o negatywnym trendzie polegającym na spadku prestiżu nauki, upadku znaczenia ekspertów. Ale strona akademicka nie jest w tym całkiem bez winy. Zamykając się w specjalistycznych niszach, zbyt rzadko dbamy o to, żeby wiedza naukowa była zrozumiała dla szerszych kręgów społeczeństwa. Szerokie dystrybuowanie informacji, komentowanie aktualnych zjawisk, czy włączanie ludzi w projekty wykorzystujące mechanizmy nauki obywatelskiej z tej perspektywy mogą być nie mniej istotne, niż dokonywanie ważnych odkryć. Przecież bez akceptacji społecznej część tej wiedzy może okazać się niemożliwa do wykorzystania – komentuje dr hab. Mirosław Filiciak, prof. Uniwersytetu SWPS.

Rozrywka i edukacja

Gra jest adresowana do wszystkich, którzy lubią dobrą karciankę. Ale nie chodzi tu tylko o rozrywkę. – Zależy nam na tym, aby gra trafiła do osób, które wątpią w wartość szczepień albo uważają, że prawda może być gdzieś pośrodku. Przy okazji zabawy chcemy rozpocząć dyskusję nad celowością szczepień. Takie działanie ma naukowo udowodniony potencjał osłabiania wiary w teorie spiskowe. Nie zakładamy, że nasza gra trafi do fanatycznych przeciwników szczepień, zresztą takich osób jest garstka. Wielu rodziców boi się o swoje dzieci, a strach ten wzmaga dyskusja medialna, w której ciężko odróżnić naukowe fakty od dezinformacji, manipulacji danymi i gry na emocjach. To im nasza gra powinna pomóc utwierdzić się w przekonaniu, że warto szczepić swoje dzieci – mówi Katarzyna Gęborek.

Czy rzeczywiście gra może mieć charakter edukacyjny? – Gry to nie tylko atrakcyjne i przystępne medium, lecz także format o sporych możliwościach perswazyjnych – tłumaczy dr hab. Filiciak. – W badaniach gier mówimy m.in. o retoryce proceduralnej – przekazywaniu wiedzy poprzez odpowiednią budowę systemu reguł i interakcję z nimi. W odróżnieniu więc np. od filmu, nie jest to zamknięta opowieść, oparta na słowie czy obrazach, ale symulacja i powiązana z nią możliwość przetestowania jakiejś wizji rzeczywistości. Pozwala to wejść w pewnym stopniu w alternatywny scenariusz „co by było, gdyby” albo przyjrzeć się sytuacji z innej od własnej perspektywy.

Gry to nie tylko atrakcyjne i przystępne medium, lecz także format o sporych możliwościach perswazyjnych

Temat szczepień od miesięcy budzi wiele kontrowersji w Polsce. Jak zaznacza Katarzyna Gęborek, spór wokół szczepień wymusił na zespole dodatkową ostrożność w doborze formy gry. – Zależy nam na podkreśleniu, że nasz projekt opowiada o oszustach, którzy zarabiają na manipulowaniu innymi, a nie na ludziach, którzy im uwierzyli.

16 marca br. rusza zbiórka na portalu PolakPotrafi.pl w celu zebrania funduszy na wydanie gry. Już teraz jej prototyp można ściągnąć po zapisaniu się do newslettera na stronie internetowej Antyszczepionkowcy.biz.

Tekst: Ewa Pluta

Czy w Kościele katolickim jest miejsce na bunt? Czy z kryzysu wiary cieszą się ateiści? A może doczekamy się narodzin nowej, masowej religii? Na te pytania próbowali odpowiedzieć Jolanta Szymańska, prawniczka z wykształcenia, autorka wielu wywiadów o tematyce chrześcijańskiej, prowadząca kanał „Jola Szymańska” na YouTube, Renata Dancewicz, aktorka i feministka oraz prof. Wojciech Burszta, antropolog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS. Debatę poprowadził Jerzy Sosnowski.

Zapraszamy do wysłuchania debaty „Trudno nie wierzyć w nic. Gdzie szukamy oparcia we współczesnym świecie?” Skonfrontujemy różne poglądy na temat kondycji Kościoła Katolickiego w Polsce, zwłaszcza w kontekście ogólnospołecznej dyskusji, która właśnie teraz ma miejsca. Posłuchamy o myśleniu magicznym, mitycznym i religijnym, o nauce, o przeszłości i przyszłości kościoła w kontekście współczesności. 

 

Jak często dzielimy ludzi na swoich i obcych lub myślimy w kategoriach my i oni? Właściwie bez przerwy, przy każdym kontakcie z innymi. Nie znaczy to jednak, że jesteśmy nietolerancyjni, ksenofobiczni czy też zamknięci na innych. Raczej posługujemy się mechanizmami, w które wyposażyła nas natura. O pojęciu „swój” i „obcy”, stereotypach oraz kulturowej potrzebie przynależności do określonej grupy opowie psycholog dr Małgorzata Wójcik z Uniwersytetu SWPS.

Natura tak to urządziła

Aby funkcjonować w świecie pełnym informacji, niepewności i chaosu, musimy poukładać bodźce w odpowiednich „pudełkach” w naszym mózgu, a mechanizm za to odpowiedzialny to kategoryzacja społeczna. Jeżeli bodźcami są ludzie, następuje ich podział na określone grupy: etniczne, narodowe, religijne, zawodowe i inne. Zjawisko to sięga ewolucyjnej przeszłości. Dla naszych przodków spójna i współpracująca grupa własna oraz wiedza kto „swój”, a kto „obcy” była kluczem do przetrwania. Musieli konkurować o ograniczone zasoby, co wzmagało zarówno solidarność grupową i przywiązanie do grupy własnej, jak i powodowało narastanie silnej niechęci wobec grup obcych.

Dobry swój i zły obcy

Podobnie jak nasi przodkowie, my także dzielimy innych na dobrych „swoich” i „złych” obcych. Pomaga nam to zorientować się w świecie, zwłaszcza gdy znajdujemy się w nowej czy też niepewnej sytuacji. Dzięki temu wiemy, z kim mamy do czynienia, jak powinniśmy w stosunku do tej osoby postępować – zostać i zaproponować kawę czy może szybko się oddalić. Patrzymy na kolor skóry, strój, atrybuty związane z religią, sposób mówienia i zachowania. Proces ten jest płynny i dynamiczny, możemy postrzegać ludzi w różny sposób, w zależności od własnej pozycji, sytuacji czy kontekstu społecznego. W wielu przypadkach pomaga to stworzyć odpowiedni i selektywny obraz, a w innych kładzie się u podstaw negatywnego lub nieodpowiedniego stereotypu.

Komentując niejako zjawisko kategoryzacji społecznej, Einstein powiedział: „Jeżeli moja teoria względności okaże się trafna, Niemcy będą twierdzić, iż jestem Niemcem, a Francuzi ogłoszą mnie obywatelem świata. Gdyby jednak moja teoria okazała się nieprawdziwa, Francuzi powiedzą, że jestem Niemcem, a Niemcy, że Żydem.” Decyzja czy konkretna osoba należy do grupy własnej czy obcej zależy więc od wielu czynników i przyjętego sposobu kategoryzacji. A jest to decyzja bardzo ważna – zależy od niej to, w jaki sposób będziemy postrzegać i traktować innych. Mamy tendencję do ulegania zjawisku jednorodności grupy obcej, czyli myśleniu „oni wszyscy są tacy sami”. Chętnie, łatwo i szybko przypisujemy jednostce cechy stereotypu grupowego – wszyscy kibice są agresywni, Żydzi skąpi, a Cyganie kradną. I sprawa jest jasna, nie musimy się już więcej zastanawiać.

W takim myśleniu utwierdza nas także efekt wewnątrzgrupowy i międzygrupowy – różnice pomiędzy grupami stają się dla nas ważniejsze niż różnice dzielące jednostki w obrębie każdej z grup. Kontrast pomiędzy „nami” i „nimi” nabiera znaczenia, a to prowadzi do faworyzowania grupy własnej czyli uznania, że „my” jesteśmy lepsi, bardziej pracowici, mądrzejsi i zachowujemy się lepiej niż „oni”. Członkowie grupy własnej postrzegani są jako godni zaufania, przyjacielscy i prawdomówni. Natomiast członków grupy obcej częściej uważa się za nieuczciwych i nastawionych na rywalizację. Dlatego mówiąc o „naszych”, dobieramy pozytywne określenia, a negatywne, by opisać cechy odnoszące się do „obcych”. Popełniamy też krańcowy błąd atrybucji – negatywne działania członków grupy obcej przypisywane są ich wewnętrznym cechom – spóźnił się do pracy, bo jest leniwy i niesumienny (członek mojej własnej grupy spóźnił się bo były korki). Przyczyn działań pozytywnych upatruje się z kolei w czynnikach zewnętrznych (wysiłek, sytuacja, szczęście) – świetnie wywiązał się z zadania, bo miał dzisiaj wyjątkowe szczęście, udało mu się. Wszystkie te mechanizmy przyczyniają się do powstawania i samoistnego utrwalania negatywnych opinii i stereotypów na temat osób, które uznamy za członków grupy obcej.

Lubimy być lepsi

W 1968 r., dzień po zamachu na Martina Luthera Kinga Jr., Jane Elliott, nauczycielka w amerykańskiej podstawówce, postanowiła pokazać swojej klasie (składającej się wyłącznie z białych uczniów), jak odczuwa się dyskryminację na własnej skórze. Podzieliła klasę na „lepszych-niebieskookich” oraz „gorszych-ciemnookich” i udowodniła, że wystarczył jeden dzień, aby niebieskoocy zaczęli gorzej traktować ciemnookich kolegów: unikać ich, wyśmiewać i dokuczać. Co więcej, „gorsze” dzieci uzyskiwały w tym dniu znacznie niższe wyniki niż normalnie, były niepewne, smutne i drażliwe. Kolejnego dnia grupy zamieniły się, aby każdy mógł doświadczyć tego samego. Psycholog społeczny, Muzafer Sherif, w znanym eksperymencie przeprowadzonym podczas letniego obozu dla młodzieży „Robbers Cave” pokazał, że podział na grupy i prosta rywalizacja doprowadziły do wrogich zachowań – wyzwisk, bójek i kradzieży pomiędzy chłopcami z grup Grzechotników i Orłów. Chłopcy wypracowali silną tożsamość grupową – każda grupa miała nazwę, szefa, herb, flagę, ustalone normy i reguły zachowania. Poczucie tożsamości i przynależności do grupy własnej jest dla nas bardzo ważne, ale też silnie obciążone emocjonalnie i wartościujące. Chcemy być odrębni, ale też lepsi niż „oni”, faworyzujemy więc grupę własną i dewaluujemy członków innych grup. Stereotypy są szczególnie uciążliwe z punktu widzenia stereotypizowanych jednostek zwłaszcza gdy są szeroko podzielane społecznie – ograniczają dostęp do zasobów, odcinają od rynku pracy, dobrej edukacji, kontaktów międzygrupowych.

Jasna mapa świata społecznego

Mimo, iż zdajemy sobie sprawę ze społecznych kosztów rozpowszechniających się stereotypów, bardzo trudno się ich pozbyć. Zbyt wiele nam dają: uproszczoną, ale jasną mapą świata społecznego, ekonomizację procesów poznawczych, selekcję i redukcję nadmiaru informacji. Spotykając nowych, nieznanych nam ludzi, posiadamy jedynie informacje o kategoriach społecznych, do których należą, a uzupełniwszy je o stereotyp możemy wnioskować o cechach napotkanej osoby. To z kolei redukuje niepewność, dostarcza poczucia kontroli nad rzeczywistością społeczną i względnego bezpieczeństwa.

Stereotyp pozwala nam czuć się dobrze, nawet jeśli postępujemy niemoralnie albo nieuczciwie. Dostarcza nam gotowych usprawiedliwień i uzasadnień dla zdarzeń i warunków społecznych, naszych własnych zachowań agresywnych i dyskryminacyjnych lub zaniedbań w stosunku do stereotypizowanej grupy. Uznając ludzi bezrobotnych lub biednych za leniwych, możemy usprawiedliwić nierówność społeczną. W wieloklasowym społeczeństwie grupa uprzywilejowana deprecjonuje inne grupy, usprawiedliwiając tym samym swoją pozycję. Niektórzy historycy uważają, iż biali Europejczycy wymyślili koncepcję rasowej niższości czarnych Afrykańczyków, aby usprawiedliwić niewolnictwo i grabieże Afryki. Możemy zastanowić się, czy w taki sam sposób postępujemy w stosunku do mniejszości Romskiej. Lub też, czy nie używamy tego mechanizmu, by wytłumaczyć sobie powód niechęci do przyjmowania emigrantów.

Stereotyp grupy obcej, zwłaszcza negatywny, pozwala uzyskać i utrzymać dobrą opinię na temat grupy własnej. Jedną z metod jest poszukiwanie kozła ofiarnego – tę rolę odgrywają zwykle łatwo rozpoznawalne grupy, które są obiektem społecznie akceptowanych stereotypów i uprzedzeń. Obwiniając je za nasze niepowodzenia i frustracje, potrafimy lepiej radzić sobie ze zwątpieniem i oceniamy siebie korzystniej. Historia pokazuje, że ta chęć posiadania pozytywnego wizerunku grupy własnej i potrzeba obarczenia innej grupy za własne niepowodzenia bądź trudności ekonomiczne kraju, może doprowadzić do wypędzenia lub zagłady całych narodów (np. hitlerowcy i Żydzi).

Swoi na czas dobrobytu, obcy na czas niepokoju

Dlaczego nie wyciągamy wniosków z historii? Dlaczego we współczesnej, zjednoczonej multikulturowej Europie uprzedzenia nie zanikają? A wręcz przeciwnie – globalny negatywny stereotyp obcego – muzułmanina rośnie w siłę? Przecież zdajemy sobie sprawę, że z multikulturowości czerpiemy ogromne zyski, wzbogacając własną kulturę, ucząc się i inspirując. Kontaktujemy się z przedstawicielami innych kultur, znamy ich osobiście, podziwiamy arabską sztukę, lubimy kuchnię, razem pracujemy i studiujemy. Co zatem nie działa? Albo raczej – co działa, doprowadzając do coraz większych niepokojów etnicznych, wzrostu nacjonalizmu i niechęci do obcych? Co spowodowało rozprzestrzenienie się społecznie podzielanego globalnego stereotypu imigranta-muzułmanina, którego należy się obawiać i najlepiej wyrzucić z własnego kraju lub go nie wpuścić?

To trudna sytuacja – z jednej strony wiemy, że spora liczba emigrantów to ludzie tacy jak my, z drugiej jednak widzimy jednostki niebezpieczne. Nie wiemy kto „swój”, a kto „obcy”. Najprościej więc jest postrzegać emigrantów jako spójną grupę dzielącą wspólne cechy. Zapewni to pewien poziom bezpieczeństwa i kontroli.Nawet jeśli osobiście znamy porządnego, pracowitego i uczciwego muzułmanina, nie będziemy czuć dysonansu. Przyjdzie nam z pomocą kolejny mechanizm tworzenia podtypu stereotypowej grupy – oni wszyscy są tacy sami, ale mój przyjaciel jest inny, jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Można zatem przypuszczać, że tylko w czasach spokoju i dobrobytu możemy pozwolić sobie na rezygnację ze stanowczego podziału na „my” i „oni” oraz stereotypowego postrzegania obcych. W czasach niepewności, niepokoju lub kryzysu ekonomicznego nie jest to chyba możliwe.

Artykuł był publikowany w lipcowym wydaniu "Newsweek Psychologia Extra 4/17”. Czasopismo dostępne na stronie »

 

258 malgorarzata wojcik

O autorce

dr Małgorzata Wójcik – adiunkt Uniwersytetu SWPS, dr nauk społecznych w zakresie psychologii, zajmuje się badaniem powodów i przejawów przemocy szkolnej oraz dynamiki grup rówieśniczych. Wraz z zespołem opracowuje i wdraża innowacyjne programy edukacyjne zapobiegające przemocy, stygmatyzacji i dyskryminacji w grupach rówieśniczych.

 

kanały

zobacz też

strefa psyche strefa designu strefa zarzadzania strefa prawa logo
Zapraszamy na webinar „Hongkong i Chiny: zderzenie dwóch tożsamości”